Dwa miesiące później:
Od dwóch miesięcy jestem w Polsce. Od tamtej pory nie
widziałam się z Harry, ani z chłopkami. Codzienni piszą do mnie, dzwonią, co
jakiś czas gadamy godzinami na skype, ale to nie to samo. Tęsknie za nimi.
Dzisiaj mam testy gimnazjalne, tak się stresuję, że nie mogę opanować nerwów.
Jeśli źle napiszę te testy to nici z wyjazdu do Londynu. Dzisiaj jak napisze
ten cholerny test, musze pogadać z rodzicami o Londynie, o szkole i mojej
przyszłości. Oczywiście wiedzą o Harrym, nawet zaczęli uczyć się angielskiego,
bo przekonałam ich, że jednak to cos więcej a nie nastoletnia miłość. Moi
rodzice nie raz „rozmawiali” z One Direction i polubili się. Loczek się tak
przejął, że nie może się dogadać z moimi rodzicami, że przysiągł sobie, że nauczy
się polskiego. Pomagam mu w tym i muszę powiedzieć, idzie mu to całkiem nieźle.
Solidnie się uczy, ale chyba ma jakie os prywatnego nauczyciela, tylko nie chce
mi powiedzieć.
Wstałam o godzinie 6,
mimo, że mam na 9. Wzięłam ciuchy z garderoby i poszłam do łazienki. Napuściłam
wody i leżałam w wannie dobrą godzinę. Ubrałam się, wysuszyłam włosy i lekko je
podkręciłam. Wyszłam z łazienki i wzięłam swój telefon, zadziwiłam do Al.:
-hej myszko. Jak tam gotowa.?- spytałam jak odebrała telefon
-jasne, jeszcze siedzę i powtarzam sobie materiał.
-Alice ja muszę to napisać dobrze- zaczęłam panikować
-kochana dasz radę, wierzę w ciebie.
-może masz rację.
-uda Ci się napisać to dobrze i pojedziesz sobie to tej
Anglii i mnie zostawisz.
-oj no przecież cię zabiorę ze sobą, dlatego też musisz to
napisać dobrze.
-oj no wiem. Dobra do zobaczyska później.
-papapa
Rozłączyłam sie i poszłam za przykładem Al. I pouczyłam się
jeszcze.
-Laura jest 8.15 chodź, bo się spóźnisz.
-o cholera!
-co ty powiedziałaś?!
-nic nic tatku, już idę.- zgarnęłam torbę i pobiegłam do
garażu do auta. Po drodze zajechaliśmy po Ale. Po ok. 30 minutach byliśmy w
szkole. Przed samym wejściem do klasy dostałam siedem sms-ów od Lou, El, Li,
Dan, Zayna, Nialla, Harrego, w każdym życzyli mi powodzenia, Al też dostała
takowe sms-y tylko oni dodatkowo od Perrie. Co ta laska ma do mnie?! Nagle
zadzwonił telefon. To był Harry:
-cześć kotku, powodzenia!
-cześć kochanie, dziękuję!
-cześć kochanie, dziękuję!
-o której kończysz?
-hmm. Test z polaka półtora godziny, z historii godzina, drugie
tyle przyrodniczy i matma, i godzinę język. To będzie koło 14.
-to zadzwonię
-dobrze kochanie, uściskaj wszystkich, podziękuj za smsy i
trzymaj kciuki. Ja kończę, papap.
Weszłam do Sali i
zaczęłam pisać. Poszło szybko, testy były o dziwo łatwe. Wyszłam z Sali
zadowolona.
-Al. I jak ci poszło? – zaczęłam rozmowę, kierując się ku
wyjściu .
-a dobrze, licz na dobry wynik.
Wyszłyśmy ze szkoły i doznałam szoku. Na parkingu przed
szkołą stał Harry z bukietem czerwonych róż.
-Al. Weź mnie uszczypnij, bo mam jakieś omamy, ja wiedze
Harrego,
-kotku to nie omamy, on na prawde tu jest. – Rzuciłam torbę
Al. I rzuciłam się na loczka, Zaczęłam go całować. Kiedy się od siebie
oderwaliśmy popłakałam się ze szczęścia.
-Harry, kochanie skąd ty tu ?
-przyjechałem wczoraj, zatrzymałem się w hotelu, a dzisiaj
jestem tu z tobą.
-kocham cię, kocham.
-ja cie też.
-chodź jedziemy do domu,
-dobrze.
-Al., chodź.
Wzięliśmy się za ręce i poszliśmy na przystanek. Stała tam
cała szkoła, ponieważ było jeszcze pół godziny do przyjazdu autobusu. I
niestety wszystkie oczy były skierowane na mnie. Chyba rozpoznali Hazzę. Nie
jestem byt lubiana i popularną osobą i stanowczo przeszkadzają mi te oczy.
Jedna z moich „koleżanek” zaczęła się śmiać i krzyczeć, że to jakaś ściema, a
ten wariat wziął obrócił mnie wokół własnej osi i namiętnie pocałował. Gały
wszystkim o orbit wyszły. Mało tego to staliśmy na środku drogi. Gdy zobaczyła
miny moich rówieśników wybuchłam śmiechem.
-wariacie, co ty wyprawiasz?
-nic, pokazuję, że cię kocham.
Zobaczyłam turbus chłopaków i mnie zatkało, nagle z auta
wyskoczyło siedem znajomych twarzyczek.
-One Direction świętuje sukces naszych przyjaciół!!-
krzyknął Lou, ja zaczęłam się śmiać.
-zamknij się łosiu!- krzyknęłam do niego i pędem rzuciłam
się na szyję każdego z osobna. Potem podeszłam do dziewczyn, na końcu podeszłam
do Pezz, nieśmiało się uśmiechnęłam do niej i przytuliłam. Odziwo odwzajemniła
gest.
-hej czemu wy w ogóle taką szopke robicie, przecież zależy
wam na prywatności?
-no ale robimy Ci renome w szkole.
-Alice, czy ty macałaś w tym palce?- spytałam zwracając się
do kumpli.
- ja nie nie no coś ty!
-dobra, dobra. Jesteście kochani, że przyjechaliście tu do
nas,
-przestań, stęskniliśmy się za wami- powiedział Niall
puszczając oczko Al., Oj cos się chyba kroi.
-To co jedziemy?- spytalam
-jasne.
Wsiedliśmy do Busa i pojechaliśmy do mnie do domu. Nie było
moich rodziców, zrobiłam wszystkim herbatę, naszykowałam przekąski,
przegadaliśmy cały dzień. Wieczorem przyszli rodzice.
-cześć córu…-mama nie dokończyła, bo była w szoku.
-haha, mamuś orient. Ich już znasz, a to jest Dan, El I
Pezz. Dziewczyny Li, Lou i Zayna.
-miło mi wreszcie na żywo zobaczyć, a was dziewczynki
poznać.- powiedziała mama po polsku. Nie zdążyłam przetłumaczyć.
-nam też miło panią wreszcie na żywo zobaczyć – powiedział
Harry, prawie bezbłędnie, byłam w szoku. Stałam z otwartą buzią dość długo.
-Laura kochanie zamknij proszę buźkę, bo ci mucha wleci.-
Harry nawijał po polsku.
-skąd ty…?ale ty…? Przecież nie …nie miałeś polskiego.
-no nie, ale razem z chłopakami się dwa miesiące uczyliśmy-
-wooow.
-no to wracając. Jak było w pracy proszę pani.?- zwrócił się
Lou do mojej mamy.
-mówcie mi Agnieszka. Jak to będzie bardziej tak po
angielsku.
-Agnes.
Usiadłam koło dziewczyn i tłumaczyłam i o czym rozmawiają
chłopcy z moją mamą. W tym czasie przyszedł też tata o on też pogrążył się w
rozmowie. Koło 22 poszliśmy się myć, ponieważ moja mama nie pozwoliła wrócić
moim przyjaciołom wrócić do hotelu. Jak to powiedziała: „mamy tyle miejsca, że
spokojnie się wszyscy zmieszczą.” Wszyscy się wykąpali i zebrali w moim pokoju.
-może pogramy w butelkę?- zaproponował Lou.
-spoooko- powiedzieliśmy równo i wybuchliśmy śmiechem.
Poszłam po butelkę i zaczęła się gra. Były całkiem fajne zadania, ale za
którymś razem Lou wylosował mnie.
-zadanie , czy pytanie?- powiedział z cwanym uśmieszkiem.
-zadanie, proszę- uśmiechając się triumfalnie.
-a więc, musisz…
***************************************************************************
przepraszam, ale wgl nie mam podoba mi się ten rozdział kompletnie ...

Jak to Ci się nie podoba?!
OdpowiedzUsuńGenialny jest! ♥
Z resztą... Jak każdy!
Wiktorio, świetnie piszesz i życzę Ci dalszej weny! ♥
Pozdrawiam cieplutko! ♥
marrymeharrystyles.blogspot.com/
* Natalio! Właśnie doczytałam w poście Liebster Award... :P
Usuńtak i tak jest doobrze... <3
UsuńGENIALNY! Uwierz w siebie! I to zakończony w takim momencie... Poprostu cud, orzeszki :D. I czekam na kolejny =).
OdpowiedzUsuńPS Nominowałam cię do Liebster Award na http://outoftouchoutoflove.blogspot.com/
Miało być CUD, MIÓD I ORZESZKI :D
Usuń