hejcia, jak tam u was? Co porabiacie?
Mam do was ogromną prośbę, jeśli macie fb to proszę lajknijcie moją stronkę:
https://www.facebook.com/CoJakCoAleOneDirectionToJaKocham?ref=hl&success=1
z góry dziękuję wam bardzo :D
KOCHAM WAS.:*
sobota, 23 lutego 2013
rozdział 19 :D
Minął już tydzień, Laura
jest jeszcze w śpiączce. Codziennie u niej byłem i opowiadałem co się
wydarzyło, czy po prostu zapewniałem o swojej miłości. Nie mogę się doczekać aż
zobaczę jej piękne zielone oczka i będę mógł powiedzieć prawdę. Nawet w
szpitalu wyglądała jak aniołek.
***perspektywa Ali***moja przyjaciółka od tygodnia leży w śpiączce. Codziennie u niej jesteśmy, ale najczęściej jest u niej Harry, nie opuszczaj jej prawie wcale. Dzisiaj Musiale złożyć papiery do nowej szkoły. Wstałam rano, pogoda nawet dzisiaj dopisywała. Poszłam do łazienki ogarnąć się i zrobić makijaż, ubrałam się w krótkie czarne spodenki, zwiewną białą bluzkę z czarny kołnierzykiem i czarne szpile. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni wyciągnęła wszystkie składniki i zrobiłam pyszne śniadanie, dla siebie i dla chłopaków i dziewczyn. Zjadłam szybko śniadanie i miała już wychodzić, ale zatrzymał nie Niall.
-poczekaj na nie, zawiozę
Cie.
-nie trzeba, dam radę, a po
za tym chcę jeszcze jechać do szpitala.
-to ty bardziej, zaczekaj.
Niall poszedł do kuchni,
wziął tylko jedna kromkę z nutellą i poszedł do garażu. Wyjechał swoi autkiem i
pojechaliśmy do szkoły. Złożyła papiery i pojechaliśmy do szpitala. Była
dopiero 11 a Hazza siedział u Lau od 6. Biedaczek. Stanęliśmy z Niellem za
szyba i przyglądaliśmy się leżącej Lau i Harry, który płakał, trzymając jej
rękę.
-biedactwo, jak on cierpi.- Zwróciła
się do, Nialla, który obejmował mnie w pasie.
-tak, masz rację, najgorsze
jest to, że rodzice Lou, na pewno nie pozwolą jej tu być, zabiorą ja do Polski,
on się załamie.
-nie dopuszcza tego do
siebie. Wiesz, że jak ją zabiorą to mnie też.
-jak to?- Widział zdziwienie
w oczach blondynka
-no tak
-nie pozwolę na to.
-wiem, ale póki, co nie
wybieram się nigdzie.
Przyszła mama Laury. Od razu
zamilkliśmy.
-dzień dobry- przywitaliśmy
się grzecznie.
-cześć dzieciaki.
Odpowiedziała smutno i zajrzała za szybę.- A Harry jej nie opuszcza nawet na
chwile?
-nie, martwi się o nią i
czuje się winny temu.- Powiedziała na jednym wydechu.- Biedactwo, jak tak dalej
będzie to nie długo wyląduje koło Lau.
-hm. A to nie jego wina?
Przecież to on jej nie dopilnował.
-ciocia, ale to nie tak,
wiesz, jaka jest Laura, wkurzyła się i wybiegła z domu, nie chciała nikogo
słuchać i nie zauważyła tego auta.
-nie broń go dobrze?
-ciocia, ale ja go nie
bronie tylko taka jest prawda
-dobrze, niech ci będzie.
Zapanowała niezręczna cisza
i chyba Niall postanowił ją przerwać.
-ale państwo nie zabiorą jej
do Polskie prawda?
-oczywiście, że tak, nie
zostanie tu..
-dlaczego? –widziałam
rozpacz w jego oczach.
-ponieważ nie jest tu
bezpieczna z wami.
-jest i to bardzo.
-widzę właśnie, jak Tylko
odzyska siły wracamy do Polski i ta zacznie rehabilitacje w mojej klinice.
-ale ciocia…- zaczęłam.
-ale żadne ale. – mama Laury
odwróciła się i weszła do Sali swojej córki. Złapała Hazzę za ramie i usiadła
obok.
-myślisz, że ja przekonamy?-
zapytał Niall
-peeewnie. Nie wierzysz we
mnie?
-oczywiście, że wierzę. –
pocałował mnie w policzek.
Przyszedł lekarz i wyprosił
ciocię Agę i Harrego.
-o co chodzi?- spytałam
lekko spanikowana.
-lekarz będzie ją wybudzał.-
powiedział Hazza i iskierkami radości.
-to świetnie. – ucieszyłam
się i z radości skoczyłam na Nialla, który śmiał się ze mnie. Po ok. 40
minutach wyszedł lekarz. Pierwszy zerwał się Harry. Zaraz za nim do lekarza
podeszli rodzice Lau,
-i co z nią panie
doktorze.?- zapytał szybko loczek.
-mam dobre wieści. Z Laura
jest wszystko w porządku, wszystko się ładnie goi i teraz dochodzi do siebie,
-to świetnie- ucieszył się
Harry.
-ale to nie wszystko.
Wystąpiły małe komplikację. Laura dość mocno uderzyła potylicą o ziemię, na
szczęście nie zagraża to życiu, ale przez najbliższy czas może mieć nie sprawność
w nogach.
-to znaczy że ona nigdy nie
będzie tańczyć.?- zapytał zdruzgotany loczek.
-jeżeli będzie ćwiczyć to
wróci do tego, ale na razie nie a mowy o tańcu. Będzie najprawdopodobniej
chodzić tylko z pomocą , ale taniec to za dużo. Myślę, że jeżeli będzie ćwiczyć,
tu u nas i trochę w domu to wróci do tańca za półtora miesiąca góra dwa. Więc ja
się już pożegnam z państwem, jeżeli wyniki będą dobre to pojutrze będzie mogła
wyjść. – Harry wszedł do Lau. A my wróciliśmy do domu. Niall zrobił obiad i
przygotował jakieś filmy.
-Al., poszłabyś ze mną na
randkę. ? – zapytał Niall lekko się rumieniąc.
-jasne. Kiedy?
-może jutro. ?
-jasne. – wstał i chciałam
iść do kuchni po sok. Stanęła za nim i od tyłu przytuliła szepcząc do ucha-
uwielbiam jak się rumienisz.- pocałowałam go lekko w policzek i przygryzłam
delikatnie jego płatek ucha. Razem spędziliśmy całą noc.
***w ty samym czasie
Laura***
Obudziłam się w szpitalu,
nie wiedziała co się dzieje. Lekarz uświadomił mnie o wypadku i o tym, że nie będę
mogła na razie tańczyć. Nie mogłam powstrzymać łez. Moje marzenia legły w
gruzach. Nie będę mogła biegać tańczyć, nic. To koniec. Płakałam. Wszedł do Sali
Harry.
-kochanie, jak dobrze, że
jesteś już z nami. – Harry był zadowolony. Nie odzywałam się. Nie zapomniała o
tym zdjęciu.
-kochanie ja wiem, że jesteś
na mnie zła, ale wysłuchaj mnie.- wciąż się nie odzywałam, tylko płakałam.- na
tym zdjęciu jestem z kuzynką. Kiedy wróciłem ostatnio z Polski, przyjechała do
mnie kuzynka, odprowadziłem ja do hotelu, pocałowałem w policzek na pożegnanie,
a ktoś zrobił takie ujęcie, że wydaje się, że się całujemy . wierzysz mmi?
-tak Harry wierze, tylko nie
mogę uwierzyć w to, że przez własną głupotę nie będę mogła tańczyć, ćwiczyć. To
mnie przerasta Harry, proszę nie zostawiaj mnie z tym samej.
-kochanie, nigdy przenigdy
cię samej nie zostawię. Kocha cię. – pocałował mnie delikatnie w usta.
-przekonałam rodziców, mogę
zostać w Londynie, ale na próbę, jeżeli coś się jeszcze wydarzy, to wsiada w
pierwszy samolot i wracam do Polski.
-nic się nie wydarzy,
obiecuję, będę cie pilnował jak oczka w głowie.
-dziękuję, mam prośbę.
-wszystko co chcesz
księżniczko.
-zabierz nie stąd.
-poczekaj do jutra.
-ale ja chce dzisiaj,
-jutro, skarbie ni mogę cie
narażać.
-pfii.
-ale wiesz, że cię kocham
najbardziej na świecie?
-wiem, wiem,
-a wiesz, że spełnię twoje wszystkie
marzenia?
-wszystkie?- spytałam
zadziornie
-wszystkie.
-to naucz mnie czysto
śpiewać.
-ja?
-no a ja ?
-spoko, dla nie to przyjemność.
-świetnie, to zaczynaj.
-teraz?
-no teraz.
-może jutro jak wyjdziesz,
przynajmniej będę miał pianino.
-no niech ci będzie.
-dobra kochanie, ja lecę do
domu, bo już dwudziesta, zaraz mnie wywalą.
-dobrze kochanie, do zobaczenia
jutro. Tylko bądź z samego rana.
-będę jeszcze za nim się
obudzisz.- pocałował mnie delikatnie w usta i wyszedł. Harry ummie poprawić mi
humorek, ale tylko na chwilę, zaraz jak wyszedł, zrobiło mi się znów bardzo
smutno, płakałam, znowu. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
*******************************************************************************************************
podoba się?
kocham was bardzo
kocham was bardzo
niedziela, 17 lutego 2013
rozdział 18 ♥
. Wybiegłam z domu. Wbiegłam
na ulicę , słyszałam tylko „Laura, stój. UWAŻAJ!” potem już tylko czarno przez
oczami. Czułam tylko jak fala ciepła przepływa po moim ciele. Słyszałam głos Loczka jak prze mgłę.
Panikował. Potem już odleciałam.
***oczyma Harrego***
-Laura, nie, proszę obudź
się. Kochanie nie zostawiaj mnie!!!!- krzyczałem na cały głos. Nie reagowała.
Histeryzowałem. Nie wiedziałem co się dzieję ze mną, nie zauważyłem nawet tłumu
ludzi, który się zebrał wokół nas. Kierowca samochodu, który potrącił mojego
Skarbka zadzwonił na pogotowie.
-proszę pana, proszę odejść,
musimy ją szybko przewieź do szpitala.- mówiła do mnie sanitariuszka, ale ja
nie reagowałem, płakałem, tępo wpatrując się w zakrwawione ciało mojej kochanej
Laury,
-proszę pana!- krzyknęła mi
do ucha. Nic. Zero reakcji. W końcu Jakiś koleś mnie odepchnął.
-cholera, zatrzymanie pracy
serca! RKO szybko!- usłyszałem, od razu się ocknąłem. Jeszcze bardziej się
rozpłakałem. Podeszłą o mnie jedna z sanitariuszek, chyba ta sama, która próbowała
mnie odciągnąć od mojej małej
-wszystko będzie dobrze,
proszę się uspokoić jest w dobrych rękach.- mówiła spokojnie. Podała mi jakieś
tabletki.
-proszę to wypić, to leki na
uspokojenie- posłuszni wypiłem to co mi podała, zapakowali szybko Laurę do ambulansu,
kobieta, która dała mi leki, spytała jeszcze szybko:
-jedzie pan z nami?
-oczywiście.!- szybko
wskoczyłem do karetki . W środku, jeszcze utrzymywali parametry życiowe Laury.
Ja schowałem twarz w rękach i płakałem. Uświadomiłem sobie, że mogę ją stracić.
Dojechaliśmy do szpitala. Laurę od razu przewieźli na blok operacyjny. Ja
usiadłem przed nim i płakałem. Czas się
niemiłosiernie dłużył, sekundy były jak minuty, minuty jak godziny. . . koło
godziny 23 zadzwonił do mnie Niall. (N-Niall, A- Ala, H-Harry, L-Louis)
N: Hazza gdzie wy jesteście,
gołąbeczki?- miał bardzo dobry humorek, ja tylko płakałem do telefonu, nie
byłem w stanie nic powiedzieć.
A: co się stało Harry?-
spytała AL. Pewnie Niall dał na głośno mówiący.
N i A: Harry?!- spanikowali
H: jestem w szpitalu, Laura
miała wypadek i jest na bloku. – wyjąkałam do telefonu. Słyszałem jak Ala się
rozpłakała,
N: c…co? – wydukał Niall.
H: …
L: w którym szpitalu jesteś?
H: na Harly Street. -
rozłączyli się. Ja dalej siedziałem. Chwilę później byli przy mnie moi
przyjaciele. Pierwsza w objęcia rzuciła
mi się Al.
-Harry będzie dobrze prawda?
Ona przeżyje. ?!- widać, że biedna to przeżywa.
-Al., będzie dobrze
zobaczysz.- uspokajał ją blondynek, który też płakał.
Siedzieliśmy tak wszyscy w milczeniu całą
noc. Wszyscy spali oprócz mnie i Al.
-Harry chodź może po jakąś
kawę- zaproponowała Al., która była opuchnięta od płaczu. Żal mi mi jej robiło.
Biedactwo może stracić najlepszą przyjaciółkę przeze mnie.
-dobrze. – poszliśmy do
automatu na końcu korytarza.
-Harry, jak w ogóle doszło
do wypadku?- spytała, no to teraz będzie źle ze mną. Zaczęły od nowa lecieć mi
łzy.
-Laura siedziała przy kąpie
i przeglądała TT. Jakaś fanka wysłał jej moje zdjęcie z jakąś dziewczyną, nie
widziałem dokładnie tego zdjęcia, ona wybiegła z domu, nie chciała mnie
słuchać, wbiegła na ulicę, a ja nie zdążyłem dobiec. – rozpłakałem się na
dobre, zresztą Ala też płakała.- wiem Al. Że teraz uważasz mnie za skończonego
dupkiem, o to moja wina, ale ja na prawdę jej nie zdradziłem, na pewno nie
kolejny raz za bardzo ją kocham,. – ku mojemu zdziwieniu Ala mnie przytuliła.
-nie martw się, będzie
dobrze, nie musisz się obwiniać, wiesz jaka jest Laura narwana, wszystko ocenia
pochopnie.
-dzięki Al. Ale i tak czuję
się winny.
-nie obwiniaj się dobrze?
-spróbuję, kupujemy tę kawę?
-jasne. Chodź .-kupiliśmy
sobie po kawie i wróciliśmy do reszty. Koło 5 nad ranem wyszedł lekarz z Sali
operacyjnej. Szybko się zerwałem i podbiegłem do niego.
-panie doktorze, co z Laurą?
-a pan jest kimś z rodziny?
-jestem jej chłopakiem.
-zapraszam do gabinetu. –
udałem się za lekarzem. Pokazałem tylko laurze, żeby obudziła wszystkich.
***oczyma Ali***
Obudziłam wszystkich,
podczas kiedy Hazza poszedł do gabinetu lekarza.
-Niall, kochanie, obudź się
proszę
-co jest kochanie? Co się
stało? Coś z Lau?!- od razu się ocknął.
-nie wiem właśnie Harry
poszedł z lekarzem – wtuliłam się w jego pierś i płakałam.
-kochanie wszystko będzie
dobrze zobaczysz,- dobrze, że był przy mnie , taki chłopak to skarb.
-możesz obudzić wszystkich,
ja pójdę to toalety.
-jasne,
Kiedy wróciłam wszyscy już
siedzieli z kubkiem kawy.
-jedźcie do domu, nie ma
sensu, żebyście tu siedzieli.- powiedziałam do reszty
-nie ma mowy, zostajemy-
oburzył się Zayn.
-Zayn, ale dam wam znać
jakby co, jedźcie się wyspać.
-Al. Proszę to nasza
przyjaciółka musimy tu zostać, musimy przy niej być. Bynajmniej ja
zostaje-powiedział Lou , stanowczo.
-ja też zostaje- zapewniła
reszta.
-jak chcecie., wiecie co,
cieszę się, że razem z Lau poznałyśmy tak wspaniałych przyjaciół. Jesteście
kochani.
-to my się cieszymy, że was
poznaliśmy- powiedział Niall całując mnie delikatnie w policzek.
-nawet nie wiecie, jak Lau
szalała za wami w Polsce.
-czyli jesteście jednak
Directioners.
-no jasne. TRU DIRECTIONERS
– zebrało mi się na wspomnienia,
-hej to świetnie. – mówił
Louis. Jak Lau wyjdzie ze szpitala to musimy was przedstawić fankom, najlepiej
na naszym koncercie, - Louis się fascynował.
-o ile w ogóle z tego
wyjdzie- szepnęłam pod nosem tak, żeby mnie nikt nie słyszał, ale niestety
Niall był za blisko.
-kotku, nie bądź pesymistką,
będzie dobrze zobaczysz. Po około pół godzinie, przyszedł Harry, bardzo
zapłakany. Zerwałam się na równe nogi.
-Harry co z nią?- loczkowi
ugięły się kolana, oparł się o ścianę i zjechał w dół po niej. – Hazza, proszę
powiedz mi. – klęknęłam przy nim .
-Lau miała krwawienie
wnętrze, bo pękła jej śledziona, na szczęście udało się wszystko zatamować, ale
ma też poważny uraz głowy- i tu uciął , dusząc się Łazami.
-Hazza?
-i uraz kręgosłupa-
zamilkłam.
-co jej grozi?- spytał jak
zwykle racjonalnie myślący Liam.
-może stracić sprawność w
nogach.
-c…co? – spytał Zayn.
-przecież ona się załamie,
nie będzie mogła biegać i tańczyć.- powiedział załamany Niall- to ją zabije. –
[płakaliśmy wszyscy.
- to moja wina, wszystko
przeze mnie.
-nie obwiniaj się już!-
wrzasnęła na nie Ala.
-ej a dzwoniliście do Kasi i
rodziców Lau?- spytał Li. Wszyscy zrobili oczy jak pięciozłotówki. Wszyscy
zapomnieli o poinformowaniu rodziny.
-ja pojadę do Kasi, pewnie
słyszał coś, przecież to koło niej było.
-ja zadzwonię do rodziców
Laury- zaoferował się Harry. Odszedł kawałek i wybrał numer. Rozmawiał dość
długo z nimi, a z oczu lały mu się łzy.
-co powiedzieli?- spytałam
jako pierwsza.
-spytali jak mogłem do tego
dopuścić, przecież miałem się nią opiekować.
Będą tu niedługo. Byli
bardzo zrozpaczeni
-ojej ale co się dziwisz to
jest ich jedyna córka, oczko w głowie.
-wiem, zawiodłem, najgorsze
będzie, jak nie pozwolą jej . – razem z Niellem pojechaliśmy do Kasi, ona też
nie przyjęła tego najlepiej. Poszliśmy jeszcze do domu po jakieś rzeczy dla
Laury. Wróciliśmy do szpitala. Kasia już była na miejscu, uspokajała Hazzę.
Chłopcy z dziewczynami pojechali do domu, odświeżyć się i przespać chwilę ,
będą później. Zostałam tylko ja z Niellem i oczywiście loczek.
-Kasia, możemy pogadać. ?-
-jasne, mała.
-bo wiesz, jak Loczek
dzwonił do rodziców Lau oni go obwiniają, a to nie jego wina, jak tu przyjadą
możesz załagodzić sytuację. ?
-postaram się z nimi pogadać
,ale cudów nie obiecuję.
-dzięki. – przyszedł lekarz
do nas.
-panie Styles jeśli pan chce
to może pan wejść na chwile do panny Laury, jej stan jest na razie stabilny.
Ale tylko chwilę.
-dobrze dziękuję . – Loczek
zniknął za szklanymi drzwiami. Obserwowaliśmy go zza szyby.
***perspektywa Harrego***
Podszedłem do łóżka, na
którym leżała moja kruszynka. Była bardzo blada, wyglądała tak krucho. Usiadłem
na krześle koło jeje łóżka i delikatnie chwyciłem za rękę.
-witaj kochanie, wiem, że
pewnie mnie nie słyszysz, ale wiedz, że jestem przy to tobie i bardzo cię
kocham. – kolejny raz tego nieszczęsnego dnia płakałem, pocałowałem leciutko
dłoń mojego Skarbka. Siedziałem z nią i zapewniałem jak bardzo ją kocham. Nagle
zaczęły maszyny przeraźliwie piszczeć, nie wiedziałem co się dzieje. Do Sali
wbiegli lekarze i mnie wyprosili. Reanimowali moją Laurę, a ja nie mogłem nic
zrobić, jedynie patrzeć jak powoli ją tracę. PO chwili wyszedł lekarz.
-mam dla państwa, niezbyt
dobrą wiadomość. Musieliśmy wprowadzić Laurę w śpiączkę farmakologiczną. Jej
stan jest stabilny i nic nie zagraża jej życiu.
-a ile będzie w śpiączce?
-wydaje mi się, że ok. .
tygodnia, chyba, że jej stan nam nie pozwoli na to.
Opadłem bezsilnie na
podłogę.
**********************************************************************************
proszę o komentarze. :D
kocham was :*
kocham was :*
czwartek, 14 lutego 2013
ROZDZIAŁ 17 ♥
Hej kochani.... Happy Valentines Day!!
♥♥♥
***********************************************************************
Kilka miesięcy później…
Od ostatniej wizyty w
Londynie widziałam się z Harrym i chłopakami kilka razy. Harry co jakiś czas
przylatuje na weekend, bądź w tygodniu zależy jaki mają plan. Niall też często
odwiedzał Al. Byłam szczęśliwa, że moja przyjaciółka znalazła sobie kogoś tak
wspaniałego. Dzisiaj jest dzień zakończenia roku. Wyniki z testów już przyszły,
więć w poniedziałek lecę do Londynu załatwić formalonosci związane ze szkołą,
ponieważ moje osiągnięcia pozwalają na to, zresztą Alice też się wybiera do
londyńskiej szkoły, ze względu na Niall’a. będziemy mieszkać u mojej cioci.
Wstałam dzisiaj o godzinie 7. Byłam ,ega
szczęśliwa, że dzisiaj zaczynają się wakacje. Razem z Hazzą stwierdziliśmy, że
lipiec spędzimy razem w Londynie, a sierpień przesiedzę w domu, bo potem będę
rzadko widywać rodzinę. A więc wracają, wstałam dziś wyjątkowo wcześnie,
poszłam do łazienki, wykonać poranną toaletę , ubrałam się w galowy strój,
składający się ze zwykłej szrej bluzki, kremowej spódnicy w kwiatki i pudrowej
marynarki, spakowałam torebkę i zeszłam na dół.
-hej mamuś. –przywitałam się
z mamą, która przyrządzała pyszne śniadanko.
-hej córuś, siadaj-
usiadłyśmy razem do stołu zaraz szedł tata i razem zjedliśmy śniadanie.
-ojej , jak ja będę tęsknił
za tymi śniadaniami z tobą , za tym „tato, spóźnię się noo!” – mój ojciec nagle
posmutniał. Przytuliłam go mocno,
-tatuś, przecież ja nie lecę
na koniec świata, będziemy się widzieć przynajmniej raz w miesiącu, obiecuję.
Albo ja przyjadę tu, albo wy do mnie tam.
-eh. Widzieć córkę raz w
miesiącu to nie jest za dobra perspektywa, ale dobrze no,
-kochany jesteś wiesz?
-wiem.
-dobra ja lecę bo się
jeszcze spóźnię i co będzie. – podziękowałam za śniadanie i wyszłam z domu
wolnym krokiem, z tego względu, że miałam mega wysokie szpile nie mogłam iść
szybko. Po drodze zgarnęłam jeszcze Alkę i Michała. Podekscytowani weszliśmy do
szkoły, o godzinie 9 zaczoł się apel. Dyrektor jak zwykle przynudzał, a mi nogi
już odpadały i widziałam, że Ala też już nie wytrzymuje. Nagle dyrektor wyczytał
moje nazwisko, co oznaczało, że musze wyjść na środek po nagrodę. I dopiero
wtedy zauważyłaś, żę na miejscach dla rodziców stoi całe One Direction i ich
dziewczyny, pomachałam do nich i słodko się uśmiechnęłam, Al. Zaraz do mnie
dołączyła i też ich zauważyła, kiedy wręczali nam nagrody, to ta banda dzikusów
najgłośniej się darła, przekrzykiwali wszystkich. Hah. Koniec apelu, czas na
pożegnanie z klasą i panią. Zostaliśmy na boisku, na ławkach. Nie obyło się bez
łez, bez przytulańców, na które Harry reagował sceptycznie. Kątem oka widziałam
jego wyraz twarzy. W pewnym momencie się odwrócił, chłopcy się z niego śmiali,
postanowiłam opuścić wszystkich i podejść do niego, pokazałam chłopakom, żeby
byliu cicho i z zaskoczenia rzuciłam mu się na plecy, wisiałam na nim jak
małpka słodko szepcząc:
-kocham cię wiesz?
-taak?- uśmiechnął się
łobuzersko, ja zeskoczyłam z jego pleców i wtuliłam się w nie.
-uwielbiam kiedy tak jesteś
o mnie zazdrosny.
-oo, co ty nie powiesz.
-heh. Chodź tu.- pociągnęłam
go do siebie i mocno pocałowałam- teraz jestem cała twoja, cała.- Harry zaśmiał
się pod noskiem, a reszta naszej „ekipy” zrobiła grupowe „uuu”. Wróciliśmy do domu, pokazałam mamie świadectwo
i poszłam się pakować . nie obyło się bez wygłupów, w pewnym momencie Niall
rzucił we mnie poduszką.
-haha orient siostra!
-osz ty.- zamachnęłam się i rzuciłam….w
Zayna.
-o nie daruję Ci.!- Zayn
chwycił największą poduszkę i chciał mnie nią walnąć, ja szybko wstałam i
schowałam się za loczka.
-Harry, kocie bądź moim
Power rengersem i mnie broń- reszta już sikała ze śmiechu. Ale loczek naprężył
mięsnie i mnie bronił jak rycerz.
-nie naprężaj tak tej klaty
kędzierzawy bo ci dziewczyna zemdleje z wrażenia.
-teraz to dowaliłeś Lou-
przybił żółwika z Niellem. I potem rozpętała się istna wojna. Pióra latały
wszędzie. Poszliśmy spać bardzo późno. Poszłam do łazienki wziąć długą kąpiel,
leżałam ta z pół godziny i nie miałam zamiaru wychodzić, Loczek się dobijał,
ale ja to ignorowałam. W pewnym momencie nie wytrzymałam, wyszłam z wanny, owinęłam
się ręcznikiem i wyszłam.
-czy ty do jasnej cholery
nie dasz mi się wykopać?!- byłam wściekła.
-nie.- uśmiechnął się
cwaniacka, a ja jeszcze bardziej się wkurzyłam, kipiałam.
-po co suszysz zęby?!- Hazza
zbagatelizował to i poszedł do mnie. Wpił się w moje usta, delikatnie, ale
stanowczo popychając mnie na ścianę. Błądził swoimi rękoma po całym moim
ciele. Hazza złapał mnie mocno w talii i
nie odrywając się od siebie przesunęliśmy
się w okolice drzwi, gdy byliśmy dość blisko, Hazza zamknął je na klucz. Zerwał
ze mnie ręcznik, a ja z niego ciuchy. Rano obudziłam się w świetnym humorze,
wtulona w nagi tor mojego chłopaka. Przesunęłam delikatnie opuszkami palców po
jego klacie, a on się delikatnie wzdrygnął.
-udajesz, że śpisz oszuście?
-ja|? Nie skąd.
-dobrze, dobrze,- dałam mu
buziaka w policzek, ale mu było mało i wbił się w moje usta. Chciała wstać, ale
Loczek mnie skutecznie przytrzymał.- puścisz mnie?
-nie.
-czemu? Chcę się ubrać i
zrobić śniadanko.
-och no dobra, ale pod
warunkiem.
-jakim?
-dostane buziaka.
-och, no chodź tu do mnie.-
wstałam, owinęłam się w ręcznik, który leżał na podłodze i poszłam do łazienki.
-nie musisz się chować pod tym ręcznikiem.
-tak, tak jeszcze ci mało?
Zaśmiałam się i weszłam pod
prysznic, owinięta w ręcznik przebiegłam przez pokuj d garderoby, ubrałam
krótkie, jeansowe szorty, czarną bokserkę i i dobrałam dodatki. Zeszłam na dół,
i o dziwo wszyscy już tam byli i zajadali się.
-hej.-przywitałam się
-o a co ty ta szczęśliwa?
Czyżby coś się w nocy wydarzyło?- dopytywał Lou, dziwnie machając brwiami.
-o a co się działo?- pytała
mama. Zmroziłam marchewkę wzrokiem i miałam chęć go udusić. Mama była no nocnej
zmianie, a tata był u kumpla, razem oglądali mecz, więc nie wiedzą co się
wczoraj działo w domu.
-nic mamusiu, po prostu
dobrze się bawiliśmy.
-aha,- uśmiechnęłam się do
nas słodko.
-ta. Chyba aż za dobrze,
tylko żeby z tej zabawy nic nie było- Lou dalej dążył. Nie ja go uduszę.
Podeszłam do niego, chwyciłam go mocno za ucho i powiedziałam przez zęby.
-możemy pogadać Louis na
osobności! – reszta pękała już ze ś miechu. A Lou kwiczał z bólu. Jego ucho
było już czerwone, więc posłusznie wstał i niestety musiałam go puścić, bo był
o wiele ode mnie wyższy. Poszliśmy do przedpokoju.
-Louis, bałwanie! Możesz
przestać mnie wkopywać !
-haha pod jednym warunkiem.
-mów,
-zabierzesz do Londynu
polskie marchewki.
-zgoda. A w ogóle skąd
wiesz?
-mam najbliżej was pokój i
razem z El wszystko słyszeliśmy.
- osz ty. Podsłuchiwałeś. –
Lou zaczął się śmiać i poszedł do kuchni, ja stałam osłupiała, nie wiedziałam
czy mam się śmiać, czy płakać. Zszedł Hazza, przytulił mnie i spytał:
-czemu ten idiota się tak
śmieje?
-bo lubi nas pogrążać w
oczach moich rodziców.
-co?
-podsłuchiwał i prawie nas
wydał moim rodzicom.
-co?1 zabiję dziada
kudłatego chyba.- zaczęłam się rechotać i oby7dwoje poszliśmy do jadalnie, ze
względu na to, że nas było dużo, a stół był mały razem z Hazzą poszliśmy do
salonu zjeść.
Weekend spędziliśmy w POslce, a dzisiaj
lecimy do Londynu. Pożegnałam się z rodzicami, którzy się rozkleili, zresztą
tak jak ja i ruszyliśmy na lotnisko.
Wsiedliśmy do samolotu i pare godzin później byliśmy już w domu, moim
nowym domu. Wszystko było idealnie. Hazza zrobił mi kilka wolnych półek w
szafie i komodzie.
-kochanie, przecież
obiecałam, że będę mieszkać u cioci.
-ale możesz przelotnie
mieszkać u mnie, więc zrobiłem ci miejsce żebyś nie musiała brać ze sobą
ciuchów do mnie.
-oj jesteś kochany, ale
obawiam się, że nie mam aż tak bogatej garderoby.
-nie martw się, nadrobimy to.
-hih spoko. Mogę skorzystać
z twojego laptopa, bo mój jest w walizce chyba padł.
-no jasne nie pytaj się
głuptasie tylko bierz, a ja zrobię nam coś do picia.
-spoko.
Weszłam sprawdzić fb, TT i
inne stonki. Jak zwykle dużo fanów chłopaków. Skąd one wiedzą, przecież jeszcze
się nie ujawnialiśmy. Masakra. Na TT była jakaś reklama One Direction, czy coś.
Z ciekawości weszłam w to. Nie mogłam uwierzyć, tam było zdjęcie Hazzy z jakąś
dziewczyną, nawet ładną. Do oczu napłynęły mi łzy. Znowu?!
-hej mała, może być…- Harry
uciął, gdy zobaczył mnie w takim stanie. Przez przypadek opuścił szklanki z
herbatą. Stał osłupiały. Ja z płaczem wybiegłam z pokoju.
-Laura !... to nie tak, daj
sobie to wytłumaczyć!- krzyczał za mną. Wybiegłam z domu. Wbiegłam na ulicę ,
słyszałam tylko „Laura, stój. UWAŻAJ!” potem już tylko czarno przez oczami.
************************************************************************************************
Mam nadzieję, że się podoba. :D
sobota, 2 lutego 2013
rozdział 16 ^^
rozdział ten zawiera treść +18, fragment ten zostanie oznaczonych, dla tych, którzy nie chcą czytać tego typu treści. :D miłego czytania i prosze o komentarzy <3
*****************************************************************************************************
W progu stał kompletnie
piany Harry, Ledwo trzymał się na nogach. W ręku trzymał prawie pusta butelkę
po whisky .
-Harry?! Co ty tu robisz?
-La…Lau…ja Ce kocham.- nie
mógł swobodnie się wypowiadać. Coś mamrotał, ale ja go kompletnie nie
rozumiałam.
-Harry chodź ze mną. Chodź!-
złapałam go pod ramię i zaprowadziłam do salonu na narożnik. Zdjęłam jego buty,
spodnie i przykryłam kocem. Butelkę po skończonym alkoholu wyrzuciłam do kosza.
Sprzątnęłam jeszcze salon i poszłam na górę do siebie. Położyłam się do łóżka i
próbowałam zasnąć. Nie mogłam. Zeszłam na dół po szklankę wody. Wzięłam
naczynie i usiadłam w salonie na fotelu. Patrzyłam na Harrego, wyglądał tak
słodziutko, gdy śpi. Jego twarz oświetlana była przez małą lampkę, która stała
na szafce w salonie. Nie mogłam wytrzymać i uroniłam łzy. Teraz rozpłakałam się
na dobre. Płakałam z bezsilności. Dlaczego tak się stało?! Dlaczego on nie jest
już mój?! W pewnym momencie zasnęłam na fotelu. Rano poczułam, że ktoś mnie
przykrywa kocem i całuje w policzek. To za pewne Loczek. Nie myliłam się.
Otworzyłam oczy i ujrzałam pochylającego się nade mną. Uśmiechnął się do mnie
promienie. Zerwałam się z fotela.
-Harry co ty robisz.?-
spytałam lekko w szoku.
-kochanie, zasnęłaś
widocznie na fotelu wczoraj, ja dzisiaj w stałem wcześniej i zauważyłem jak się
trzęsiesz z zimna, więc Cię przykryłem.- powiedział lekko się uśmiechając.
-aha, a ty nie masz
przypadkiem kaca? Wczoraj przyszedłeś do mnie narypany w trzy dupy-
powiedziałam mrużąc oczy.
-szczerze mówiąc to mam mega
kaca, ale powiem ci, że dużej ilości wydarzeń nie pamiętam z wczoraj.
-aha
-chodź dam ci jakieś
tabletki i wodę.
-o dzięki kochana jesteś.
-no.- poszliśmy do kuchni,
nalałam Hazzie wody, podałam tabletki i wzięłam się za przygotowywanie
śniadania dla loczka. Zrobiłam jajecznicę i podałam mu.
-smacznego –kierowałam się
już na górę.
-dokąd idziesz?- spytał
loczek.
-na górę, ogarnąć się.
-aha, ok., ale przyjdź
szybko, musimy pogadać.
-a mamy o czym?
-mamy i to dużo do
wyjaśnienia.
-mi się nie wydaję.
-ale mi tak.
-Harry, wiesz nie chcę Cię
już słuchać.!
-Laura, proszę- złapał mnie
za nadgarstek i pociągnął do siebie
wtuliłam się mocno w niego i rozpłakałam się
-cii. Laura. Nie płacz
proszę.
-puść mnie!
-nie!
-puść, pójdę się tylko
ogarnąć i wrócę to dokończymy.
-ale na pewno?
-tak.- pobiegałam na górę,
wykonałam poranną toaletę i przebrałam się w jeansy, różową bokserkę i krótką
katanę. Do tego jeszcze różowe conversy i kujonki. Nie robiłam makijażu bo i
tak pewnie będę płakać. Zeszłam na dół.
-jestem.- przy stole
siedział Harry popijając kawę. Usiadłam naprzeciwko niego i podał mi filiżankę
herbaty. Nie przepadam za kawą.
-to teraz możemy spokojnie
pogadac?- zapytał niecierpliwy.
-no, mów- powiedziałam
spuszczając oczy, popijając herbatę.
-bo wtedy w parku to nie
była moja wina. Ta dziewczyna to moja dawna znajoma, byłem z nia jeszcze zanim
poszedłem do x-factor…- nie pozwoliłam mu dokończyć.
-postanowiłeś do niej
wrócić, Tylko, że ja przeszkadzałam. Stara miłość nie rdzewieje, jak mówią w
Polsce.- posmutniałam, z moich oczu leciały już łzy.
-NIE! Daj Mi dokończyć.
Dowiedziała się, gdzie mieszkam, ale że
ona nie mogła by przyjść na naszą imprezę wysłała Paule. Ona dowiedziała się,
że będę w parku i przekazała to Angeli. Ona przyszła i rzuciła się na mnie, kiedy
zauważyła, że zbliżasz się do nas. I to cała historia, ja tego nie chciałem, to
ona, ona mnie pocałowała, odepchnąłem ją.
-czyli chciała Spiepszyć ci
życie tak jak ty kiedyś jej. ?
-dokładnie.
-ale wredna wywłoka!
-nie mogę się nie zgodzić. A
teraz ważniejsza sprawa. To znaczy, że wierzysz mi?
-tak, wierzę Ci.
-to spowrotem możemy być
parą?
-oo tak.- powiedziałam
puszczając mu oczko. On wstał, wziął mnie za rękę i pocałował. Nasz pocałunek
stawał się coraz bardziej namiętny. Widziałam w jego zielonych oczach
pożądanie, nie wiem czy tego chciałam, ale nie miałam zbytnio czasu. Harry
jedną ręką trzymał mnie w pasie a druga stracił wszystko co stało na stole.
Złapał mnie za pośladki i posadził na nim. Rozchylił moje nogi i stanął między
nimi nie przestając mnie całować. Teraz zszedł na szyję. Całował ja bardzo
namiętnie. Zaczął rozpinać guziki od mojej katany.
-mmm Harry …?- ciężko już
dyszałam.
-yhy kochanie.?
-tutaj? Jeszcze nas ktoś na
kryje, a co gorsza dzieci nas zobaczą.- mówiłam miedzy ciężkimi
wzdniechnięciami.
-kochanie jesteśmy sami,
cały dom jest nasz. Kasia rano mówiła, że jadą z dzieciakami na kilka dni nad
jeziorko, zostawiła mi klucze. Nie mówiła nic? Od dawna planowali ten
wyjazd/-zdziwił się lekko, przestając mnie całować.
-chyba musiała zapomnieć.
Wczoraj miałyśmy inne tematy. – zaśmiałam się lekko i przyssałam się do ust
mojego loczka. Czułam jak uśmiecha się przez pocałunek. Harry powrócił do
całowania mojej szyi. Zdjął zemnie katanę i zrobił mi malinkę w miejscu dość
widocznym. Dotknęłam jej i się zaśmiałam.
-kocie, nie mogłeś wybrać
innego miejsca? –spytałam lekko odchylając głowę na druga stronę.
-nie, tak jest dobrze.-
zaśmiałam się pod nosem. Teraz ja zaczęłam całować Hazzę, wkładając mu ręcę pod
koszulkę, żeby zaraz ją ściągnąć. Jego t-shirt leżał już gdzieś na podłodze. Uśmiechnęłam
się, kiedy jego tor został odkryty. Był nieziemski. Obdarowywałam go milionem
subtelnych pocałunków. U loczka zrobiła się już gęsia skórka. Teraz Harry wziął
inicjatywę w swoje ręce. Położył mnie na stole i podwinął moja koszulkę.
Całował mnie po brzuchu. Podniosłam się lekko, żeby chłopak mógł swobodnie
ściągnąć mój top.
-chodź do sypialni-
chwyciłam go za rękę, kierując się na górę. Loczek nie mógł się powstrzymać i
przez całą drogę nie odrywaliśmy się od swoich ust. Już na schodach zaczęłam
rozpinać rozporek i zaraz potem jego spodnie wisiały na barierce. Harry nie był
mi Dłużyny i również pozbył się moich jeansów.
(treść +18)
Doszliśmy do mojej sypialnie, będąc
tylko w bieliźnie. Chłopak mocno przywarł mnie do ściany mojej sypialnie,
zamykając drzwi nogą. Całował mnie w usta, potem szyja, dekolt i brzuch.
Kreślił językiem ścieżkę to celu. Znów chwycił mnie w tali i prowadził do
łóżka. W tym czasie ściągnął ze mnie mój koronkowy, różowy stanik. Rzucił mnie
gwałtownie na łóżko i ,,rzucił” się na mnie jak zwierze. Ręką błądził po
wewnętrznej stronie ud, bawiąc się ze mną. Delikatnie pieścił mnie przez
materiał, aż wreszcie w trybie błyskawicznym zerwał ze mnie koronkowe figi nie
zostawiając z nich nic.
-ej to moje ulubione-
jęknęłam udając obrażającą. Chłopak się zaśmiał i zaczął językiem krążyć w moim
intymnym miejscu. Rozpalił mnie tym do czerwoności. Zaczęłam głośno jęczeć z
rozkoszy. Doprowadzał mnie do szaleństwa. Do języka dołączył jeszcze dwa palce.
Krzyczał jego imię, a go to jeszcze bardziej nakręcało. Nie wytrzymałam i
doszłam. Harry był dumny ze swojej pracy, teraz role się odwróciły, teraz ja
byłam na górze. Całowałam go po całym torsie, ręką zjeżdżając do jego bokserek,.
Jego przyjaciel był już gotowy, ścisnęłaś go za krocze, na co Harry głośno
jękną. Zeszłam z pocałunkami niżej i ściągnęłam Hazzie bokserki. Wzięłam jego
przyjaciela do ręki i ruszałam najpierw wolno ręką góra-dół powoli
przyspieszając. Loczek jęczał z rozkoszy. W końcu wzięłam go nie pewnie do
buzi. Robiłam mu dobrze, aż w końcu jego płyny znalazły się w mojej buzi.
Spojrzałam na Harrego błagalnie, obrzydzało mnie połykanie tego.
-nie musisz jeśli nie chcesz.- szepnął mi subtelnie do
ucha i dodał mi chusteczkę higieniczna. Chłopak położył mnie powrotem na łóżko,
całując mnie namiętnie.
-uważaj, teraz może lekko
zaboleć-wiedział, że to mój pierwszy raz, dlatego delikatnie we mnie wszedł,
zawyłam z bólu, a łzy zaczęły mi lecieć ciurkiem. Harry gwałtownie ze mnie
wyszedł i mocno przytulił.
-kochanie, przepraszam.-
posmutniał i lekko pocałował mnie w policzek, ocierając łzy.
-nie masz za co, kontynuuj
proszę- uśmiechnęłam się lekko.
-ale nie musisz…
-proszę.- i wszedł ponownie
we mnie, znów mnie zabolało, ale już mniej. Loczek był delikatny i po krótkim
czasie nie było bólu tylko wielka przyjemność.
-ah…Harry…mocnie! Tak!-
krzyczałam z podniecenia.- aa…dochodzę!
-jeszcze chwila Laura.- i
tak jak mówił tak było. Dwa pchnięcia i obydwoje doszliśmy w tym samym
momencie. Opadliśmy bezwładnie na łóżko.
(koniec treści +18)
W tuliłam się w nagi tors Hazzy
regulując oddech. Byliśmy dość zmęczeni.
-dziękuję ci kotku, byłaś
świetna.
-ja też dziękuję. Kocham
cię.
-ja ciebie też.- chwilę
później wstałam z łóżka, owinęłam się kocem i zebrałam rozwalona bieliznę.
-idę wziąć prysznic.
-idę z tobą.- zaśmiałam się
i chwyciłam go za rękę i poszliśmy do łazienki, wzięliśmy prysznic. Wyszłam
pierwsza i ubrałam się w świeżą bieliznę. Loczek jeszcze został. Chodziłam po
domu i zbierałam ciuchy. Loczka ubrania zostawiłam w salonie na sofie, a sama
się ubrałam. Posprzątałam jeszcze to co rozwalił Harry kiedy, chciał posadzić
mnie na stole. Na samo to wspomnienie uśmiechałam się jak głupia.
-co się tak szczerzysz
mała?- usłyszałam głos, który nie należał do mojego chłopaka. Odwróciłam się
gwałtownie, a za mną stali: Zayn, Liam, Lou, Niall, Al., Perrie, Dan i El.
-co wy tu robicie?
-przyszliśmy was odwiedzić,
bo Hazzy nie ma od wczoraj i się martwiliśmy, a nie odbiera telefonu. –
odpowiedział mi Zayn. Podeszłam do ławy gdzie leżał telefon mojego
kędzierzawego chłopaka. Faktycznie miał 40 nieodebranych połączeń i kilka
smsów.
-wow, dużo tych połączeń-
uśmiechnęłam się, bo zobaczyłam na tapecie nasze zdjęcie z ogniska, kiedy to
byli u mnie w Polsce. Zdjęcie zrobił nam Niall jak się całowaliśmy. To takie
słodkie.
-a co wy tu robiliście?-
zapytał zadziornie Lou, trzepiąc zabawnie rzęsami.
-ee… nic.
-jasne- odpowiedział Li
wszyscy wybuchli śmiechem.
-no nic. Po prostu Harry się
wczoraj napił i przylazł tu. Dzisiaj z nim rozmawiałam i wróciliśmy do siebie.-
wytłumaczyłam, pomijając szczegół, że poszłam do łóżka z ich przyjacielem.
-jasne i seks na zgodę.-
zaśmiał się Zayn. Zarumieniłam się i szybko zaprzeczyłam. chwile później
pojawił się loczek na schodach w samych bokserkach.
-o a co ty ciuchów nie masz
? – spytała El
-yy…mam, brałem prysznic. A
wy co na spytki nas bierzecie.- podszedł do mnie dał mi buziaka i wziął ciuchy
i poszedł się ubrać do łazienki na dole. Zaprosiłam wszystkich do salonu.
-al. Chodź pomożesz mi z
przekąskami i wgl.- al. Wstała przelotnie całując swojego ukochanego blondynka
w usta i poszła ze mną do kuchni.
-co się stało?
-no nic, a co?
-bo bez powodu nie
oderwałabyś mnie od blondynka.
-no dobra.
-to o co chodzi?
-przespałam się z Harry,
-co?! Spałaś z loczkiem?-
zdziwiła się
-taak.- byłam cała w
skowronkach.
-i jaki on jest/
-kto?
-no Harry.- popatrzyła na
mnie jak na wariatkę.
-ale…?
-jaki jest w łóżku?-
zrobiłam dziwna minę.,
-wspaniaaaały- zaczęłam
piszczeć ze szczęścia i skakać po całej kuchni, Al. Razem ze mną. Chwilę potem
w kuchni zjawili się wszyscy z przerażeniem w oczach.
-co się stało/-panikował
Niall i Harry. My na chwilę przestałyśmy, popatrzyłyśmy na nich i wybuchłyśmy
jeszcze głośniejszym śmiechem.
-dobra, to wy się
uspokójcie, a my przyniesiemy te przekąski zaproponował blondynek i
kędzierzawy. Poszliśmy do salonu. Chłopcy przyszli do nas z jedzeniem i piciem,
Li włączył film, a my dalej się brechtałyśmy.
-z czego się tak śmiałyście?
– spytał zdezorientowany loczek.
-z niczego. – puściłam mu
oczko, zrozumiał chyba aluzje. Resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu filmów i
obżeraniu się pizzą.
Stwierdzam, że te dzień był jednym z
najwspanialszych w moim życiu.
*******************************************************************************************
mam nadzieję, że się podoba :*
KOCHAM WAS MOJE DIRECTIONERS :*
KOCHAM WAS MOJE DIRECTIONERS :*
I HAZZA dla was :*
piątek, 1 lutego 2013
rozdziała 15
Podeszłam bliżej nie był
sam, był z dziewczyną i całował ją. Podeszłam bliżej, była to jakaś blondynka,
nie znałam jej. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, mój chłopak, który w kółko
powtarzał, że mnie kocha, że nigdy mnie nie skrzywdzi, teraz całuję jakąś lafiryndę.
-Harry?!- krzyknęłam, kiedy
byłam już bliżej, natychmiast się od siebie odsunęli, laska ta miała na swojej
buźce triumfalny uśmieszek. Już miałam ochotę obić jej te mordeczkę.
-Laura, to nie tak jak
myślisz kochania!- Harry podchodził do mnie a ja się cofałam. Łzy już mi
leciały ciurkiem, nie chciałam płakać, chciałam być silna, ale to było
mocniejsze ode mnie.
-nie a jak?! To jest ta
twoja niespodzianka?! Jeśli chciałeś mi powiedzieć, że już nie chcesz ze mną
być trzeba było mi to powiedzieć, a nie robić ze mnie kretynkę i lizać się z
jakąś lafiryndą w parku!!!! – wykrzyczałam mu prosto w twarz, dławiąc się
własnymi łzami.
-Laura, kotku…
-nie mów do mnie kotku,
zraniłeś mnie i to bardzo.!- nie mogłam już na nich patrzeć. Zaczęłam biec.
Harry pobiegł za mną. Wołał mnie, ale ja nie reagowałam. Dobrze, że dużo
biegam, nie mógł mnie dogonić. Stanęłam na chwilę, ściągnęłam buty i ruszyłam
dalej, widziałam jak Hazza do mnie dobiega. Nie dał rady. Chyba odpuścił. Byłam
już pod domem chłopaków. Wbiegłam do niego i trzasnęłam drzwiami. Oparłam się o
ścianę w salonie i zjechałam po niej. Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy
siedzą w salonie i ogląda jakiś film. Wszystkie oczy były wpatrzone we mnie.
Płakałam dalej. W pewnym momencie podbiegła do mnie Al. I mocno przytuliła,
rozumiałyśmy się bez słów. Rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-cii…kochanie….cii- Al.
Próbowała mnie uspokoić. Wszyscy usiedli wokół mnie i próbowali pocieszyć, ale
ja nie mogłam się uspokoić.
-mała, powiedz co się
stało-powiedział spokojnie Lou, ale ja jeszcze bardziej zaczęłam płakać.
-siostrzyczko, słoneczko ty
moje, spokojnie, powiedz nam co się stało. -podszedł do mnie Niall i mnie mocno
przytulił. (mówiliśmy tak zdrobniale do siebie, wszyscy się do tego już
przyzwyczaili, nawet Al. Nie miała nic przeciwko)
- Harry mnie zdradził. –
powiedziałam cichutko, ledwo słyszalnie
-co?!- powiedzieli chórem, a
ja poczułam jak al. I Niall mocniej mnie przytulili.
-ale…ale jak?- zapytał
bardzo zdziwiony Zayn.
-poszłam do tego parku, na
umówione miejsce, z daleko go widziałam już , podeszłam bliżej, a tam Harry
całował jakąś blondynę. Najgorsze jest to, że ja jej nie znam/
-to nie była Paula?- spytał
Lou.
-nie, nie Paula.
Usłyszeliśmy otwieranie
drzwi, widziałam, że to Harry. Miałam rację, chwile później ujrzeliśmy go koło
nas, wszyscy wstali, oprócz dziewczyn, one mnie mocno przytuliły. Chłopcy
zrobili barierę, tak że Hazza nie mógł mnie zobaczyć.
-coś ty narobił?!- krzyczał
Lou.
-jak mogłeś moja Laurę tak
skrzywdzić?!! Jak?!- krzyczał Niall. Wiedziałam, ze zaraz może mu nie źle
przywalić. Niall to na prawde spokojny, wrażliwy mężczyzna, ale jak przyjdzie
co do czego to się może zrobić niebezpieczny.
-twoja Laura?!- wkurzył się
loczek.
-a tak moja, już nie
pamiętasz, że jest ona jak moja siostra?
-Laura, Kochanie, proszę
porozmawiajmy. – błagał loczek, przeciskając się przez chłopaków.
-Harry, my już nie mamy o
czym rozmawiać, to koniec.- oswobodziłam się szybko z uścisku dziewczyn i
pobiegłam na górę. Słyszałam jeszcze tylko wołanie Harrego, a potem podniesione
głosy pozostałych. Przebrałam się w różowe dresy, siwą bluzę i różowe buty.
Wzięłam swoją walizkę na dół.
-gdzie idziesz?- spytała się
zaskoczona Perrie. Wszyscy, oprócz Hazzy byli w salonie.
-idę biegać. A gdzie Harry?
-w kuchni.- odpowiedział mi
Zayn.
-aha. Niall mam prośbę.
-wal śmiało księżniczko.
-zaniósłbyś moją torbę do
cioci.?
-ale jak to?- Wtrącił się Liam
-Li, a jak ty sobie to
wyobrażasz? Mam mieszkać z Harrym pod jednym dachem. Przecież my się
pozabijamy.- mówiąc to od nowa zaczęły lecieć mi łzy. Na szczęście nie
nałożyłam teraz makijażu.
-ale mała! Przecież
przyjechałaś do nas- namawiał mnie dalej.
-Li proszę, nie mogę, będę u
cioci, a pojutrze wracam do Polski.
-NIE, PROSZĘ!- zaczął
histeryzować loczek. Dopiero teraz zauważyłam, że Harry przygląda się naszej
wymianie zdań. Miał opuchnięte oczy, a łzy wciąż mu spływały po policzku. –
Laura, proszę daj mi to wytłumaczyć.
-nie mam czasu, muszę iść.
PA!- szybko wybiegłam z domu chłopaków i pobiegłam przed siebie.
***perspektywa Harrego***
-nie Laura proszę!-
powiedziałem ciszej, bo i tak pewnie mnie nie słyszała, bo była już za
drzwiami. Co ja do cholery narobiłem?! Jestem wściekły na siebie, że pozwoliłam,
żeby ta dziewczyna mnie pocałowała. A tak na marginesie tą dziewczyna była
Angela. To moja dawna znajoma, zerwaliśmy kontakt zanim poszedłem do x-factor.
Teraz przyjechała do Londynu i Paula dała jej znać, gdzie może mnie znaleźć, a
że Paula dowiedziała się ciekawych rzeczy o moim życiu i przekazała je Anglie,
a ta chciała się zemścić. Nie rozumiem jej, ale nigdy nie pogodziła się z tym,
że nie jesteśmy razem. Jednym słowy, spieszyła mi życie, tak jak ja jej przed
laty. Byłem wściekły. Uderzyłem pięścią w ladę tak mocno , że aż zawyłem z
bólu.
-hej Harry, lepiej z nią
pogadaj, bo ona naprawdę wyjedzie, Wisz jaka ona jest uparta.
-wiem, ale ona nawet nie
chce nas słuchać.- wziąłem butelkę whisky i poszedłem do swojego pokoju.
-Hazza nie pij tylko leć do
LAURY!- krzyczał za mną Lou, ale ja musiałem sobie to poukładać.
***perspektywa Laury***
Biegałam dość długo. Dopiero
o 23 byłam w domu, u cioci w domu.
-Laura. Kochanie –
przywitała mnie ciocia.-jak ja się za tobą stęskniłam.
-ja za tobą Kasia też.-
dałam jej całusa w policzek- Kasia mogłabym u was zostać do jutra?
-kochanie. Zawsze, nie
musisz pytać, po prostu przychodź. A czemu tylko do jutra?
-pokłóciłam się z Harrym i
chcę jutro, ewentualnie pojutrze wrócić do Polski.- uśmiechnęłam się każdemu
humor, tylko swoja obecnością. Zaniosłam swoją walizkę do ,,swojego” pokoju i
przebrałam się w siwe spodnie materiałowe, turkusową bluzkę, nałożyłam też
smerfetkę, ale tylko dlatego, że pasowała mi do stroju, a była to moja
ulubiona. Zeszłam na dół. Ciocia siedziała z filiżanką kawy przy stole,
czytając jakąs książkę. Poszłam do kuchni , wzięłam sobie szklankę z sokiem i
dosiadałam się do niej.
-nie przeszkadzam?
-nigdy. haha to teraz mi
powiesz kochana, czemu już chcesz lecieć do domu skoro nie dawno przyleciałaś i
o co poszło z loczkiem.
-Harry mnie zdradził z jakąś
blondyną, nakryłam ich w parku dzisiaj. – nie płakałam, byłam silna, ale byłam
już u kresu wytrzymałości.
-ojej kochanie, bardzo mi
przykro, ale jak to się stało, rozmawiałaś z nim?
-nie, nie mogłam.
-a powinnaś, Wiesz znam
Hazzę i wiem, że to bardzo lojalny chłopka.- wysłała mi ciocia szczery uśmiech
-też tak myślałam
-pogadaj z nim.
-oki.- uśmiechnęłam się do
niej blado
-to teraz chodź, napijemy
się wina i pogadamy- zaprosiła mnie do salonu, usiadałam na sofie, włączyłam
TV. Ciocia przyniosła dwa kieliszki i białe wino.
-Kasia, bo mama pewnie z
tobą już rozmawiała, że chamiałabym tu chodzić do szkoły.
-no tak wspominała.
-ja nie wiem, czy to dobry
pomysł w tej sytuacji.
-czemu?
-bo Harry…-nie dokończyłam.
Bo ciocia się wtrąciła w zdanie.
-Laura kochanie, nie
rezygnuj z życiowej szansy tylko dlatego, że pokłóciłaś się z chłopakiem,
najpierw z nim porozmawiaj, i nawet jeśli już nie będziecie razem, to uwierz mi
nie watro tak ryzykować swojego życia tylko dlatego, że rozstałaś się z
chłopakiem. Dobrze wiesz, że szkoła w Londynie otworzy Ci wiele drzwi do świata
dorosłości.
-tak wiem ciociu. Chyba msz
rację.. mam nadzieję, że się do niej dostanę.
-ale oczywiście . i liczę,
że od września zamieszkasz mieszkasz u nas.
-nie, nie chce robić
kłopotów.
-ale jakich kłopotów, będziemy
szczęśliwi jak będziesz z nami.
-dobrze, przemyślę to.
-dobrze. Ja już lecę spać.
Jutro musze iść jeszcze do pracy,
-ja jeszcze posiedzę chwilę.
-jak chcesz. Dobranoc mała-
przytuliłam ją na dobranoc i dałam buziaka w policzek. Ciocia była już na górze,
a ja nalałam sobie kolejny kieliszek wina, włączyłam jakiś ciekawy film i tak
siedziałam. Szczerze nie wiem co było w filmie, bo dużo myślałam o Hazzie, o
szkole . Koło 3 nad ranem usłyszałam pukanie do drzwi. Wystraszyłam się, ale
nie chciałam, żeby pobudził ktoś domowników. Wzięłam butelkę po winie, które
zdążyłam już wypić i poszłam otworzyć drzwi. Zdziwiłam się mocno. W progu stał
kompletnie piany…
**********************************************************************************************
Podobało się?
Kocham was baaardzo.. dziękuję za to, że tak licznie odwiedzacie ten blog, aż cieplutko na serduszku mi się robi, kiedy widzę wasze komentarze i ile osób czyta bloga.
Dlatego proszę o więcej komentarzyy :**
Całuski .:* ♥
Całuski .:* ♥
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




.jpg)





