środa, 26 grudnia 2012

rozdział 12 *,*




Dwa miesiące później:

Od dwóch miesięcy jestem w Polsce. Od tamtej pory nie widziałam się z Harry, ani z chłopkami. Codzienni piszą do mnie, dzwonią, co jakiś czas gadamy godzinami na skype, ale to nie to samo. Tęsknie za nimi. Dzisiaj mam testy gimnazjalne, tak się stresuję, że nie mogę opanować nerwów. Jeśli źle napiszę te testy to nici z wyjazdu do Londynu. Dzisiaj jak napisze ten cholerny test, musze pogadać z rodzicami o Londynie, o szkole i mojej przyszłości. Oczywiście wiedzą o Harrym, nawet zaczęli uczyć się angielskiego, bo przekonałam ich, że jednak to cos więcej a nie nastoletnia miłość. Moi rodzice nie raz „rozmawiali” z One Direction i polubili się. Loczek się tak przejął, że nie może się dogadać z moimi rodzicami, że przysiągł sobie, że nauczy się polskiego. Pomagam mu w tym i muszę powiedzieć, idzie mu to całkiem nieźle. Solidnie się uczy, ale chyba ma jakie os prywatnego nauczyciela, tylko nie chce mi powiedzieć.
 Wstałam o godzinie 6, mimo, że mam na 9. Wzięłam ciuchy z garderoby i poszłam do łazienki. Napuściłam wody i leżałam w wannie dobrą godzinę. Ubrałam się, wysuszyłam włosy i lekko je podkręciłam. Wyszłam z łazienki i wzięłam swój telefon, zadziwiłam do Al.:
-hej myszko. Jak tam gotowa.?- spytałam jak odebrała telefon
-jasne, jeszcze siedzę i powtarzam sobie materiał.
-Alice ja muszę to napisać dobrze- zaczęłam panikować
-kochana dasz radę, wierzę w ciebie.
-może masz rację.
-uda Ci się napisać to dobrze i pojedziesz sobie to tej Anglii i mnie zostawisz.
-oj no przecież cię zabiorę ze sobą, dlatego też musisz to napisać dobrze.
-oj no wiem. Dobra do zobaczyska później.
-papapa
Rozłączyłam sie i poszłam za przykładem Al. I pouczyłam się jeszcze.
-Laura jest 8.15 chodź, bo się spóźnisz.
-o cholera!
-co ty powiedziałaś?!
-nic nic tatku, już idę.- zgarnęłam torbę i pobiegłam do garażu do auta. Po drodze zajechaliśmy po Ale. Po ok. 30 minutach byliśmy w szkole. Przed samym wejściem do klasy dostałam siedem sms-ów od Lou, El, Li, Dan, Zayna, Nialla, Harrego, w każdym życzyli mi powodzenia, Al też dostała takowe sms-y tylko oni dodatkowo od Perrie. Co ta laska ma do mnie?! Nagle zadzwonił telefon. To był Harry:
-cześć kotku, powodzenia!
-cześć kochanie, dziękuję!
-o której kończysz?
-hmm. Test z polaka półtora godziny, z historii godzina, drugie tyle przyrodniczy i matma, i godzinę język. To będzie koło 14.
-to zadzwonię
-dobrze kochanie, uściskaj wszystkich, podziękuj za smsy i trzymaj kciuki. Ja kończę, papap.
 Weszłam do Sali i zaczęłam pisać. Poszło szybko, testy były o dziwo łatwe. Wyszłam z Sali zadowolona.
-Al. I jak ci poszło? – zaczęłam rozmowę, kierując się ku wyjściu .
-a dobrze, licz na dobry wynik.
Wyszłyśmy ze szkoły i doznałam szoku. Na parkingu przed szkołą stał Harry z bukietem czerwonych róż.
-Al. Weź mnie uszczypnij, bo mam jakieś omamy, ja wiedze Harrego,
-kotku to nie omamy, on na prawde tu jest. – Rzuciłam torbę Al. I rzuciłam się na loczka, Zaczęłam go całować. Kiedy się od siebie oderwaliśmy popłakałam się ze szczęścia.
-Harry, kochanie skąd ty tu ?
-przyjechałem wczoraj, zatrzymałem się w hotelu, a dzisiaj jestem tu z tobą.
-kocham cię, kocham.
-ja cie też.
-chodź jedziemy do domu,
-dobrze.
-Al., chodź.
Wzięliśmy się za ręce i poszliśmy na przystanek. Stała tam cała szkoła, ponieważ było jeszcze pół godziny do przyjazdu autobusu. I niestety wszystkie oczy były skierowane na mnie. Chyba rozpoznali Hazzę. Nie jestem byt lubiana i popularną osobą i stanowczo przeszkadzają mi te oczy. Jedna z moich „koleżanek” zaczęła się śmiać i krzyczeć, że to jakaś ściema, a ten wariat wziął obrócił mnie wokół własnej osi i namiętnie pocałował. Gały wszystkim o orbit wyszły. Mało tego to staliśmy na środku drogi. Gdy zobaczyła miny moich rówieśników wybuchłam śmiechem.
-wariacie, co ty wyprawiasz?
-nic, pokazuję, że cię kocham.
Zobaczyłam turbus chłopaków i mnie zatkało, nagle z auta wyskoczyło siedem znajomych twarzyczek.
-One Direction świętuje sukces naszych przyjaciół!!- krzyknął Lou, ja zaczęłam się śmiać.
-zamknij się łosiu!- krzyknęłam do niego i pędem rzuciłam się na szyję każdego z osobna. Potem podeszłam do dziewczyn, na końcu podeszłam do Pezz, nieśmiało się uśmiechnęłam do niej i przytuliłam. Odziwo odwzajemniła gest. 
-hej czemu wy w ogóle taką szopke robicie, przecież zależy wam na prywatności?
-no ale robimy Ci renome w szkole.
-Alice, czy ty macałaś w tym palce?- spytałam zwracając się do kumpli.
- ja nie nie no coś ty!
-dobra, dobra. Jesteście kochani, że przyjechaliście tu do nas,
-przestań, stęskniliśmy się za wami- powiedział Niall puszczając oczko Al., Oj cos się chyba kroi.
-To co jedziemy?- spytalam
-jasne.
Wsiedliśmy do Busa i pojechaliśmy do mnie do domu. Nie było moich rodziców, zrobiłam wszystkim herbatę, naszykowałam przekąski, przegadaliśmy cały dzień. Wieczorem przyszli rodzice.
-cześć córu…-mama nie dokończyła, bo była w szoku.
-haha, mamuś orient. Ich już znasz, a to jest Dan, El I Pezz. Dziewczyny Li, Lou i Zayna.
-miło mi wreszcie na żywo zobaczyć, a was dziewczynki poznać.- powiedziała mama po polsku. Nie zdążyłam przetłumaczyć.
-nam też miło panią wreszcie na żywo zobaczyć – powiedział Harry, prawie bezbłędnie, byłam w szoku. Stałam z otwartą buzią dość długo.
-Laura kochanie zamknij proszę buźkę, bo ci mucha wleci.- Harry nawijał po polsku.
-skąd ty…?ale ty…? Przecież nie …nie miałeś polskiego.
-no nie, ale razem z chłopakami się dwa miesiące uczyliśmy-
-wooow.
-no to wracając. Jak było w pracy proszę pani.?- zwrócił się Lou do mojej mamy.
-mówcie mi Agnieszka. Jak to będzie bardziej tak po angielsku.
-Agnes.
Usiadłam koło dziewczyn i tłumaczyłam i o czym rozmawiają chłopcy z moją mamą. W tym czasie przyszedł też tata o on też pogrążył się w rozmowie. Koło 22 poszliśmy się myć, ponieważ moja mama nie pozwoliła wrócić moim przyjaciołom wrócić do hotelu. Jak to powiedziała: „mamy tyle miejsca, że spokojnie się wszyscy zmieszczą.” Wszyscy się wykąpali i zebrali w moim pokoju.
-może pogramy w butelkę?- zaproponował Lou.
-spoooko- powiedzieliśmy równo i wybuchliśmy śmiechem. Poszłam po butelkę i zaczęła się gra. Były całkiem fajne zadania, ale za którymś razem Lou wylosował mnie.
-zadanie , czy pytanie?- powiedział z cwanym uśmieszkiem.
-zadanie, proszę- uśmiechając się triumfalnie.
-a więc, musisz… 

***************************************************************************
przepraszam, ale wgl nie mam podoba mi się ten rozdział kompletnie ...


 

5 komentarzy:

  1. Jak to Ci się nie podoba?!
    Genialny jest! ♥
    Z resztą... Jak każdy!
    Wiktorio, świetnie piszesz i życzę Ci dalszej weny! ♥
    Pozdrawiam cieplutko! ♥
    marrymeharrystyles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * Natalio! Właśnie doczytałam w poście Liebster Award... :P

      Usuń
    2. tak i tak jest doobrze... <3

      Usuń
  2. GENIALNY! Uwierz w siebie! I to zakończony w takim momencie... Poprostu cud, orzeszki :D. I czekam na kolejny =).

    PS Nominowałam cię do Liebster Award na http://outoftouchoutoflove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń