sobota, 17 listopada 2012

rozdział 5. ;DD


Po powrocie, zrobiłam obiad dzieciakom. W tym czasie Alice robiła fotki bawiącym się dzieciom i nawet mi w kuchni. Wyglądałam dość komicznie. Po obiedzie poszłam najpierw położyć Nadię.

-śpij królewno. –powiedziałam do małe całując ja w czółko i okrywając kołdrą. Zajrzała jeszcze do Alexa. Te też już prawie spał. Zeszłam na dół. Alka właśnie zaparzyła nam zieloną herbatę. Włączyła jakąś komedię. Dla mnie nie była zbyt ciekawa, ale Alce się podobała.

-ty tu leszczyku oglądaj, a ja upiekę ciasteczka. Dzieciaki się ucieszą, a i cioci i wujkowi będzie miło.-wstała i kierowałam się w stronę kuchni

-spooko.


W tym samym czasie w domu One Direction :

 

 Siedzieliśmy  sobie w domu i obijaliśmy się.

-Nareszcie wolne!- krzyknął zadowolony Louis.

-tak, jestem już trochę zmęczony- przyznał Zayn

-ja też, ale i głodny. Idę po kanapkę.- powiedział oczywiście wiecznie głodny Naill

-ja też chcę- krzyknęliśmy w tym samym czasie

-nie zbieram zamówień. Sory- wychylił się zza drzwi kuchni blondyn. Jednak nie chciało się nam wstawać.

-zamówimy pizzę- wpadł na pomysł Lou. Nagle do domu wpadł jak porażony Harry. Na twarzy miał ogromny uśmiech, a w ręku chyba z cztery reklamówki.

-po co ci tyle reklamówek? Wgl co ty tam masz?- spytałem lekko zdziwiony

-no bo Liam wiesz…hmm pamiętasz tę dziewczynę co wdzialiśmy ją na balkonie?- spytał lekko rozmarzony loczek

-ta brunetka? –spytał ciekawy Zayn, bo on rano był z nami na balkonie

-dokładnie ta. Okazało się, że przyjechała tu na ferie do cioci, czyli Katie i Adama.

- o to super. !- zawalał zadowolony i z pełną buzią Naill.

- no wiem. - odpowiedziałem

-to może zrobimy coś do żarcia?- wstał szybko Lou. No tak on chyba najlepiej z nas gotuje.

-spoko. Ja mam tu chipsy, popcorn i takie tam i napoje.- powiedział stawiając już zakupy na blacie kuchennym.

-O której będą?- zapytał Zayn.

-o koło 18. – powiedział Hazz rozpakowując zakupy

-aha- Wstał poszedł do siebie. Coś mi się wydaję, albo się nie ucieszył , albo ma zły dzień. Nie rozumiem go czasem.

Oczami Lury:

Gdy wrócił Michał powiedziałyśmy mu, że jesteśmy zaproszeni do sąsiadów. Nie cieszył się tak jak ,ale się zgodził, bo jak to ujął: „ bo przecież ci ja będę robił sam w domu ”Dochodziła 17, więc trzeba było się powoli ogarniać. Weszłam pod prysznic, ubrałam się w ciemne jeansy, biały sweterek w niebieskie paski, czarne conversy, dobrałam dodatki i  zrobiłam lekki makijaż. Zostało pół godziny . Alice siedziała jeszcze w łazience. Ubrałam jeszcze dzieciaki, bo muszą iść z nami, bo Adam miał awarię w pracy i zostaje na nockę, a Kasia będzie dopiero koło 20. Misiek i Al. Byli gotowi, dzieciaki też już ubierały kurtki, Wyszliśmy punkt 18. Podeszliśmy pod bramę.

-Kto dzwoni? – spytał Misiek

-ja- nie zastanawiał się i zadzwoniła. Po chwili odezwał się przyjemny, męski głos

-cześć Laura, wchodzie. – zorientowałam się, że to Harry, bo przecież tylko on nas znał.

-dzięki.- powiedział, ale chyba do siebie. Stał i nie mogłam się ruszyć. Trema? Nie wiedział co się dzieje. Chyba się bałam. Z moich rozmyśleń wydarł mnie głos Michał;

-idziesz mała. ?

-tak tak. A gdzie dzieciaki?

-już w środku.

-aha. – przeszłam ten kawałek nie wiedząc co mnie spotka w środku. Ich dom był dwa razy większy od domu cioci. Był piękny. Było bardzo dużo przestrzeni. Harry przywitał nas ciepły uśmiechem. Najpierw uściskiem przywitał Al. Potem Michała

-cześć, jestem Michał, sorki, że się wpraszam, ale te jaszczurki mnie zaciągnęły.- powiedział śmiejąc się Mi(skrót od Michała)

-spoko. Fajnie, że jesteś. Im nas więcej tym lepie.- powiedział Harry i uścisnął rękę z Michałem. –cześć dzieciaki.- krzyknął tak głośno karłowaty, że myśłałm, że mi bębenki pęknął.

-ceść Haly- pisnęła tak słodko mała, że na mojej twarzy mimo wolnie pojawił się uśmiech.

-a ty Laura nie przywitasz się ze mną?- spytał Hazz powoli do mnie podchodząc.

-a tak przepraszam- powiedział lekko zmieszana- cześć Harry. Dzięki za zaproszenie.

-cała przyjemność po mojej stronie- podszedł do mnie i mnie przytulił. Pachniał tak pięknie. Rozpływałam się po prostu. Gdy się od siebie odsunęliśmy popatrzył mi głęboko w oczy i się czarująco uśmiechnął. Ta zieleń i te dołeczki w policzkach spowodowały dziwną reakcję mojego organizmu.

-zapraszam do salonu- powiedział i wziął moją kurtkę. Jak prawdziwy gentleman odwiesił ją na wieszak i ruchem ręki wskazał drogę. Podążał tuż za mną. W salonie byli już wszyscy. Pogrążeni byli pogawędką. Dzieciaki siedziały koło Mulata i blondyna i wesoło rozmawiali. Michał i Al. Też już zdarzyli się zapoznać z chłopakami.

-chłopaki, już chyba poznaliście Michała I Alice …kurde jak ciężko wypowiedzieć- mruknął pod nosem loczek, zaczęłam chichotać.

-po prostu mów  MI.

-o dzięki . a to jest Lura- teraz zwrócił się do chłopaków

-y…cześć miło was poznać.

-hej- powiedzieli równo i wstali. Podeszli do mnie.

-Jestem Liam. A to jest Louis, Naill i Zayn.- przedstawił siebie i resztę. Podałam sobie z każdym rękę. A Lou cały czas na mnie patrzył  takim śmiesznym wzrokiem

-ym, coś nie tak Louis? –spytałam w pewnym momencie już trochę zdezorientowana.

-paski. – odpowiedział. Wszyscy wybuchli śmiechem, tylko ja stałam osłupiała, bo do końca nie wiedziałam o co mu chodzi. Popatrzyłam pytająco na resztę, po tem przeniosła wzrok na Lou.

-One są moje.- tera nie wytrzymałam i składałam się z resztą ze śmiechu .

-To nie śmieszne- powiedział Lou jak się trochę opanował.

-Przepraszam cię bardzo Lou. Poprawię się następnym razem . – usiadłam razem z resztą na sofie. Na stoliku przed nami leżało pełno chipsów i takich dupereli. Napisałam jeszcze do Kasi, że jesteśmy z dzieciaki u sąsiadów, żeby się nie martwiła.

-to może jesteście głodni?- zapytał Liam

-no jasne- powiedział za wszystkich Naill, a oczy aż mu się zaświeciły.

-nie ciebie pytałem Naill- powiedział rozbawiony Li.

-to ja przyniosę – powiedział Harry.

-pomóc Ci?- spytałam

-jasne chodź.- udaliśmy się do kuchni Harry wyciągnął z piekarnika tortille. Ja miałam za zadanie wyciągnięcie talerzy i szklanek. Długo musiałam się naszukać, żeby znaleźć cokolwiek w tej ogromniej kuchni.  Gdy już ogarnęłam wszystko. Wyjęłam tackę ułożyłam na niej szklanki i talerze, sztućce. Hazz wziął przygotowane danie a ja tackę z naczyniami. Wszyscy jedli, aż im się uszy trzęsły

-mm. Było naprawdę bardzo dobre. Gratulacje dla kucharza. – powiedziałam oblizując usta.

-ja nim jestem- powiedział Lou dumnie wypinając pierś.

-a więc dziękuję Lou, za pyszne tortille.

-to co teraz robimy?- zapytał Zayn chyba pierwszy raz od kad. przyszliśmy do nich odezwał się.

-może obejrzymy film?

-jasne. – odpowiedzieli wszyscy równo. Postawiliśmy na horrorze. Dzieciaki grzecznie bawiły się w jadalni. Ale wiedziałem, że zaraz będziemy się musieli zwijać bo maluchy są już zmęczone. Harry zauważył, że przyglądam się im.

-chodź położymy je w moim pokoju. Będą mogły sobie spokojnie spać.

-naprawdę, nie będzie to problem?- zapytał żeby się upewnić

-ależ skąd. Już nie raz u nas spały. Parę razy jak Adam był w pracy, a Kasia była akurat w Polsce, czy szli na jakiś bankiet to dzieciaki były u nas.

-a więc ok. to chodźmy. – powiedział. Harry wstał pierwszy i wyciągnął po mnie rękę, żeby mi pomóc. Był taki uroczy i wychowany.

-hej maluchy chodźcie spać. – powiedział wesoło Harry. Wziął Alexa za rękę i prowadził ku klatki schodowej. Ja natomiast wzięłam Nadię. Weszliśmy do jego pokoju. Był on naprawdę bardzo ładny. Wszystko było czarno-białe.

-ale tu ślicznie. –powiedziałam, stawiając małą na ziemi

-dziękuję, sam to urządzałem.

-ślicznie- gdy ja zachwycałam się pokojem, dzieci już skakały po łóżku.

-hej, maluchy nie wolno skakać

-daj spokój, niech skaczą

-o nie, bo nie zasnął.

Dzieciaki położyły się już grzecznie. My z Harrym siedzieliśmy i cicho rozmawialiśmy. W pewnym momencie mała Nadia się odwróciła.

-co jest słoneczko? Czemu nie śpisz?- podeszłam do nie i pocałował m czółko.

-nie mogę zasnąć. –przyznała mała- Haly pośpiews mi ?- zapytała i zrobiła takie słodkie oczka.

-oczywiście królewno.- Harry wziął gitarę Naill’ a i zaczął grać „Littre Things” uwielbiałam tę piosnkę. Efektem tego usypiania Nadii, sama pogrążyłam się w śnie.

Oczami Harrego:

Tak słodko wyglądała. Była taka krucha, taka bezbronna. Pocichł odłożyłem gitarę i wyszedłem z pokoju. Na dole w najlepsze oglądali film.

-gdzie masz Laurę?- spytała się Alice.

-jak usypialiśmy dzieci, to sama zasnęła.

-biedactwo- powiedział Lou-pewnie musiała być zmęczona

-mhm.- mruknąłem tylko i usiadłem na fotelu. Film się skończył. Dochodziła 22.

-to my będziemy się zbierać.- opowiedział Mi

-już?

-tak i tak jest już późno. Pewnie Kasia się martwi o nas o dzieciaki.

-a tak.

-to Harry zaprowadzisz nas do swojego pokoju. Zabierzemy dzieci.

-jasne, chodźcie.- poszliśmy do mojego pokoju. Tam spały sobie słodko maluchy i Laura. Mi wziął śpiącego Alexa a Al. Nadię i poszli do domu. 

********************************************************************************
mam nadzieję, że wam się podoba. :D
KOCHAM Vicki ♥






LAURA:

ALICE:

1D:





1 komentarz: