wtorek, 20 listopada 2012

rozdział 6



Obudziłam się z samego rana, koło ósmej. Nie wiedziałam gdzie jestem. Byłam dość oszołomiona. Byłam w obcym pokoju, a do tego nie było przy mnie dzieci. Zerwałam się na równe nogi, ubrałam buty i czym prędzej wybiegłam z sypialni. Zbiegłam po schodach, prawie się wywracając. Chwyciłam swój telefon, który leżał na stoliku. I zadzwoniłam do Michała:
- Michał do jasnej cholery, gdzie wy jesteście?
-jak to gdzie? W domu.- i wybuch śmiechem
-śmieszy cię to? Gdzie dzieci?- dopiero teraz zorientowałam się że jestem u chłopaków.- a dobra już chyba kojarzę co było.
-taa. Zasnęłaś wczoraj z dzieciakami, Hazza nie pozwoli nam ciebie obudzić, więc zabraliśmy śpiące dzieci i wróciliśmy do domu, żeby Kasia się nie martwiła za długo.
-a dobra spoko. Zaraz będę w domu. Pa- rozłączyłam się. Najpierw poszłam do łazienki ogarnąć się. Wyszłam zrobiłam chłopakom śniadanie i poszłam do domu.

***perspektywa Harrego***
Wstałem o 9. jak dla mnie to wcześnie. Zaszedłem do swojego pokoju. Lury tam nie było. Alice oszczekała, że to ranny ptaszek, ale że aż tak. Tak wcześnie wstała, nawet w ferie. Wziąłem świeże ciuchy i poszedłem do łazienki doprowadzić się do porządku. Zszedłem na dól, ale tam też mojej nowej sąsiadki nie było. Na stole tylko było naszykowane śniadanie na środku mała karteczka.

Dziękuję, Harry, że udostępniłeś mi pokój. Mam nadzieję, że plecy ok.?. Życzę smacznego śniadanka , mam nadzieję, że będzie smakować.
                                                                                           Laura – OXOXOX”
Czytając ten liścik, na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. W tym czasie zeszli chłopcy.
-a ty co się szczerzysz?- zapytał półprzytomny Zayn.
-zrobiłeś nam śniadanie.?- zapytał zdziwiony Naill.
-nie ja tylko Laura.
-aa. A gdzie ona jest?- zapytał już w miarę ogarnięty Liam.
-musiała się zmyć rano.
-aaa…-zrobili zbiorowe ,aa”. Chłopcy zasiedli do stołu, a ja w tym czasie wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do Laury.
-cześć, jak tam?
-cześć Harry. U mnie bardzo dobrze. Masz bardzo wygodne łóżko.
-haha tak wiem. Dziękujemy za śniadanko,  było bardzo pyszne.
-to ja dziękuję, za przenocowanie mnie.
-nie ma za co. Cała przyjemność po mojej stronie. A właśnie idziemy dzisiaj z chłopakami do klubu. Wybierzesz si…yy…to znaczy zabierzecie się z nami?
-y no nie wiem. Może spytam się tych leni i napisze cie sms-em?
-jasne.
-a właśnie skąd masz mój numer? Nie przypominam sobie żebym Ci go dawała.
-y no bo…ten…no ja wziąłem od Alice. Przepraszam, nie powinienem.
-haha oj przestań. Przecież nic się takiego nie stało.
-uff. Ulga.
-wiesz co pogadamy później. Ja kończę, bo Nadia się obudziła.
-jasne, nie przeszkadzam. Papa – rozłączyła się. Poszedłem do chłopaków. Z śniadanie już nic nie zostało. Wziąłem miskę, płatki i mleko. Zjadłem śniadanie i poszedłem do chłopaków, którzy grali już na Xbox. Dostałem sms-a;

„ Z przyjemnością się wybierzemy z wami do klubu. Laura :D”
świetnie, o 20 będziemy po ciebie…po was :D”
„haha. Jasne. Do zobaczyska:”

-hej chłopaki Laura idzie z nami!!
-o super, a Alice?- zapytał Niall.
-no tak tak . Oni też Idą. – powiedziałem to i pobiegłem wybrać ubrania.

***perspektywa Laury***

Ale będzie super. Nie mogę się doczekać. Ubrałam Nadię. Zrobiłam wszystkim śniadanie. Pobiegłam na górę wybrać jakieś ciuszki. Mam nadzieję, że się spodobam Hazzie. Oj co ja piepsze. Nigdy mu się nie spodobam taka szara myszka jak ja. On jest sławny, a ja. A zresztą za półtora tygodnia wyjadę i zapomni o mnie. Ale kiedy widzę te jego zielone oczy, porostu się rozpływam. Oh, może źle, że z nimi idę.? Nie dobrze, chociaż się rozerwę. Tylko muszę uważać, żeby nie przesadzić. Nie mam głowy.

Wieczorem :
 Dochodziła siedemnasta, Kasia wróciła do domu i pozwoliła nam wyjść. Znała chłopaków i wiedziała jacy są. Wskoczyła jako pierwsza do łazienki. Napuściłam pełną wannę gorącej wody, wlałam olejki eteryczne i wskoczyłam do wanny.  Siedziałam tak długo, aż pomarszczyłam się jak stara rodzynka. Wyszłam z wody, wysuszyłam włosy i owinęłam się ręcznikiem. Wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół, by zrobić sobie kawę. Z filiżanką pełnego cappuccino wróciłam do pokoju. Była już 19.30. ubrałam się w czarną sukienkę z ćwiekami. Zrobiłam leciutki makijaż i była gotowa. Poszłam do Alki.
-hej kochanie, ja gotowa a Ty?
-niee.
-daj, pomogę ci.- Al. Ubrała sukienkę koloru kawa z mlekiem, żakiet i szpilki pod kolor. Wyglądała pięknie. Zrobiła jej makijaż i była gotowa.
-no … nie opędzisz się od chłopaków.
-taa. A ty od Harrego coo?
-co?! Niee. Bredzisz.
-oj nie oszukujmy się.
-no dobra…pogadamy innym razem. chodź bo już 20.
W tej samej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzył Michał.
-siemaa – krzyknęli chórem
- no hej.
-wooo- powiedzieli wspólnie.-wyglądacie pięknie.
-dzięki- odpowiedziałyśmy równo.
-a właśnie będą z nami Perri i Eleonor. Nie macie nic przeciwko?- spytał Liam
-nie jasne, że nie. Z przyjemnością poznamy wasze dziewczyny.
 Wsiedliśmy do aut i ruszyliśmy na podbój klubów.


***************************************************************
Taki kiepski wiem, ale nie miałam weny :((
przepraszam....
KOCHAM  Vicki :**



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz