czwartek, 15 listopada 2012

rozdział 4. *-*



Na balkonie po drugiej stronie stał taaki przystojniak. Był wysoki, dobrze zbudowany, miał brązowe, kręcone włoski. Stał w siwych dresach i bez koszulki. Zimowe słońce idealnie rozświetlało jego pięknie zbudowaną klatę. Zastanawiałam się, czy mu nie zimno? (:P). Skapnęłam się, że gapie się w niego dopiero gdy do mnie pomachał. Zawstydzona, z wielkimi rumieńcami odmachałam mu i uśmiechnęłam się ciepło. Odwzajemnił uśmiech i się schowałam się w pokoju. Ogarnęłam się jeszcze na szybko. Poprawiłam makijaż i zeszłam na dół na obiad. Przy stole brakowało tylko mnie. Siedzieliśmy przy stole bite dwie godziny. Tak się zagadaliśmy, że straciliśmy rachubę czasu. Rozmawialiśmy o wszystkim. Kasia z Adamem opowiedzieli jak się zadomowili w Anglii, my też opowiedzieliśmy co wydarzyło się w naszym życiu odkąd wujostwo się przeprowadziło. Wieczorem wybraliśmy się na spacer do pobliskiego parku. Wieczorem było tam tak pięknie. Już wiedziałam, że pokocham to miejsce najbardziej. Do domu wróciliśmy koło 22. byłam padnięta. Wskoczył do wanny, wzięłam relaksującą kąpiel, ubrałam piżamkę i poszłam do łóżka. Nałożyłam słuchawki, włączyłam muzykę i zastanawiałam się skąd znam tego kolesia z balkonu. Dam sobie rękę uciąć, że gdzieś go widziałam. Z taką myślą zasnęłam. Obudziłam się koło 10. zdziwiłam się, bo przecież są ferie. Wylazłam z wyrka i poczłapałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam owinięta ręcznikiem zaczerpnąć świeżego powietrza. Jakież było moje zdziwienie jak na balkonie naprzeciwko zobaczyłam trzech na prawde seksownych facetów. Strzeliłam dwa wielkie rumieńce na policzkach i szybko uciekłam do pokoju. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy i wbiegłam do łazienki ubrać się. Przebrałam się w jeansy, różową bluzkę ze snopy’ m, siwy sweterek z trzy czwartym rękawem i trampki pod kolor. Gotowa, wybiegłam z pobiegłam do Alice. Opowiedziałam jej co spotkało mnie z samego rana. Najpierw się nie odzywała, a gdy skończyłam mówić wybuchła takim śmiechem, że myślałam, że zaraz pęknie. Poszłam do Alexa i pomogłam mu wybrać ciuchy. Ubrał się i zszedł na dół. Potem zaszłam do Nadii. Ubrałam ją w różową sukieneczkę i wziąwszy ją na ręce zeszłyśmy na dół. Kasia właśnie naszykowała śniadanie.
-Dziewczynki mam do was prośbę, ja musze być zaraz w pracy, a opiekunka do dzieci zachorowała, mogłybyście się nimi zająć. Zadzwonię do Adama żeby był wcześniej.
-Kasia z wielką przyjemnością zajmiemy się tymi aniołkami. To dla nas przyjemność. Nie dzwoń do Adama, damy sobie świetnie radę. I nie szukaj żadnej opiekunki, my możemy się nimi zajmować do końca naszego wyjazdu- powiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Uwielbiałam te dzieciaki, a perspektywa opieki nad nimi dawała mi ogromna radość i Al. Też.
-dziewczynki nie chcę was aż tak obciążać. Obiecuję, że jutro już kogoś załatwię.
-ale nie ma mowy. My się nimi zajmiemy. Im dłużej tym lepiej.-odpowiedziała ALICE
-dziękuję wam. Naprawdę jesteście bardzo kochane.
-oj daj spokój. Leć do pracy, bo się spóźnisz! – powiedziała Alka. Ciocia nas jeszcze wyściskała, zanim zdążyła wyjść dała nam całą instrukcję obsługi do dzieci. Śmiałyśmy się troszkę z niej, ale tylko troszkę. Kiedy tylko wyszła ubrałyśmy dzieciaki i poszłyśmy do parku. Misiek w tym czasie poszedł na obchód miasta w poszukiwaniu jakieś rozrywki ^^. W parku dzieci bawili się w najlepsze. Szczerze mówiąc to my „stare” baby też ganiałyśmy jak nienormalne z tymi maluchami. W pewnym momencie wybuchła wojna na śnieżki. I w pewnym momencie moja śnieżka poleciała tam gdzie nie powinna. Chciałam rzucić w Al., ale ta się schyliła i moja kulka ze śniegu trafiła prosto w jakiegoś chłopaka. Ten zaskoczony nie wiedział co się dzieje. W te pędy podbiegłam do niego;
-najmocniej Cie przepraszam! Bawiłyśmy się z dziećmi i zamiast w moja przyjaciółkę to śnieżka trafiła w ciebie- zaczęłam tłumaczyć, a reszta mojej załogi śmiała się za plecami. Miałam czerwone policzki i uwierzcie nie tylko z zimna.
-nic się nie stało.- odpowiedział rozbawiony chłopak
-naprawdę bardzo przepraszam
-nic się nie stało, naprawdę. Chwila czy my się nie znamy?- spyatał w pewnej chwili brunet.
-nie chyba nie. Jestem tu dopiero od wczoraj. Razem z przyjaciółmi przyjechałam do mojej cioci na ferie.- odpowiedziałam ciepło się do niego uśmiechając.
-już wiem! –krzyknął zadowolony- to ty byłaś wczoraj na balkonie i dzisiaj w samym ręczniku. – mówiąc to zarumienił się lekko i serdecznie uśmiechnął się do mnie.- jestem Harry,
-Laura. Milo mi
-mi również.
-już wiem skąd cię kojarzę. Czy ty przypadkiem nie jesteś w tym zespole …One Direction?
-tak to ja. Fanka?- spytał zalotnie ruszając brwiami
-no w sumie lubię waszą muzykę. Od tygodnia- Harry się dźwięcznie zaśmiał.
-miło. Może byś chciała do nas dzisiaj wpaść.? –spytał po chwili
-no nie wiem. Nie chcę się narzucać. Pewnie jesteście bardzo zajęci.
-przestań. Nie narzucasz się. Dzisiaj jesteśmy wolni i jutro ido końca ferii.
-to ok. będziemy. Będę?
-będziecie. Przepraszam zapomniałem o przyjaciółce. – zrwócił się do Alki i pomachał jej. Al. Wzięła dzieci i do nas podeszła.
-cześć Harry
-Alice.
-o cześć Nadia, siema Alex.- Harry Nadie wziął na ręce i dał jej soczystego buziaczka w polik, a z Alexem przybił piątkę. Zrobiłam tylko wielkie oczy a Harry się zaśmiał.
-no co:? Witam się tylko z sąsiadami.- uderzyłam się z otwartej ręki w czoło. Zapomniałam, że mam  śnieg i teraz cała moja twarz była pokryta białym puchem. Wszyscy się roześmiali.
-zapomniałam, że jesteście sąsiadami. – chwilę wpatrywaliśmy sobie w oczy, aż Nadia nie krzyknęła, że jej zimno.
-to co idziesz z nami ?-spytała Alka.
-nie muszę zrobić zakupy- powiedziawszy to puścił mi oczko. Zarumieniłam się.
-dobrze, a więc do wieczora. – pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domu. 

************************************************************************
Tak pisany na szybki. mam nadzieję, że wam się podoba. Bardzo się staram, żeby was nie zanudzić. 

I nareszcie One Direction wkracza w akcję !!

KOCHAM  Viki  <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz