Na balkonie
po drugiej stronie stał taaki przystojniak. Był wysoki, dobrze zbudowany, miał
brązowe, kręcone włoski. Stał w siwych dresach i bez koszulki. Zimowe słońce
idealnie rozświetlało jego pięknie zbudowaną klatę. Zastanawiałam się, czy mu
nie zimno? (:P). Skapnęłam się, że gapie się w niego dopiero gdy do mnie
pomachał. Zawstydzona, z wielkimi rumieńcami odmachałam mu i uśmiechnęłam się
ciepło. Odwzajemnił uśmiech i się schowałam się w pokoju. Ogarnęłam się jeszcze
na szybko. Poprawiłam makijaż i zeszłam na dół na obiad. Przy stole brakowało
tylko mnie. Siedzieliśmy przy stole bite dwie godziny. Tak się zagadaliśmy, że
straciliśmy rachubę czasu. Rozmawialiśmy o wszystkim. Kasia z Adamem
opowiedzieli jak się zadomowili w Anglii, my też opowiedzieliśmy co wydarzyło
się w naszym życiu odkąd wujostwo się przeprowadziło. Wieczorem wybraliśmy się
na spacer do pobliskiego parku. Wieczorem było tam tak pięknie. Już wiedziałam,
że pokocham to miejsce najbardziej. Do domu wróciliśmy koło 22. byłam padnięta.
Wskoczył do wanny, wzięłam relaksującą kąpiel, ubrałam piżamkę i poszłam do
łóżka. Nałożyłam słuchawki, włączyłam muzykę i zastanawiałam się skąd znam tego
kolesia z balkonu. Dam sobie rękę uciąć, że gdzieś go widziałam. Z taką myślą
zasnęłam. Obudziłam się koło 10. zdziwiłam się, bo przecież są ferie. Wylazłam
z wyrka i poczłapałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam włosy i
zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam owinięta ręcznikiem zaczerpnąć świeżego
powietrza. Jakież było moje zdziwienie jak na balkonie naprzeciwko zobaczyłam
trzech na prawde seksownych facetów. Strzeliłam dwa wielkie rumieńce na
policzkach i szybko uciekłam do pokoju. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy i
wbiegłam do łazienki ubrać się. Przebrałam się w jeansy, różową bluzkę ze
snopy’ m, siwy sweterek z trzy czwartym rękawem i trampki pod kolor. Gotowa,
wybiegłam z pobiegłam do Alice. Opowiedziałam jej co spotkało mnie z samego
rana. Najpierw się nie odzywała, a gdy skończyłam mówić wybuchła takim
śmiechem, że myślałam, że zaraz pęknie. Poszłam do Alexa i pomogłam mu wybrać
ciuchy. Ubrał się i zszedł na dół. Potem zaszłam do Nadii. Ubrałam ją w różową
sukieneczkę i wziąwszy ją na ręce zeszłyśmy na dół. Kasia właśnie naszykowała
śniadanie.
-Dziewczynki
mam do was prośbę, ja musze być zaraz w pracy, a opiekunka do dzieci
zachorowała, mogłybyście się nimi zająć. Zadzwonię do Adama żeby był wcześniej.
-Kasia z
wielką przyjemnością zajmiemy się tymi aniołkami. To dla nas przyjemność. Nie
dzwoń do Adama, damy sobie świetnie radę. I nie szukaj żadnej opiekunki, my
możemy się nimi zajmować do końca naszego wyjazdu- powiedziałam z ogromnym
uśmiechem na twarzy. Uwielbiałam te dzieciaki, a perspektywa opieki nad nimi
dawała mi ogromna radość i Al. Też.
-dziewczynki
nie chcę was aż tak obciążać. Obiecuję, że jutro już kogoś załatwię.
-ale nie ma
mowy. My się nimi zajmiemy. Im dłużej tym lepiej.-odpowiedziała ALICE
-dziękuję
wam. Naprawdę jesteście bardzo kochane.
-oj daj
spokój. Leć do pracy, bo się spóźnisz! – powiedziała Alka. Ciocia nas jeszcze
wyściskała, zanim zdążyła wyjść dała nam całą instrukcję obsługi do dzieci.
Śmiałyśmy się troszkę z niej, ale tylko troszkę. Kiedy tylko wyszła ubrałyśmy
dzieciaki i poszłyśmy do parku. Misiek w tym czasie poszedł na obchód miasta w
poszukiwaniu jakieś rozrywki ^^. W parku dzieci bawili się w najlepsze.
Szczerze mówiąc to my „stare” baby też ganiałyśmy jak nienormalne z tymi
maluchami. W pewnym momencie wybuchła wojna na śnieżki. I w pewnym momencie
moja śnieżka poleciała tam gdzie nie powinna. Chciałam rzucić w Al., ale ta się
schyliła i moja kulka ze śniegu trafiła prosto w jakiegoś chłopaka. Ten
zaskoczony nie wiedział co się dzieje. W te pędy podbiegłam do niego;
-najmocniej
Cie przepraszam! Bawiłyśmy się z dziećmi i zamiast w moja przyjaciółkę to
śnieżka trafiła w ciebie- zaczęłam tłumaczyć, a reszta mojej załogi śmiała się
za plecami. Miałam czerwone policzki i uwierzcie nie tylko z zimna.
-nic się
nie stało.- odpowiedział rozbawiony chłopak
-naprawdę
bardzo przepraszam
-nic się nie
stało, naprawdę. Chwila czy my się nie znamy?- spyatał w pewnej chwili brunet.
-nie chyba
nie. Jestem tu dopiero od wczoraj. Razem z przyjaciółmi przyjechałam do mojej
cioci na ferie.- odpowiedziałam ciepło się do niego uśmiechając.
-już wiem!
–krzyknął zadowolony- to ty byłaś wczoraj na balkonie i dzisiaj w samym
ręczniku. – mówiąc to zarumienił się lekko i serdecznie uśmiechnął się do
mnie.- jestem Harry,
-Laura.
Milo mi
-mi
również.
-już wiem
skąd cię kojarzę. Czy ty przypadkiem nie jesteś w tym zespole …One Direction?
-tak to ja.
Fanka?- spytał zalotnie ruszając brwiami
-no w sumie
lubię waszą muzykę. Od tygodnia- Harry się dźwięcznie zaśmiał.
-miło. Może
byś chciała do nas dzisiaj wpaść.? –spytał po chwili
-no nie
wiem. Nie chcę się narzucać. Pewnie jesteście bardzo zajęci.
-przestań.
Nie narzucasz się. Dzisiaj jesteśmy wolni i jutro ido końca ferii.
-to ok.
będziemy. Będę?
-będziecie.
Przepraszam zapomniałem o przyjaciółce. – zrwócił się do Alki i pomachał jej.
Al. Wzięła dzieci i do nas podeszła.
-cześć
Harry
-Alice.
-o cześć
Nadia, siema Alex.- Harry Nadie wziął na ręce i dał jej soczystego buziaczka w
polik, a z Alexem przybił piątkę. Zrobiłam tylko wielkie oczy a Harry się
zaśmiał.
-no co:?
Witam się tylko z sąsiadami.- uderzyłam się z otwartej ręki w czoło. Zapomniałam,
że mam śnieg i teraz cała moja twarz
była pokryta białym puchem. Wszyscy się roześmiali.
-zapomniałam,
że jesteście sąsiadami. – chwilę wpatrywaliśmy sobie w oczy, aż Nadia nie
krzyknęła, że jej zimno.
-to co
idziesz z nami ?-spytała Alka.
-nie muszę
zrobić zakupy- powiedziawszy to puścił mi oczko. Zarumieniłam się.
-dobrze, a
więc do wieczora. – pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domu.
************************************************************************
Tak pisany na szybki. mam nadzieję, że wam się podoba. Bardzo się staram, żeby was nie zanudzić.
I nareszcie One Direction wkracza w akcję !!
KOCHAM Viki <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz