niedziela, 30 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 13


-a więc, musisz…hmmm, o masz lód?
-mam a co?
-musisz sobie włożyć lód do stanika.
CO?!- zrobiła na niego  wielki oczy, a reszta już składała się ze śmiechu.. Osobiście nie wiem co w tym śmiesznego.
-no tak masz włożyć sobie lód do stanika, ii zobaczymy ile wytrzymasz, a Harry Ci go wyciągnie .-hahaha
-Lou weź się walnij w łeb- powiedziałam do niego z oburzeniem, ale uniosłam się honorem i poszłam po ten pieprzony lód. Wróciłam, wyciągnęłam kilka kostek lodu z kubeczka i z grymasem na twarzy wykonałam zadanie. Moja mina była bezcenna, oczywiście Lou nie mógł się powstrzymać i zrobił mi zdjęcie, ja się tam skręcam ten mi zdjęcia robi. Wytrzymałam może 3 minuty, było mi zimnooo. Wskoczyłam szybko do swojej łazienki i się przebrałam, bo miałam całą bluzkę mokrą, ale jak to ja zawsze czegoś zapomnę. Uchyliłam lekko drzwi,
-kochanie możesz tu podejść na chwilę.- wszyscy zrbili głośne UUU a ja tylko oczami przewróciłam.
-co się stało kocie?- spytał z troską.
-mógłbyś skoczyć do mojej garderoby wziąć mi nowy, czysty stanik i nową bluzkę, jakąś z półki po prawej stronie, przy drzwiach. Tam są bluzki, które są przeznaczone do spania.
-jasne już lecę.- mieć takiego chłopak to skarb.
-a czemu sama nie pójdziesz ?- krzyczał Lou
-bo jestem już bez niczego głąbie.- słyszałam jak dostał w głowę, pewnie od Eleonor.
-za co kochanie ?To mogło by być ciekawe- a miałam rację. Wracając Harry z garderoby też go czymś walnął. Zaczęłam się śmiać. Wyobrażam sobie grymas na twarzy marchewy. haha
 Nie musiałam długo czekać, loczek przyniósł mi
Czyste rzeczy.  Podał mi dyskretnie ciuchy zaglądając do łazienki, ale chyba się rozczarował, bo stałam  owinięta ręcznikiem. Zaśmiałam się pod nosem
-dziękuję kotku.
Przebrałam się i wyszłam, skoczyłam jeszcze do garderoby po jakąś bluzę, bo naprawdę było mi zimno.
-hej, proponuję przestać grać i może zrobimy maraton filmowy.
-oo. jestem zaa.
-to Weście wybierzcie filmy., tam macie półkę.
-gdzie?- spytał Lou
-no tam, widzisz tą klamkę w ścianie, pociągnij ją.-
-O kurde …- wysunęła nam się szafa, która miała wymiary od podłogi d o sufitu, a w niej było pełno filmów.
-tak wiem. – al. Się zaśmiała
-ile tu tych filmów?- spytała Perri
- nie mam pojęcia, jak się pojawia jakiś nowy film, to znajomi mi go ściągają, ale to i tak nic, żebyście widzieli kolekcję Al.
-ja ty to zostawisz, jak przeprowadzisz się do mnie?- spytał Harry obejmując mnie w talii i całując w szyję. Zaśmiałam się delikatnie
-nie martw się jakoś to przetransportuję.
-na to liczę – i znowu buziak, tylko tym razem w usta.
-Lou i reszta, macie tam poukładane filmy alfabetycznie i wg rodzaju, wybierajcie, jak coś to pytajcie się Al. I Michała, oni widzą co i gdzie. A ty Harry pomożesz mi, chodź.- pociągnęłam Harrego ze sobą. zeszliśmy na dół, gdzie moi rodzice oglądali coś w TV.
-tatuś Wiesz jak cię kocham?
-co chcesz córuś ode mnie? – spytał rozbawiony tata.
-bo my chcemy zrobić noc filmową, a nas jest trochę i się zastanawiałam, czy możemy wziąć twój rzutnik z gabinety.
-dobrze, bierz. – powiedział i promiennie się uśmiechną, pisnęłam z zadowolenia.
-Harry to ty idź po ten rzutnik, on jest w gabinecie taty, na półce przy oknie, ja zrobię popcorn. Wzięłam jeszcze koce, poduszki i inne duperele. Podłączyliśmy rzutnik, rozłożyliśmy biały ekran i włączyliśmy filmy. Na początku było Paronormal Activity 1, potem 2,3 i na końcu 4.
-co wy macie z tymi horrorami?- spytałam, gdy się skończyły filmy. Wszyscy się bali, widziałam jak dziewczyny wtulają się w swoich facetów, nawet Alka znalazła swojego misia, Niall to musi być wygodny. Wszyscy się bali, a ja się śmiałam jak głupia.
-ja więcej z tobą horroru nie oglądam!- wrzasnął Lou
-no ja też- odpowiedzieli wszyscy chórem.
-a to niby czemu? – spytałam/
-bo my wszyscy sikamy ze strachu, a ty się brechtasz.
-hahahah ahaa. To teraz może komedia …
-romantyczna.- krzyknęli
-taaa..- włączyliśmy „Szkoła uczuć”, Hazza chciał „Titanica”, ale uznaliśmy, że wszyscy go znamy na pamięć i ewentualnie później go obejrzymy Zaczęły się łzawe momenty, a ja ryczałam jak bóbr, Harry tylko podawał mi co chwilę chusteczki, mało tego zmoczyłam mu całą koszulkę. Cały czas głaskał mnie po głowie. Starczyło nam jeszcze czasu na jeden film, chłopcy wybrali „Madagaskar, wędrówka kontynentów”
-serio?!- spytał ze zdziwieniem na twarzy
-noo, my kochamy bajki
-suuuper! ja też je kocham! Aww kocham was!!- krzyknęłam i szybko włączyłam bajkę. Wszyscy się ze mnie śmiali .  W połowie usnęłam.

***Harry***
Moja księżniczka zasnęła. Ale ona ślicznie wygląda. Zaczęła się nerwowo ruszać, dobrze, że chociaż siedzieliśmy na łóżku, bo byłoby jej jeszcze bardziej niewygodnie. Pogłaskałem ją uspakajająco po plecach i pocałowałem w czółko, mówiąc jej do ucha „śpij spokojnie, księżniczko”. Zauważyłem, że uśmiecha się przez sen. Wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. Film się skończył, a wszystkie dziewczyny spały już.
-chłopaki, Weście dziewczyny i idźcie do pokoi.- mówiłem szeptem.
-ok. ale jak my tam śpimy, bo ja nie pamiętam.
-hmm. No to my tu, Dan i Li i El i Lou śpią obok, naprzeciwko Zayn i Perri, bo tam jest tylko jedno łóżko, Michał, a ty gdzie śpisz?- zwróciłem się do kuzyna mojej gwiazdeczki
-ja śpię zazwyczaj tu na kanapie
-a no spoko, jest jeszcze jedne pokój na dole,.
-to my tam pójdziemy- powiedział Niall i pociągnął Al., za sobą. O coś tu widzę się kroi, jutro z nim pogadam. Michał walną się na narożnik, który stał w koncie pokoju Laury i chyba momentalnie zasnął. Ja jeszcze pocałowałem Laurę i położyłem się wygodnie, po chwili odleciałem.

***rano. Laura***

Wstałam  koło 11. byłam o dziwo wyspana. Poczułam piękny zapach. Otworzyłam oczy i ujrzałam mojego Harrego jak się przyglądał mi uważnie.
-cześć kochanie. Długo już nie śpisz?
-a tak z godzinkę.
-to czemu mnie nie obudziłeś?
-spałaś tak słodko, nie mogłem..
-aww kochany jesteś,- i dałam mu soczystego buziak.
-proszę.- podał mi tacę z talerzem na którym były grzanki, kako i truskawki w czekoladzie.
-zrobiłeś mi śniadanie ?
-oczywiście.
-dziękuje, jesteś kochany, ale skąd masz truskawki.?
-byłem rano w sklepie z twoim tatą  i zrobiliśmy wielkie zakupy.
-aaa
-smacznego.
-dziękuję, zjedz ze mną.
-nie ja już jadłem
Zjadłam pyszne śniadanie, wzięłam ciuchy z garderoby i poszłam do łazienki się ogarnąć. Wykonałam poranną toaletę. I założyłam ten zestaw ----- >
Jeszcze lekki makijaż. Zeszłam na dół, a tam wszyscy jedli śniadanie, przygotowane przez moją mamę.
-dzień dobry wszystkim.- podeszłam do każdego, przytuliłam i obdarowałam buziakiem w policzek, poszłam do kuchni, pomóc mamie.
-hej mamuś. Jak tam się spało?
-dobrze, ale krótko.
-ahaa
-Laura, słuchaj wiem, że się chcesz iść do Londynu do szkoły.
-skąd wiesz?
-Harry mi powiedział, ale tak przez przypadek.
-a, no świetnie, sama chciałam ci powiedzieć. Nie jesteś na mnie zła?
-nie skąd, ale proszę cię przemyśl ten wyjazd. Ja porozmawiam z tatą wieczorem i powiem Ci jakie jest nasze zdanie. Osobiście to jestem za, ale boję się bo będziesz tam sama.
-mamuś nie będę sama, będę miała ich- pokazałam na moich przyjaciół wesoło gawędzących przy stole.
-ale jeśli Harry…-nie pozwoliłam jej dokończyć.
-mamuś Harry mnie nie skrzywdzi nie bój się, a po za tym nie muszę od razu z nim mieszkać, rozmawiałam z ciocią i ona powiedziała, że jeśli tylko chcę mogę u niej mieszkać póki co, a są też akademiki.
-ale się boję o ciebie, mam tylko ciebie i kocham cię.
-wiem mamuś, też cię kocham ,ale nie martw się, jeśli nie daj boże coś miedzy mną a Harrym się wydarzy, to mam przyjaciół, ciocię i w razie czego, będę mieć pieniądze na bilet odłożone.
-dobrze, przemyślimy to, dobrze?
-dobrze mamuś, pamiętaj, że to moje największe marznie.
Wzięłam z lodówki marchewkę i wzięłam tacę z następną porcją naleśników i poszłam do jadalni. Usiadłam u loczka na kolanach i przysłuchiwałam się rozmowie.
- a tak właściwie to kiedy wy wyjeżdżacie?- spytała nagle.
-jutro wieczorem.- powiedziały dziewczyny.
-tak szybko?- automatycznie posmutniałam.
-no niestety, obowiązki.- powiedział Liam, za co dostał buziak od Dan.
-tak wiem.
-ale nie Martw się słońce. Za niecałe trzy tygodnie masz wolne w szkole to przylecisz do nas, na tydzień. Co ty na to?
-o to świetny pomysł!
-wiedziałem że się ucieszysz.
-to co dzisiaj robimy?- spytałam całej naszej załogi.
-może pokażesz nam swoje miasto.
-to świetny pomysł, przy okazji zrobimy zakupy, na ognisko i my z dziewczynami połazimy po sklepach. Co wy na to laski?
-to jest dobra myśl.- powiedział  Perri ślicznie uśmiechnęła. się do mnie
-ok., to zbiórka za 15 min.. RUCHY, RUCHY !! JUŻ, JUŻ!- popędziłam wszystkich
-już lecimy mamo!- krzyczał Zayn.
Spakował tylko torebkę i byłam gotowa. Pierwsza zeszła Perri. Postanowiłam z nią pogadać.
-hej Pezz możemy chwile pogadać, póki nie ma tych oszołomów.
-no jasne.
-to chodź do kuchni.- udałyśmy się do kuchni, wzięłam butelkę wody, Perri też i usiadłam na blacie.
-to o czym chciałaś pogadać?- zagadała Perri
-słuchaj, czego ty mnie tak naprawdę na początku nie lubiłaś?
-nie byłaś wtedy z loczkiem i myślałam, że chcesz uwieść Zayna.
-CO?ja?
-ja wiem, że to było głupie, ale to było ode mnie silniejsze, po prostu już raz go straciła i kolejny nie chce, za bardzo go kocham
-rozumiem, i przepraszam jeśli to tak wyglądało.
 - Laura zejdź z blatu. – usłyszałam mamę.
-już. przepraszam.- zeskoczyła z blatu i przytuliłam Perri. – słuchaj piękna, Zayn jest jak mój starszy brat, którego chciałam mieć, wszyscy w ogóle są jak bracia, nie chciałam, żeby to tak wyglądał. Nie będę więcej.
-nie masz  za co przepraszać, to ja powinnam Cię przeprosić, teraz wiem jaka byłam głupia, wiem, że jesteś tak samo dla niego ważna, bo on też traktuję cię jak siostrę, zresztą tak jak Dan i El.
-dziękuję, chodźmy lepiej bo zaraz te pajace zejdą.- zaczęłyśmy się śmiać i posłyszmy do salonu. Tam już wszyscy byli i się na nas patrzyli jak na idiotki. Wzięłam Perri pod rękę i dumnie kroczyłyśmy przez salon powstrzymując się od śmiechu, wszyscy zrobili „poker face” a my zaczęłyśmy się składać ze śmiechu, mi już łzy leciały, a Pezz trzymała się za brzuch.
- z czego wy się w ogóle śmiejecie?- spytał Zayn
-hahah z hahah was hahaha pajace.- powiedziała Perri
-hahaha no haha wła hahah śnie
- z nas?!- krzyknęli jednocześnie.
-no.
-dobra Perri ogar.
-hahaha
-hahaha



teraz wszyscy się śmiali . gdy już opanowaliśmy napad głupawi wyszliśmy na miasto. Pokazałam im najciekawsze miejsca w mojej miejscowości, wróciliśmy do domu, wzięliśmy wynajętego busa chłopaków i pojechaliśmy do najbliższej galerii handlowej. W moim mieście jej nie ma, dlatego musieliśmy kawałek jechać. W aucie jak zwykle się wygłupialiśmy. Wróciliśmy dopiero o 18. Ja z dziewczynami zrobiłyśmy megaa zakupy. Kupiliśmy też potrzebne rzeczy na nasze ognisko. W domu wzięliśmy się za przygotowywania, ja z dziewczynami przygotowałyśmy jedzenie. A chłopcy przygotowali miejsce do ogniska. Koło 20 zaczęliśmy ognisko . Ale że był to kwiecień, siedzieliśmy w kurtkach i byliśmy okryci kocami. Super się bawiliśmy, chłopcy kosztowali polskiego piwa, a my z dziewczynami piłyśmy białe wino. Osobiście nie przepadałam za alkoholem, ewentualnie właśnie wino. Naill i Li wzięli swoje gitary i razem śpiewaliśmy różne piosenki. Było poprostu świetnie. Koło 23 przenieśliśmy się do domu i w salonie razem z rodzicami siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Koło 3 nad ranem poszliśmy spać. Zalicza ten dzień to jednych z najlepszych. :D 

*************************************************************

I jak podobała się? :** 

ALICE:



LAURA:




                                                    *************************


środa, 26 grudnia 2012

rozdział 12 *,*




Dwa miesiące później:

Od dwóch miesięcy jestem w Polsce. Od tamtej pory nie widziałam się z Harry, ani z chłopkami. Codzienni piszą do mnie, dzwonią, co jakiś czas gadamy godzinami na skype, ale to nie to samo. Tęsknie za nimi. Dzisiaj mam testy gimnazjalne, tak się stresuję, że nie mogę opanować nerwów. Jeśli źle napiszę te testy to nici z wyjazdu do Londynu. Dzisiaj jak napisze ten cholerny test, musze pogadać z rodzicami o Londynie, o szkole i mojej przyszłości. Oczywiście wiedzą o Harrym, nawet zaczęli uczyć się angielskiego, bo przekonałam ich, że jednak to cos więcej a nie nastoletnia miłość. Moi rodzice nie raz „rozmawiali” z One Direction i polubili się. Loczek się tak przejął, że nie może się dogadać z moimi rodzicami, że przysiągł sobie, że nauczy się polskiego. Pomagam mu w tym i muszę powiedzieć, idzie mu to całkiem nieźle. Solidnie się uczy, ale chyba ma jakie os prywatnego nauczyciela, tylko nie chce mi powiedzieć.
 Wstałam o godzinie 6, mimo, że mam na 9. Wzięłam ciuchy z garderoby i poszłam do łazienki. Napuściłam wody i leżałam w wannie dobrą godzinę. Ubrałam się, wysuszyłam włosy i lekko je podkręciłam. Wyszłam z łazienki i wzięłam swój telefon, zadziwiłam do Al.:
-hej myszko. Jak tam gotowa.?- spytałam jak odebrała telefon
-jasne, jeszcze siedzę i powtarzam sobie materiał.
-Alice ja muszę to napisać dobrze- zaczęłam panikować
-kochana dasz radę, wierzę w ciebie.
-może masz rację.
-uda Ci się napisać to dobrze i pojedziesz sobie to tej Anglii i mnie zostawisz.
-oj no przecież cię zabiorę ze sobą, dlatego też musisz to napisać dobrze.
-oj no wiem. Dobra do zobaczyska później.
-papapa
Rozłączyłam sie i poszłam za przykładem Al. I pouczyłam się jeszcze.
-Laura jest 8.15 chodź, bo się spóźnisz.
-o cholera!
-co ty powiedziałaś?!
-nic nic tatku, już idę.- zgarnęłam torbę i pobiegłam do garażu do auta. Po drodze zajechaliśmy po Ale. Po ok. 30 minutach byliśmy w szkole. Przed samym wejściem do klasy dostałam siedem sms-ów od Lou, El, Li, Dan, Zayna, Nialla, Harrego, w każdym życzyli mi powodzenia, Al też dostała takowe sms-y tylko oni dodatkowo od Perrie. Co ta laska ma do mnie?! Nagle zadzwonił telefon. To był Harry:
-cześć kotku, powodzenia!
-cześć kochanie, dziękuję!
-o której kończysz?
-hmm. Test z polaka półtora godziny, z historii godzina, drugie tyle przyrodniczy i matma, i godzinę język. To będzie koło 14.
-to zadzwonię
-dobrze kochanie, uściskaj wszystkich, podziękuj za smsy i trzymaj kciuki. Ja kończę, papap.
 Weszłam do Sali i zaczęłam pisać. Poszło szybko, testy były o dziwo łatwe. Wyszłam z Sali zadowolona.
-Al. I jak ci poszło? – zaczęłam rozmowę, kierując się ku wyjściu .
-a dobrze, licz na dobry wynik.
Wyszłyśmy ze szkoły i doznałam szoku. Na parkingu przed szkołą stał Harry z bukietem czerwonych róż.
-Al. Weź mnie uszczypnij, bo mam jakieś omamy, ja wiedze Harrego,
-kotku to nie omamy, on na prawde tu jest. – Rzuciłam torbę Al. I rzuciłam się na loczka, Zaczęłam go całować. Kiedy się od siebie oderwaliśmy popłakałam się ze szczęścia.
-Harry, kochanie skąd ty tu ?
-przyjechałem wczoraj, zatrzymałem się w hotelu, a dzisiaj jestem tu z tobą.
-kocham cię, kocham.
-ja cie też.
-chodź jedziemy do domu,
-dobrze.
-Al., chodź.
Wzięliśmy się za ręce i poszliśmy na przystanek. Stała tam cała szkoła, ponieważ było jeszcze pół godziny do przyjazdu autobusu. I niestety wszystkie oczy były skierowane na mnie. Chyba rozpoznali Hazzę. Nie jestem byt lubiana i popularną osobą i stanowczo przeszkadzają mi te oczy. Jedna z moich „koleżanek” zaczęła się śmiać i krzyczeć, że to jakaś ściema, a ten wariat wziął obrócił mnie wokół własnej osi i namiętnie pocałował. Gały wszystkim o orbit wyszły. Mało tego to staliśmy na środku drogi. Gdy zobaczyła miny moich rówieśników wybuchłam śmiechem.
-wariacie, co ty wyprawiasz?
-nic, pokazuję, że cię kocham.
Zobaczyłam turbus chłopaków i mnie zatkało, nagle z auta wyskoczyło siedem znajomych twarzyczek.
-One Direction świętuje sukces naszych przyjaciół!!- krzyknął Lou, ja zaczęłam się śmiać.
-zamknij się łosiu!- krzyknęłam do niego i pędem rzuciłam się na szyję każdego z osobna. Potem podeszłam do dziewczyn, na końcu podeszłam do Pezz, nieśmiało się uśmiechnęłam do niej i przytuliłam. Odziwo odwzajemniła gest. 
-hej czemu wy w ogóle taką szopke robicie, przecież zależy wam na prywatności?
-no ale robimy Ci renome w szkole.
-Alice, czy ty macałaś w tym palce?- spytałam zwracając się do kumpli.
- ja nie nie no coś ty!
-dobra, dobra. Jesteście kochani, że przyjechaliście tu do nas,
-przestań, stęskniliśmy się za wami- powiedział Niall puszczając oczko Al., Oj cos się chyba kroi.
-To co jedziemy?- spytalam
-jasne.
Wsiedliśmy do Busa i pojechaliśmy do mnie do domu. Nie było moich rodziców, zrobiłam wszystkim herbatę, naszykowałam przekąski, przegadaliśmy cały dzień. Wieczorem przyszli rodzice.
-cześć córu…-mama nie dokończyła, bo była w szoku.
-haha, mamuś orient. Ich już znasz, a to jest Dan, El I Pezz. Dziewczyny Li, Lou i Zayna.
-miło mi wreszcie na żywo zobaczyć, a was dziewczynki poznać.- powiedziała mama po polsku. Nie zdążyłam przetłumaczyć.
-nam też miło panią wreszcie na żywo zobaczyć – powiedział Harry, prawie bezbłędnie, byłam w szoku. Stałam z otwartą buzią dość długo.
-Laura kochanie zamknij proszę buźkę, bo ci mucha wleci.- Harry nawijał po polsku.
-skąd ty…?ale ty…? Przecież nie …nie miałeś polskiego.
-no nie, ale razem z chłopakami się dwa miesiące uczyliśmy-
-wooow.
-no to wracając. Jak było w pracy proszę pani.?- zwrócił się Lou do mojej mamy.
-mówcie mi Agnieszka. Jak to będzie bardziej tak po angielsku.
-Agnes.
Usiadłam koło dziewczyn i tłumaczyłam i o czym rozmawiają chłopcy z moją mamą. W tym czasie przyszedł też tata o on też pogrążył się w rozmowie. Koło 22 poszliśmy się myć, ponieważ moja mama nie pozwoliła wrócić moim przyjaciołom wrócić do hotelu. Jak to powiedziała: „mamy tyle miejsca, że spokojnie się wszyscy zmieszczą.” Wszyscy się wykąpali i zebrali w moim pokoju.
-może pogramy w butelkę?- zaproponował Lou.
-spoooko- powiedzieliśmy równo i wybuchliśmy śmiechem. Poszłam po butelkę i zaczęła się gra. Były całkiem fajne zadania, ale za którymś razem Lou wylosował mnie.
-zadanie , czy pytanie?- powiedział z cwanym uśmieszkiem.
-zadanie, proszę- uśmiechając się triumfalnie.
-a więc, musisz… 

***************************************************************************
przepraszam, ale wgl nie mam podoba mi się ten rozdział kompletnie ...


 

Liebster Aword ^^

Hej miśki moje kochane. Zostałam nominowana do Liebster Aword. :D (http://my-sweet-dream-and-story.blogspot.com)

Pytania:
1. Jak masz na imię ?
2. Ile masz lat ? 
3. Czy popierasz Haylor ? 
4. Co myślisz o Perrie ? 
5. Lubisz Dan ? 
6. Czy jesteś zboczona ? na jakim poziomie
7. co myślisz o uzależnieniu chłopców od tatuaży  ?
8. polub mój fan page : http://www.facebook.com/pages/Gdyby-nie-One-Direction-moje-%C5%BCycie-leg%C5%82o-by-w-gruzach-/268772029908204
9. podoba ci się moj blog ? 
10. twoja ulubiona piosenka 1d ? 
11. Śpiewasz pod prysznicem ?  
Moje odpowiedzi:
1.Natalia, ale używam Victoria, ponieważ nie lubię swojego imienia.
2.15
3.Jeśli Hazza jest szczęśliwy to ja też jestem, ale nie podoba mi się to, że Harry kłóci się z zespołem i traci przyjaciół.
4.Nie mam nic do niej, a Zayn jest z nią szczęśliwy, więc aż się miło na nich patrzy, ale wolałam ja w blondzie. 
5. uwielbiam ja, jest ładna i super się rusza.
6.chyba nie, ale moje gimnazjum roni swoje z psychiką 
7.że troszkę przesadzają, a w szczególności Harry. Dzisiaj mu sie podobają, a co będzie za parę lat? Ja rozumiem kilka, ale bez przesady, dla mnie to jest szpecenie swojego ciała.
8.już dawno polubiony :P
9.jasne
10.Summer Love
11.tak, *'*

Nominowane blogi:
3.http://a-tak-szczerze-mam-wyjebane.blogspot.com/
4.marrymeharrys.blogspot.com
5.http://one-direction-blog-mrs-styles.blogspot.com/
6.http://polska-one-direction.blogspot.com/
7.http://welove-one-direction.blogspot.com/
8.http://polandloves-onedirection.blogspot.com/
9.http://onedirection-lovestory.blog.pl/
10.http://one-direction-poland.blogspot.com/
11.http://everyday-abnormal.blog.onet.pl/

12.http://outoftouchoutoflove.blogspot.com/?m=1

moje pytania:
1. jak zaczęła się twoja przygoda z 1D?
2. jak się nazywasz?
3. ile masz lat?
4.skąd pochodzisz?
5.ulubione piosenki? (ok.3)
6. która z par ci się podoba: Dan i Li, El i Lou, Zayn i Perrie, czy mniemana Haylor?
7. twój faworyt ?
8.twoje hobby?
9.podoba Ci się mój blog?
10.za co lubisz One Direction?
11.napisz coś o sobie ...

sobota, 15 grudnia 2012

rodział 11


Przez kolejne trzy dni bawiliśmy się w najlepsze. Praktycznie nie było nas w domu (tzn. u Kasi. Na te trzy dni przeprowadziłam się z al. I Michałem do chłopaków). Byliśmy na imprezie, w wesołym miasteczku, kinie,  mieliśmy wieczór horrorów itd. Bawiłam się super. Czas spędzony z moimi przyjaciółmi był bezcenny. Tak, myślę, że mogę nazwać ich moimi prawdziwymi przyjaciółmi. Gdy będę w potrzebie wiem, że mi pomogą. Mogę na nich liczyć. Mimo, że znamy się dość krótko, zżyliśmy się jak nie jedni przyjaciele po kilkunastu latach. Wiem, że dla mnie zrobili by wszystko o co bym poprosiła. Kocham każdego za coś innego: Liam- poważny, starszy brat, który wysłucha cię i poradzi, jest poważny, ale umie się zabawić. Louis- duże dziecko, umie wszystkich rozbawić, ale jeśli potrzebuję szczerej rozmowy zawszy służy swoim ramieniem, umie być poważny, choć woli być duszą towarzystwa. Niall- wiecznie głodny blondynek, jest miły, kochany, starszy brat, który służy pomocom. Zayn- zabawny, troskliwy braciszek, z którym mogę o wszystkim pogadać, mamy wiele wspólnego, jest zawsze szczery, za to go uwielbiam, za bezpośredniość. Harry- mój skarb, kocham go nad życie. On moim życiem jest praktycznie, bez niego nie widzę swojej perspektywy życia. Za to wszystko kocham One Direction, za to kocham ich, moich przyjaciół, braci.

***dzień przed wyjazdem***

Jutro już wyjeżdżamy z Londynu. Jak o tym pomyślę, to łzy same się zbierają pod powiekami. Nie mogę uwierzyć, że już jutro muszę żegnać się z chłopakami na tak długo, właściwie nie wiem na ile. Siedzimy właśnie wszyscy w kuchni przy śniadaniu. Nikt się nie odzywa, wszyscy tępo patrzą się w jeden punkt. Nikt nie ma apetytu, nawet wiecznie głodny Niall nic nie je. W pewnym momencie samotna łza spłynęła po moim policzku, a zaraz za nią kolejna i kolejna. I właściwie nie wiem kiedy, ale płakałam. Wstałam z krzesła jak poparzona, pobiegłam do przed pokoju, szybko zarzuciłam kurtkę i wybiegłam z domu. Słyszałam jeszcze za sobą krzyk Harrego. Nie zatrzymałam się. Biegłam tak przed siebie, kiedy brakło mi sił usiadłam na jakieś ławce i zaczął padać śnieg, co w Anglii rzadko się zdarza. Nie wiedziałam dlaczego tak się zachowałam, nie umiałam tego wytłumaczyć. Bałam się chyba, że jak teraz wyjadę to nasz kontakt urwie się na dobre i skończy się ta więź.

***perspektywa Harrego***

Siedzieliśmy przy śniadaniu, nic się nie odzywając. Nagle Laura wstała i pobiegła gdzieś. Chwile później było słychać trzask drzwiami. Pobiegłem za nią, ale ona chyba mnie już nie słyszała, zaczął padać śnieg. Dzwoniliśmy do niej wszyscy na zmianę, ale ona uparcie nie odbierała telefonu. Zaczynałem się martwić.

***perspektywa Laury***

Siedziałam tak dobra godzinę. Postanowiłam wracać. Wiedziałam, że wszyscy się już o mnie niepokoją. W połowie drogi zadzwonił telefon o dziwo dzwoniła mama: (M-mama, L-Laura)
M :cześć Curuś. Jak tam? Spakowani już?
L: nie mamuś, nie mam nic spakowanego jeszcze wszystko się wala.
M: to leć się pakować, bo pewnie coś znowu zapomnisz.
L: dobrze mamo.
M: Laura kochanie, co się dzieje? Czemu jesteś taka przygnębiona? Chodzi o Harrego?- już się zdążyłam pochwalić mamię. Ona jedyna wie o wszystkim.
L: tak jakby, nie chcę stąd wyjeżdżać. Tu jest wspaniale. Tu jest Harry i całe one Direction.
M: wiem Curuś, ale musisz przyjechać. Nie możesz tam być na razie sama, a po za tym, żebyś tam mogła mieszkać, ja musze poznać TĄ całą bandę.
L: a dopuszczasz wgl, myśl, że będę tu mieszkać i chodzić do szkoły?
M: nie wiem czy dopuszczam, ale pogadamy w domu i zastanowimy się co zrobić z tym fantem.
L: dobrze, mama ja kończę, papa kocham
M: papa.  Ciebie też.
Może pójdzie łatwiej niż myślałam, z ta przeprowadzką tu i chodzeniem tu do szkoły. Ale byłoby super. Weszłam do domu i od razu chłopcy rzucili się na mnie.
-gdzie byłaś skarbie!? Martwiliśmy się- powiedział o dziwo Zayn.
-hej tylko ja mogę mówić do niej tak ładnie- oburzył się loczek. Ja zaczęłam się śmiać. Rozebrałam się i poszliśmy do salonu.
-byłam się przejść i przemyśleć to i owo.
-a Czemu tak nagle uciekłaś?- spytał Liam.
-bo Li boję się, że jak stąd wyjedziemy to stracę z wami kontakt.
-nie stracisz, obiecuje- powiedział Niall i się rzucili na mnie wszyscy.
-no właśnie rybeńko, będziemy często cie odwiedzać i ty nas w trasie, a na wakacje pojedziesz z nami w trasę po Ameryce.- powiedział Lou.
-Lou, łosiu, nie mów do mnie proszę rybeńko. To dziwne
-pff, a jak Hazza mówi do ciebie jakieś pieszczotliwe słówka to się nie odzywasz- powiedział z wyrzutem, ja się tylko zaśmiałam, podeszłam do niego, mocno przytuliłam.
-Laura, chodź się spakujemy już.- powiedziała Michał
-dobrzeeeeeeeeeee,- wcale nie chciałam iść.
-idzie ktoś z nami?- spytała Al. Z nadzieją, że Niall pójdzie jej pomóc, ale nie było chętny.
-dobra to my lecimy. To do jutra. Będziecie na lotnisku z nami?- spytałam z nadzieją.
-kochanie, myślałem, że śpicie dzisiaj u nas- mówiąc to Harry zrobił takie maślane oczka. Nie mogłam się oprzeć.
-dobrze, spakujemy się, pogadamy z Kasią i będziemy.- na odchodne  mocno pocałowałam mojego loczka i poszliśmy do domu obok. Pakowanie zajęło nam dwie godziny. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Wzięliśmy prezent dla Kasi i Adama, w ramach podziękowania, że nas gościli przez dwa tygodnie.
-Kasia, Adam moglibyśmy was prosić.?- krzyknęłam z salonu, aby wujostwo przyszło do nas z kuchni.
-jasne kochanie już idziemy.
-chcielibyśmy wam bardzo podziękować za gościnę.- zaczęłam ,,przemowę”
-za to, że znieśliście nas przez ten czas- dopowiedziała Alka
-i przeprosić za wszystkie wybryki i humorki, głównie Laury humorki, ale dobra-powiedział rozbawiony Misiek
-hej, nie tylko ja mam humorki łosiu.
-taaa.
-mniejsza z tym. To dla was.- daliśmy im kosz pełen słodyczy, owoców i megaa drogie wino.
-dzieci nie trzeba było. Nie macie za co przepraszać, a tym bardziej dziękować. To dla nas czysta przyjemność, że byliście  nami. Szkoda, że tak krótko, ale mam nadzieje, że nas jeszcze odwiedzicie.
-oczywiście, że jeszcze was nawiedzimy tu w Londynie. Ja chyba częściej, bo wybieram się tu do szkoły. Powiedziałam ,,rzuciłam” się na ciotkę.
-a gdzie dzieciaki, mamy dla nich też prezenty.- wyciągnęłam z torby wielkie miśki, które na brzuszku miały nasze wspólne zdjęcie, oczywiście zrobione prze Alice. Zrobiła masę zdjęć.
-a właśnie Kasia, mam dla ciebie zdjęcia twoich szkrabów, wasze i nasze. Proszę- Al. Wręczyła cioci chyba 300 zdjęć. Kasia zrobiła wielkie oczy.
-ja tyle zdjęć nie nazbierałam przez całe życie. – zaczęliśmy się śmiać.  

Wieczór spędziliśmy z chłopakami, dopiero koło 12 poszliśmy spać. Oczywiście ja spalam z Harrym w jego sypialni, Alka u blondynka, a Michał  z resztą zespołu zaszyła się w pokoju Liama i pili jakieś procenty i myśleli, że nie wiem. Łosie haha. Z Harrym przegadaliśmy prawie całą noc. Tematy nam się nie kończyły. Będę tęsknić za nimi, za nim.

***następny dzień, rano***

Wszyscy śpią. Nagle słyszę piosenkę „C’mon, C’mon” co oznacza, że ktoś do mnie dzwoni. Ledwo widziałam na oczy. Sięgnęłam na podłogę, gdzie leżał mój telefon i nie patrząc kto dzwoni odebrała.
-halo? –powiedziałam pół przytomna.
-hej córuś, jesteś już gotowa?- rozmawiałam z tatą.
-tak, tato jesteśmy już gotowi.
-to świetnie, czekamy już na was.
-oki. Tatku przepraszam pogadamy później- rozłączyłam się i spojrzałam na zegarek. 8.
-cholera jasna!! –krzyknęłam najgłośniej jak się da.
-co się stało?- spytał spanikowany loczek
-jest ósma. Co oznacza, że zaspaliśmy i mamy godzinę. \
-co?!
-no własnie, idź zrób jakieś szybkie śniadanie, ja obudzę resztę.
-ok.- Harry ubrał się szybko i zbiegł na dół. Ja najpierw poszłam do naszych gołąbeczków
-Al.!!- lekko nią potrząsnęłam- wstawaj Al. Zaspaliśmy. Mamy godzinkę.
-co?! Żartujesz.- od razu podniosła się jak oparzona.
-nie żartuje skarbie, budź Nialla, ja obudzę tych pijaków.
-dobra.- poszłam do pokoju Liama.
-wstawać lenie! Mamy godzinę.- zero reakcji- poszłam do liamowej łazienki, nalałam zimniej wody do kubeczka i wylałam na każdego trochę. Od razu się podnieśli.
-oszalałaś! Krzyknęli jednocześnie, lekko się zaśmiała.
-co się stało, że budzisz nas tak brutalnie ?- spytał Liam.
-bo wy moje pijackie mordeczki zaspaliście,, zresztą my też. Mamy godzinę, na dotarcie na lotnisko.- podnieśli się wszyscy, każdy zajął łazienkę. Ja też poszłam się ogarnąć do łazienki Harrego . Byłam gotowa, ponieważ miałam przygotowane ciuchy na wylot. Zeszłam na dół, a tam już na mnie czekali. Zjadłam na szybko grzankę i wyszliśmy. Najpierw poszliśmy do Kasi po walizki, ostatnie pożegnanie z nimi i weszliśmy do samochodów chłopców. Musieliśmy jechać, aż na dwa wozy.

***na lotnisku***
Zdążyliśmy w ostatniej chwili.
-będę tęsknić za tobą- powiedział Harry, całując mnie mocno,
-też będę tęsknić.
-Kocham cię słońce.
-ja ciebie loczuś  też, ja ciebie tęż.- i łzy już się polały. Podeszłam do każdego z osobna i mocno przytuliłam.
-To dla ciebie.- Harry wręczył mi małe pudełeczko, zauważyłam, że Al. I Michał też dotali podobne. Staliśmy tak i płakaliśmy.
-Otwórzcie dopiero w samolocie- powiedział Li.
       *pasażerowie lotu Londyn-Wrocław proszeni na odprawę*
-musimy już iść. Pa. Kochamy was.- ostatni buziak i już nas nie ma. Przeszliśmy odprawę i jak wchodziliśmy do samolotu, odwróciłam się jeszcze. Chłopcy stali zapłakani i machali na do nas. Nie zostaliśmy im dłużni. Siedzieliśmy już w samolocie. Otrzymaliśmy prezenty. Każdy z nas dostał bransoletkę. My z Al. Srebrną z zawieszkami, które symbolizowały  chłopaków: Liam-żółw, Louis-marchewka, Niall- koniczynka, Zayn-grzebień, Harry-kotek. Ja dodatkowo miała piękne czerwone serce z dedykacją „Kocham cię. Harry” rozpłakałam się. To najlepszy prezent jakikolwiek dostała, zawsze będę go nosić. Michał dostał męską bransoletę z wygrawerowanymi inicjałami chłopaków. Rozpłakałam się. Wyciągnęłam jeszcze telefon i napisałam smsa do loczka:
 „dziękuję, to najlepszy prezent jakikolwiek dostała. Podziękuj ode mnie chłopakom i mocno ich wycałuj (w przenośni, bo będę zazdrosna :*) Już TĘSKNIE, i bardzo kocham.Laura:**”
I wyłączyłam telefon.

***perspektywa Harrego***
I zostawiła mnie. Pojechała. Kocham ją i na pewno nie długo się zobaczymy. Wróciliśmy z chłopakami do domu. Nikt się nie odzywał, wszyscy zżyliśmy się z dziewczynami i Michałem.
-co robimy?- spytał marchewa.
-nie wiem, jakoś tak pusto bez nich- powiedział Li.
-noo- ja poszedłem do pokoju. Wszedłem do łazienki, a tam zobaczyłem, że Laura zapomniała swoich ubrań, które miała wczoraj. Wziąłem je i rzuciłem je pod poduszkę. Wszedłem ponownie, żeby wziąć prysznic. Zobaczyłem, że na lusterku czerwoną szminka napisane było:
„Na zawsze razem. Kocham Cię Harry.Laura :*”
Jaka ona kochana, pomyślałem. Nie zmyje tego chodźmy  nie wiem co. 

***********************************************************************
podoba mi się a wam. Czytajcie dalsze losy bohaterów.
 KOCHAM Vicki <3




Nasze kochane łosie. :** I love One Direction, I love Directiones 



środa, 12 grudnia 2012

rozdział 10 :****



-hejkaa kochani!- weszłam z wielkim impetem do domu.
-ooo Laura jest z moimi marchewkami!- krzyknął już biegnący w moją stronę Lou.
-jestem, jestem. – podałam mu reklamówkę ze smakołykami Panu Marchewce i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam szybko pierwszy lepszy zestaw i zeszłam na dół.
-Alice możemy pogadać/- pytałam rzucając się na narożnik.
-jasne, mów
-na osobności.
-macie przed nami tajemnicę?!- spytał rozpaczliwym głosem blondyneczek.
-taaak. No wiesz babski sprawy,, nie interesowałoby was to- powiedziałam, wystawiając mu język.
-mnie by interesowały kochanie.- Harry wstał, obejmując mnie i pocałował delikatnie,
-nie przy nas gołąbeczki- zaczął zasłaniać oczy jak dziecko Zayn.
-o ciekawe czy z Perri też się tak chowasz?- spytał Al., a wszyscy zaczęli się śmiać, wyrwałam się z objęć mojego chłopaka, chwyciłam za rękę Alkę i poszłyśmy do kuchni.
-No to o czym chciałaś pogadać ? –spytała wprost
-bo ja chciałam Cię przeprosić za moje zachowanie. Źle zrobiłam. Wybaczysz?
-no jasne, przecież jesteś moją najlepszą przyjaciółką, jesteś jak siostra.- przytuliłam ją i razem poszłyśmy do salonu. Rzuciłyśmy się na narożnik. Ja siedziałam koło Loczka, wtuliłam się w niego. Al. Usiadła koło Niall’a.
-to co robimy?- spytał Liam.
-nie wiem, jak wy, ale ja z Liamem musimy iść z El i Dan na zakupy.
-właśnie Laura musimy iść na zakupy przed naszym wyjazdem.- kiedy Al. To powiedziała natychmiast wszyscy posmutnieli, poczułam, że Harry rozluźnił uścisk.
-kiedy?- zapytał w pewnym momencie Zayn.
-no myślę, że jutro, weźmiemy dzieciaki i przejdziemy się po centrum handlowym, kupimy parę rzeczy i pamiątki.- powiedziałam udając głupka, wiedziałam, że nie o to pyta.
-wiesz, że nie o to pytam. kiedy macie samolot?
-w piątek.- powiedział za mnie Michał, gdy zobaczył łzy w moich oczach.
-za cztery dni?!- krzyknęli wszyscy oprócz Harrego. Czułam, że jest zły, a w oczach widział smutek. Nagle wstał i poszedł na taras. Wszyscy patrzyli się po sobie. Nikt nie wiedział co ma robić.
-ja do niego pójdę.-zadeklarowałam się. Wzięłam koc i udałam się w kierunku, gdzie był mój chłopak. Zaszłam go od tyłu i mocno się w niego wtuliłam, czułam jak przeszły go dreszcze. Moje serce zaczęło mocniej bić, czułam że jego serce też mocniej bije. To mnie jeszcze bardziej utwierdziło w moich uczuciach.
-zmarzniesz kochanie- okryłam go kocem. Po chwili się odwrócił i zaczął mnie całować. Oderwaliśmy się dopiero po dłuższej chwili.
-powiedz, że damy sobie radę, proszę- powiedział błagalnym głosem głosem Harry.
-Harty, kotku damy sobie radę. Do końca roku szkolnego będę w Polsce. Wy i tak macie trasę koncertową. A do liceum będę chodzić tu. Pogadam z rodzicami od razu jak wrócę. A teraz wykorzystajmy te dni najlepiej jak potrafimy.
-dziękuję. Kocham Cię najbardziej na świecie.
-ja ciebie też.- wróciliśmy razem do salonu.
-pójdę do dzieciaków- powiedziałam i kierowałam się w stronę pokoju dzieci. Loczek kierował się ze mną.
-cześć maluchy. Co robimy?
-Laula !! Haly!
-oglądam Toy Story.
A to nie z nami. Może wujek Liam będzie chciał. On uwielbia tą bajkę.- powiedział Harry.
-wujek !!!- krzyknął Alex
-co?!- usłyszeliśmy wszystkie głosy. Zaczęłam się śmiać. W trybie natychmiastowym  pokoju pojawiły się wszystkie głowy.
-wujek Liam jest nam potrzebny- powiedziałam chichocząc
-tylko wujek Liam?- spytał Lou
-Tak, bo chcemy obejrzeć Toy Story- pisnęła podekscytowana Nadia,
-a to dobrze trafiliście- powiedział dumny Liam.
-my też chcemy oglądać- powiedział oburzony Lou.
-to weźcie dzieciaki na dół, a ja z Laurą pójdziemy do jej sypialni.- Lou zaczął się przeraźliwi śmiać. Zrobiłam krzywą minę i rzuciłam go poduszką. Cała załoga śmiejąc poszli na dół. Z dołu tylko jeszcze Lou krzyknął:
-tylko cicho tam w tym pokoju!
-głupi jesteś wiesz!- krzyknęłam za nim i my i oni z dołu zaczęliśmy rechotać jak nienormalni. Jakby ktoś nas teraz z boku podglądał uznałby nas za  nienormalnych. Weszliśmy do pokoju i walnęliśmy się na łóżko. Leżeliśmy, gadaliśmy i śmialiśmy się do wieczora. Koło 18 zeszliśmy na dół.
-coś cicho u was było- drążył temat Niall.
-oj ale z was debile. Ale za to was kocham- uśmiechnęłam się do nich słodko. Podeszłam do każdego, przytuliłam i dałam każdemu całusa w policzek.
-hej bo będę zazdrosny- powiedział Harry siadając na fotelu, krzyżując ręce na piersi.
-oj nie obrażaj się tak.- usiadłam na niego okrakiem i pocałowałam namiętnie.
-hej a wy nie mieliście mieć z dziewczynami na zakupach?- spytał zaskoczony loczek.
-tak, ale dziewczyny napisały, że muszą iść dzisiaj na trening. A El wieczorem musi się uczyć, bo ma jakieś test w szkole.
-a spoko. Co robicie dzisiaj wieczorem?- spytał kędzierzawy.
-idziemy wszyscy w miasto!- krzyknął podekscytowany Zayn.
-My nie idziemy z wami.- powiedział Loczek
-Czemu? –spytałam zdezorientowana.
-bo idziemy na randkę.
-kiedy?
-dzisiaj o 20.
-o 20?!  Jest po 18. o boże, boże, Bożenko !! nie zdarzę, Alka pomóż proszę.
-chodź, chodź skarbie po wpadasz w panikę. – wskoczyłam szybko do łazienki umyć głowę. W tym czasie Al. Wybrała mi ciuchy. Gdy skończyłam, Alice wysuszyła mi włosy i wyprostowała je. na koniec jeszcze zrobiła mi na boku małego warkoczyka. Na łóżku leżała różowa sukienka, i pomarańczowa marynarka.
-dobry wybór.
-wiem.- przebrałam się w wybrany zestaw.
-gootowa. I jak?
-super. Czekaj zrobię ci fotę.- tak cała al. Zeszłam na dół punktualnie o 20. loczek był już przebrany i czekał na mnie, Al. Zrobiła nam jeszcze sesję zdjęciową i mogliśmy wyjść.
-o cześć Kasia .Adam - spotkaliśmy moją ciocię z Adamem jak wracali z pracy.
-hej dzieciaki. Gdzie idziecie?
-mamy randkę- powiedział Harry.
-a to miłej zabawy.- powiedziała Kasia i puściła nam oczko. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na naszą randkę. 

******************************************************************
Nie podoba mi się, a wam?

KOCHAM  Vicki

wtorek, 11 grudnia 2012

hej :*

Hej słońca, <3

Przepraszam, że rozdziały nie pojawiają się regularnie, ale przed świętami mamy tyle nauki, że masakraa.a. Obiecuję, pojawi się jak najszybciej.


KOCHAM WAS... Vicki <3

piątek, 7 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 9 ♥♥


W drzwiach zobaczyłam Harrego z gitarą. Nie wiedziałam co mam robić. Patrzyłam na niego wielkimi oczyma. Hazz podszedł do mojego łóżka pewnym krokiem . Usiadł na nim. Odsunęłam się na sam brzeg, prawie spadłam. Przykryłam się po samą szyję kołdrą, ponieważ mam w zwyczaju spać w samej koszulce na ramiączkach i w bardzo krótkich spodenkach, jeśli to spodenkami można nazwać.
-co tu robisz?- spytałam w końcu jako pierwsza.
-unikasz mnie od czasu imprezy,. Wiem, że widziałaś mnie wtedy z tą dziewczyną. Dlatego byłaś zła?
-co?!...yy nie skądże. Nic mi do tego.
- powiedziałam najszybciej jak się da. Oczywiście okłamywałam go i samą siebie. Byłam zazdrosna, cholernie zazdrosna, ale nie mogłam mu tego powiedzieć.
-taa. – powiedział, przewrócił oczami i zadziornie się uśmiechnął.
-no tak.
-jasne. Ale nie przyszedłem się tu z tobą kłócić. Przyszedłem ci coś powiedzieć…- zatrzymał się i popatrzył mi w oczy, bardzo głęboko w oczy.
-to co miałeś powiedzieć? – spytała, gdy się ocknęłam.
-a więc…Mam dla ciebie piosenkę. – wziął na kolana gitarę i zaczął nucić pierwsze takty piosenki :

Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me.

I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you smile.
You've never loved your stomach or your thighs.
The dimples in your back at the bottom of your spine.
But I'll love them endlessly.

I won't let these little things slip out of my mouth.
But if I do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.

You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me.

I know you've never loved the sound of your voice on tape,
You never want to know how much you weigh.
You still have to squeeze into your jeans,
But you're perfect to me.

I won't let these little things slip out of my mouth..
But if it's true it's you, it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.

You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you.
Ooh..

I've just let these little things slip out of my mouth.
'Cause it's you, oh it's you.. it's you they add up to.
And I'm in love with you and all these little things.

I won't let these little things slip out of my mouth.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you.
And all these little things.

Gdy skończył odłożył gitarę i wbił wzrok we mnie.
-Ta piosenka była dokładnie o tym co do ciebie czuję. Wiem, że to dopiero tydzień, ale zakochałem się w tobie. Jesteś po prostu ideałem. Kocham w tobie wszystko, tak jak w tej piosence. – miałam łzy w oczach ,nic nie powiedziałam tylko patrzyłam tępo w Harrego , byłam w szoku. Byłam bliska płaczu.
-Powiedz coś proszę.
-Harry… też się w Tobie zakochałam.- i stało się rozpłakałam się na dobre. W oczach oczka widziałam iskierki radości.
-czemu płaczesz?- spytał. Wiedziałam ,że zaraz mu złamie serce. Uspokoiłam się trochę.
-Laura, mam jeszcze jedno ważne pytanie. … Czy zostaniesz moją dziewczyną?- spuścił głowę.
-Harry, nie możemy być razem- powiedziałam po dłuższej chwili. Teraz płakałam jak bóbr. Harry gwałtownie podniósł głowę.
-czemu? –widziałam, że do oczu napływają mu łzy.
-bo ja za tydzień wyjeżdżam i nie wiem kiedy znów tu przyjadę. A związek na odległość to chyba nie jest dobry pomysł.?
-Laura, damy radę. Kochasz mnie?
-tak. – powiedziałam bez wahania
-to nasz miłość to przetrwa. To tylko przez najbliższy czas. Potem coś wymyślimy.
-no wiesz. Nie mówiłam ci, ale wybieram się na studia do Anglii. A może jak się rodzice zgodzą to nawet wcześniej.
-no widzisz już mamy rozwiązanie. Skończysz gimnazjum w Polsce, a potem pomyślimy, może twoi rodzice puszczą Cię tu do liceum. Masz przecież Kasie, Adama i nas.
-zobaczy się. – położyłam się. Harry zaraz wskoczył mi pod kołdrę. Popatrzyłam na niego z pod byka. Poruszał tylko ramionami i odwrócił się w moją stronę.
-nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy, czekałem na taką chwile, kiedy będę leżał beztrosko z osobą, którą naprawdę kocham. Kocham Cię.- przewróciłam się tak, żeby widzieć jego oczy.
-też cię kocham Harry.- Loczek zbliżył swoje usta to moich i namiętnie pocałował. To był mój pierwszy pocałunek i pierwszy nasz pocałunek. Było wspaniale. Nie mogłam sobie nawet tego wymarzyć. Leżeliśmy tak i gadaliśmy przez prawie cała noc. Dopiero gdzieś o 3 zasnęliśmy. Wstałam rano, tzn koło 12. To do mnie nie podobne. Otworzyłam oczy i myślałam, że ta akcja z Harrym to tylko piękny sen, ale odwróciłam się na drugą stronę, a tam słodko pochrapywał mój chłopak. Chyba mój.? Wstał po cichu. Na dworze pięknie słoneczko prażyło. Wzięłam ze sobą zestaw i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam głowę. Wyszłam, założyłam ciuchy wysuszyłam włosy. Harry już nie spał.
-witaj moja księżniczko.- powiedział słodko się uśmiechając i przecierając jeszcze zaspane oczy.
-cześć.- podeszłam do szafy i wrzuciłam piżamę. Czułam na sobie wzrok loczka. Odwróciłam się do niego
-co jest?- spytała lekko zdezorientowana.
-a gdzie buziak na dzień dobry moja królewno.- puścił mi oczko i wrobił Dziubek. Zaśmiałam się pod nosem, podeszłam do niego i lekko pocałowała, ale Harry mnie złapał za ręce i rzucił na łóżko. Zaczął mnie całować, najpierw delikatnie, a potem coraz bardziej namiętnie. Nagle do pokoju wpadły dzieciaki. Otworzyły z impetem drzwi. Natychmiastowo oderwaliśmy się od siebie. Maluchy stały w drzwiach i się śmaiły.
-co jest dzieciaki?- zapytałam lekko się uśmiechając, nie powiem byłam troszkę zażenowana.
-cesć Haly.
-cześć księżniczko. Jak tam?
-Laula zrobisz nam śniadanie, bo mamusia i tatuś wyszli do pracy i chyba mama nie znalazła jeszcze niani.- powiedział Alex.
-jasne już idę, a ty Harry ogarnij się troszkę.- zwróciłam się do loczka. Pokiwał tylko głową na zgodę. Gdy już wzięłam dzieci za rączki, nagle Nadi się odwróciła:
-Haly, a co ty lobiłeś Lu.(skrót od Laura)
-yy…nic ,nic malutka.- rozbawiła mnie ta sytuacja. Chichocząc pod nosem zeszłam z dziećmi na dół do kuchni.
-co chcecie?
-płatki- krzyknęły na raz.
W kuchni znalazłam liścik od Kasi. Faktycznie nie miała jeszcze opiekunki. Wzięłam się za przygotowywanie śniadania. Włączyła dzieciakom TV. W pewnym momencie Wszedł do kuchni loczek. Wiedziałam, że to on, jego perfumy czuć z końca domu. Podszedł do mnie i wtulił się w moje plecy. Było tak miło.
-czekaj zaniosę tylko dzieciakom śniadanie.- poszłam do salonu ze śniadankiem dla dzieciaków, zostawiłam im i wróciłam do kuchni. Harry zaczął mnie całować. Objął mnie w talii i posadził na blacie. Całowaliśmy się dość długo, ale dla mnie czas się zatrzymał. Istnieliśmy tylko my. Nagle do kuchni ktoś wparował. Oderwaliśmy się od siebie, a w progu stało całe One Direction, Alice i Michał. Oczy mieli jak 5 zł. Oboje z Harrym spaliliśmy buraka. Zeskoczyłam z blatu i zaczęłam się tłumaczyć:
-yy…no bo…my…to znaczy ja… i on… i to tak….no bo…. No i to tyle
-CO?!- wszyscy naraz krzyknęli i wlepili gały we mnie. Nawet Harry nie wiedział o czym mowie. Teraz wszyscy się na mnie patrzyli a ja musiałam się tłumaczyć.
- yy…no bo ten ja robie śniadanie. Ktoś głodny?- pierwsze co mi przyszło konkretnego do głowy.
-jaa- krzyknął Naill.
-chwilę najpierw wyjaśnicie nam wszystko- powiedziała Al. Chytrze się uśmiechając i wskazując to na mnie to na loczka. Zrobiłam kilka kroków w bok i schowałam się za plecami Harrego.
-Harry ? – spytał Liam
-no bo my jesteśmy razem. – powiedział na jednym wydechu loczek. Cała załoga zrobiła wielkie oczy i nagle zaczęli piszczeć i rzucili się na nas z gratulacjami.
-wiedziałem, że coś się kroi- krzyczał Zayn.
-no właśnie gołąbeczki- Teraz odezwał się Naill
-mój malutki loczek, ma wreszcie prawdziwą dziewczynę. Och jak te dzieci szybko rosną- powiedziała Lou udając, że wyciera łzy wzruszenia. Zaczęłam się śmiać i dałam mu sójkę w bok.
-aaa. Za co?
-za chęć do życia i miłość do ojczyzny.- powiedziałam stałą gadkę mojej wychowawczyni.
-oj przegięłaś malutka.
-hej tylko nie malutka- pogroziłam mu palcem. Louis zaczął się chytrze śmiać. Wiedziałam o co mu chodzi.
-O nie, nie nie… Lou proszę . –zaczęłam, uciekać, ale niestety Lou jest szybszy, dorwał mnie i przerzucił przez ramie i chodził tak po całym domu. Ja się darłam, waliłam po plecach, ale nic to nie dało.
-Harry pomóż, proszę.!- krzyczałam, ale mój chłopak miał niezły ubaw.
-Lou puśc, proszę. Kupie ci marchewki!- Od razu mnie postawił na przed pokoju. Ściągnął mój płaszcz  z wieszaka. Patrzyłam się na niego jak na idiotę, a on podał mi kutrze.
-no co? Idź po marchewki głodny jestem. Ubrałam płaszcz i pobiegłam do warzywniaka za rogiem. 5 minut i byłam powrotem. Oj jak ja kocham moich wariatów Znamy się zaledwie tydzień , a ja ich kocham jak własnych braci. No oprócz Harrego, jego kocham nad życie. 

*************************************************************
Przepraszam, że tak długo, ale nie miał czasu. Mam nadzieje, że się podoba.
Teraz już będą regularnie rozdziały ♥♥♥



LAURA:





ALICE:



ONE DIRECTION:

KOCHAM Vicki ♥

czwartek, 6 grudnia 2012

przepraszam...

Przepraszam, że nie dodawałam tyle czasu żadnego rozdziału, ale nie było mnie w tamtym tygodnniu wogóle w domu, a przez ten tydzień nadrabiałam zaległości.
 PRZEPRASZAM ...:*
jutro będzie już nowy rozdział, a może dwa ...^^

niedziela, 25 listopada 2012

rozdział 8 ^^


Wstałam rano z nie dużym kacem. Ale za to płuca mnie strasznie bolały. Myślałam, że umieram. Wstałam po jakimś czasie zwijania się z bólu. Nie miałam w ogóle siły. Leniwie zeszłam z łóżka i powędrowałam do garderoby, po jakiś strój. Założyłam zwykłą różową bokserkę i szare dresy. Weszłam do łazienki, wzięłam prysznic, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Kasia o dziwo była w domu. Adam już dawno był w wytwórni i pewnie „znęcał” się nad jakimś zespołem.
-hej Kasia. A ty nie w pracy?
-a nie. Dzisiaj mam wolne. – uśmiechnęła się do mnie promiennie. Podała mi filiżankę kawy i usiadłyśmy przy stole.
-a gdzie jest Alka i Michał?
-u chłopaków. Nocowali nu nich.
-a ty nie chciałaś? Nie polubiłaś ich?
-ja nie mogłam. Bardzo ich polubiłam, nawet za bardzo.
-hej młoda co się dzieje?
-nie nic. Takie młodzieńcze rozterki.
-mów małą. Przecież ci pomogę.
-no bo podoba mi się chyba Harry.- powiedziałam pół szeptem i spuściłam głowę.
-ale to nic złego. To świetnie.
-nie do końca. On jest gwiazdą. Może mieć każdą. A po za tym nie jestem w jego typie chyba. Wczoraj całował się w klubie z jakąś sexy blondyną. A do tego wszystkiego ja i tak z tond nie długo wyjadę.
-och kochanie. Nie możesz tak mówić. Fakt jest gwiazdą, ale znam go dobrze i nie zachowuję się jak rozpieszczona gwiazdeczka. Stara się żyć naprawdę normalnie. Jest wspaniały, zresztą jak całe One Direction. Adam często przyprowadza jakieś gwiazdeczki do domu i muszę powiedzieć z ręką na sercu, że chłopaki to kompletne przeciwieństwo gwiazd. Oni cieszą się życiem, są pełni energii, szczęścia. Chwytają każdy dzień. A ich przyjaźń.? Jeden ma kłopot to reszta rzuca wszystko i są razem w złych i dobrych chwilach. A Harry jest naprawdę wrażliwym chłopcem. Może kiedyś pogubił się, dziewczyny zawróciły mu w głowie, ale teraz jest całkiem inny. Uwierz mi. A jeśli chodzi o ciebie, to jesteś śliczną laską. Nie pozwól, żeby jakikolwiek facet zniżył twoją samoocenę. Liczy się to co masz w głowie, to czy można ci zaufać, można szczerze pogadać na każdy temat. Ni jest ważne czy masz figurę modelki i coś w cyckach. I jeszcze jedno. Pogadaj z nim szczerze. To pomoże. Zaufaj mi.
-dziękuję Kasia za to. Dałaś mi dużo do myślenia- przytuliłam ją- muszę to wszystko na spokojnie poukładać.
-mądra dziewczynka. Dobra idę się ogarnąć, a ty zadzwoń do Alki i Michałą, gdzie są .
-dobrze.
Kasia poszła na górę, a ja wzięłam telefon. Wahałam się do kogo dzwonić. Al. Jest pewnie zła za moje zachowanie, Michał będzie na pewno krzyczał, że źle się zachowałam. Zachowuje się czasem jak mój starszy brat, którego nie mama, a tak naprawdę jest rok młodszy. Do kogo dzwonić? Hm…Wybrałam numer do Lou.
-heeej Lou.- powiedziałam nie pewnie
-Laura?
-yy. Tak?
-cześć. Jak miło cię słyszeć z samego rana. Co tam? Jak głowa?- zaczął świergotać mi do słuchawki.
-cześć Lou. Mam prośbę
-wal śmiało młoda.
-jest gdzieś koło ciebie Al., czy Mi?
-no jasne, są wszyscy. Jemy śniadanie. Już ci ją daję.
-niee- krzyknęłam od razu. Mam tylko nadzieję, że nie słyszał
-yy.
-nie ważne Lou. Powiedz i proszę, że Kasia się pyta o której wrócą i czy w ogóle wrócą dzisiaj.
-jasne
-Kasia się pyta czy wracacie dzisiaj do domu.- powiedział Lou po drugiej stronie
-nie my się zbieramy.- powiedziała Al
-hej a może zrobimy dzisiaj takie nocowanie? -powiedział szczęśliwy Harry
-to świetny pomysł.- krzykną chyba Naill
-a możemy zostać u was na noc? -spytała nie pewnie Al.
-nie skomentuję ok. Nie będę odpowiadał na takie głupie pytania.- powiedział śmiejący się Naill
-słyszałaś Laura?
-jasne. Powiem Kasi, że zostaną u was na noc. PA- rozłączyłam się nie dając mu nic powiedzieć. Zawsze tak robię, ale wiem, że będzie chciał mnie wyciągnąć. A ja na razie muszę wszystko poukładać, i jeszcze sprawa z Al. Wrr… życie jest do dupy.

***perspektywa Alice***
-i co ?
-nie wiem. Powiedziała, że słyszała, powie Kasi, że WY będziecie u na spać i się rozłączyła. Tak bez słowa.
-zawsze się tak rozłącza.
-aha?
-no, ale co z nocowaniem.?- spytał w pewnym momencie Harry
-znając ją to jest nieźle zła. I za pewne nie przyjdzie. – widziałam jak świecące oczy Hazzy tracą blask, a uśmiech z twarzy momentalnie zgasł. Szkoda mi go było. Widać , że leci na Lurę w promieniu kilometra.       Ta chemia?
-Harry możemy pogadać?
-jasne chodź do mnie.
-oki.- udaliśmy się Na górkę
-rozgość się.
-powiedz mi. Czujesz coś do Laury ?
-co?!
-nie udawaj. Mów mi tu szybko. Tylko szczerze. – posłałam mu zachęcający uśmiech.
-oki. Tak strasznie mi się podoba. Jest inna. Jest wspaniała. Nie wiem czy czuję coś do niej, ale lecę na nią jak mysz na ser.
-no i prawidłowo. A ja wiem, że ty jej się też podobasz- puściłam mu oczko. Lekko zarumienił się, oczy zalśniły, a w policzkach pokazały się dołeczki, ale zaraz oparł się o ścianę i schował głowę w ręce
-co jest?
-ja się wczoraj całowałem z jakąś blondynką. I najprawdopodobniej ona to widziała. Dlatego była taka zła.
-co zrobiłeś?!- krzyknęłam aż na niego
-ja nie chciałem.
-ale jak chcesz ją zdobyć ?
-nie wiem.
-teraz potrzebuje kilku dni, żeby sobie wszystko poukładać. Dajmy jej spokój.
-skoro tak mówisz.
-wszystko będzie dobrze.
-wiem.-zeszliśmy na doił.
Dzisiejszy dzień był pełen zabaw i gier. Najlepszy dzień w moim życiu. A do tego zbliżyłam się do blondynka. Jest taki słodki.

***perspektywa Laury***
Ten dzień był bardzo nudny. Siedziałam z dzieciakami, oglądałam, gotowałam i czytałam książkę. Takie też były kolejne dni.  Z Al. Praktycznie się mijałyśmy. Jak ona przychodziła do domu to ja zamykałam się w pokoju z Ipponem i słuchawkami. Gdy ona wychodziła do chłopaków dopiero wychodziłam. A o związku Al. Z blondynem dowiedziałam się dopiero teraz z Facebooka. L. To przykre bo t6o moja najlepsza przyjaciółka. Chłopaki też do mnie wydzwaniali, ale nie odbierała, często siedzieli na balkonie. Śmiali się, wygłupiali. Brakowało mi tego bardzo. Któregoś dnia, wieczorem też siedzieli i śpiewali swoje piosenki. Był tam Michał i Al. Bawili się świetnie. Harry cały czas parzył w moją stronę, widziałam ten smutek w jego oczach, ale czym on może być spowodowany? Z ukrycia obserwowałam  ich. Harry w końcu się chyba wkurzył i wyszedł z balkonu. Też postanowiła już się położyć. Chwilę później słyszałam jak ktoś dzwoni do drzwi. Pomyłam wtedy, ze Michał zapomniał kluczy. Słyszałam jak ktoś wchodzi po schodach i otwiera moje drzwi. Zapaliłam małą lampkę i odwróciłam się. W moich drzwiach stał/a…

***************************************************************
Akcja w końcu się rozkręci. Będą nowe związki ^^ 
 KOCHAM Vicki
 Laura:
 Alice: