niedziela, 17 lutego 2013

rozdział 18 ♥


. Wybiegłam z domu. Wbiegłam na ulicę , słyszałam tylko „Laura, stój. UWAŻAJ!” potem już tylko czarno przez oczami.  Czułam tylko jak fala ciepła przepływa po moim ciele.  Słyszałam głos Loczka jak prze mgłę. Panikował. Potem już odleciałam.

***oczyma Harrego***

-Laura, nie, proszę obudź się. Kochanie nie zostawiaj mnie!!!!- krzyczałem na cały głos. Nie reagowała. Histeryzowałem. Nie wiedziałem co się dzieję ze mną, nie zauważyłem nawet tłumu ludzi, który się zebrał wokół nas. Kierowca samochodu, który potrącił mojego Skarbka zadzwonił na pogotowie.
-proszę pana, proszę odejść, musimy ją szybko przewieź do szpitala.- mówiła do mnie sanitariuszka, ale ja nie reagowałem, płakałem, tępo wpatrując się w zakrwawione ciało mojej kochanej Laury,
-proszę pana!- krzyknęła mi do ucha. Nic. Zero reakcji. W końcu Jakiś koleś mnie odepchnął.
-cholera, zatrzymanie pracy serca! RKO szybko!- usłyszałem, od razu się ocknąłem. Jeszcze bardziej się rozpłakałem. Podeszłą o mnie jedna z sanitariuszek, chyba ta sama, która próbowała mnie odciągnąć od mojej małej
-wszystko będzie dobrze, proszę się uspokoić jest w dobrych rękach.- mówiła spokojnie. Podała mi jakieś tabletki.
-proszę to wypić, to leki na uspokojenie- posłuszni wypiłem to co mi podała, zapakowali szybko Laurę do ambulansu, kobieta, która dała mi leki, spytała jeszcze szybko:
-jedzie pan z nami?
-oczywiście.!- szybko wskoczyłem do karetki . W środku, jeszcze utrzymywali parametry życiowe Laury. Ja schowałem twarz w rękach i płakałem. Uświadomiłem sobie, że mogę ją stracić. Dojechaliśmy do szpitala. Laurę od razu przewieźli na blok operacyjny. Ja usiadłem przed nim  i płakałem. Czas się niemiłosiernie dłużył, sekundy były jak minuty, minuty jak godziny. . . koło godziny 23 zadzwonił do mnie Niall. (N-Niall, A- Ala, H-Harry, L-Louis)
N: Hazza gdzie wy jesteście, gołąbeczki?- miał bardzo dobry humorek, ja tylko płakałem do telefonu, nie byłem w stanie nic powiedzieć.
A: co się stało Harry?- spytała AL. Pewnie Niall dał na głośno mówiący.
N i A: Harry?!- spanikowali
H: jestem w szpitalu, Laura miała wypadek i jest na bloku. – wyjąkałam do telefonu. Słyszałem jak Ala się rozpłakała,
N: c…co? – wydukał Niall.
H: …
L: w którym szpitalu jesteś?
H: na Harly Street. - rozłączyli się. Ja dalej siedziałem. Chwilę później byli przy mnie moi przyjaciele.  Pierwsza w objęcia rzuciła mi się Al.
-Harry będzie dobrze prawda? Ona przeżyje. ?!- widać, że biedna to przeżywa.
-Al., będzie dobrze zobaczysz.- uspokajał ją blondynek, który też płakał.
  Siedzieliśmy tak wszyscy w milczeniu całą noc. Wszyscy spali oprócz mnie i Al.
-Harry chodź może po jakąś kawę- zaproponowała Al., która była opuchnięta od płaczu. Żal mi mi jej robiło. Biedactwo może stracić najlepszą przyjaciółkę przeze mnie.
-dobrze. – poszliśmy do automatu na końcu korytarza.
-Harry, jak w ogóle doszło do wypadku?- spytała, no to teraz będzie źle ze mną. Zaczęły od nowa lecieć mi łzy.
-Laura siedziała przy kąpie i przeglądała TT. Jakaś fanka wysłał jej moje zdjęcie z jakąś dziewczyną, nie widziałem dokładnie tego zdjęcia, ona wybiegła z domu, nie chciała mnie słuchać, wbiegła na ulicę, a ja nie zdążyłem dobiec. – rozpłakałem się na dobre, zresztą Ala też płakała.- wiem Al. Że teraz uważasz mnie za skończonego dupkiem, o to moja wina, ale ja na prawdę jej nie zdradziłem, na pewno nie kolejny raz za bardzo ją kocham,. – ku mojemu zdziwieniu Ala mnie przytuliła.
-nie martw się, będzie dobrze, nie musisz się obwiniać, wiesz jaka jest Laura narwana, wszystko ocenia pochopnie.
-dzięki Al. Ale i tak czuję się winny.
-nie obwiniaj się dobrze?
-spróbuję, kupujemy tę kawę?
-jasne. Chodź .-kupiliśmy sobie po kawie i wróciliśmy do reszty. Koło 5 nad ranem wyszedł lekarz z Sali operacyjnej. Szybko się zerwałem i podbiegłem do niego.
-panie doktorze, co z Laurą?
-a pan jest kimś z rodziny?
-jestem jej chłopakiem.
-zapraszam do gabinetu. – udałem się za lekarzem. Pokazałem tylko laurze, żeby obudziła wszystkich.

***oczyma Ali***
Obudziłam wszystkich, podczas kiedy Hazza poszedł do gabinetu lekarza.
-Niall, kochanie, obudź się proszę
-co jest kochanie? Co się stało? Coś z Lau?!- od razu się ocknął.
-nie wiem właśnie Harry poszedł z lekarzem – wtuliłam się w jego pierś i płakałam.
-kochanie wszystko będzie dobrze zobaczysz,- dobrze, że był przy mnie , taki chłopak to skarb.
-możesz obudzić wszystkich, ja pójdę to toalety.
-jasne,
Kiedy wróciłam wszyscy już siedzieli z kubkiem kawy.
-jedźcie do domu, nie ma sensu, żebyście tu siedzieli.- powiedziałam do reszty
-nie ma mowy, zostajemy- oburzył się Zayn.
-Zayn, ale dam wam znać jakby co, jedźcie się wyspać.
-Al. Proszę to nasza przyjaciółka musimy tu zostać, musimy przy niej być. Bynajmniej ja zostaje-powiedział Lou , stanowczo.
-ja też zostaje- zapewniła reszta.
-jak chcecie., wiecie co, cieszę się, że razem z Lau poznałyśmy tak wspaniałych przyjaciół. Jesteście kochani.
-to my się cieszymy, że was poznaliśmy- powiedział Niall całując mnie delikatnie w policzek.
-nawet nie wiecie, jak Lau szalała za wami w Polsce.
-czyli jesteście jednak Directioners.
-no jasne. TRU DIRECTIONERS – zebrało mi się na wspomnienia,
-hej to świetnie. – mówił Louis. Jak Lau wyjdzie ze szpitala to musimy was przedstawić fankom, najlepiej na naszym koncercie, - Louis się fascynował.
-o ile w ogóle z tego wyjdzie- szepnęłam pod nosem tak, żeby mnie nikt nie słyszał, ale niestety Niall był za blisko.
-kotku, nie bądź pesymistką, będzie dobrze zobaczysz. Po około pół godzinie, przyszedł Harry, bardzo zapłakany. Zerwałam się na równe nogi.
-Harry co z nią?- loczkowi ugięły się kolana, oparł się o ścianę i zjechał w dół po niej. – Hazza, proszę powiedz mi. – klęknęłam przy nim .
-Lau miała krwawienie wnętrze, bo pękła jej śledziona, na szczęście udało się wszystko zatamować, ale ma też poważny uraz głowy- i tu uciął , dusząc się Łazami.
-Hazza?
-i uraz kręgosłupa- zamilkłam.
-co jej grozi?- spytał jak zwykle racjonalnie myślący Liam.
-może stracić sprawność w nogach.
-c…co? – spytał Zayn.
-przecież ona się załamie, nie będzie mogła biegać i tańczyć.- powiedział załamany Niall- to ją zabije. – [płakaliśmy wszyscy.
- to moja wina, wszystko przeze mnie.
-nie obwiniaj się już!- wrzasnęła na nie Ala.
-ej a dzwoniliście do Kasi i rodziców Lau?- spytał Li. Wszyscy zrobili oczy jak pięciozłotówki. Wszyscy zapomnieli o poinformowaniu rodziny.
-ja pojadę do Kasi, pewnie słyszał coś, przecież to koło niej było.
-ja zadzwonię do rodziców Laury- zaoferował się Harry. Odszedł kawałek i wybrał numer. Rozmawiał dość długo z nimi, a z oczu lały mu się łzy.
-co powiedzieli?- spytałam jako pierwsza.
-spytali jak mogłem do tego dopuścić, przecież miałem się nią opiekować.
Będą tu niedługo. Byli bardzo zrozpaczeni
-ojej ale co się dziwisz to jest ich jedyna córka, oczko w głowie.
-wiem, zawiodłem, najgorsze będzie, jak nie pozwolą jej . – razem z Niellem pojechaliśmy do Kasi, ona też nie przyjęła tego najlepiej. Poszliśmy jeszcze do domu po jakieś rzeczy dla Laury. Wróciliśmy do szpitala. Kasia już była na miejscu, uspokajała Hazzę. Chłopcy z dziewczynami pojechali do domu, odświeżyć się i przespać chwilę , będą później. Zostałam tylko ja z Niellem i oczywiście loczek.
-Kasia, możemy pogadać. ?-
-jasne, mała.
-bo wiesz, jak Loczek dzwonił do rodziców Lau oni go obwiniają, a to nie jego wina, jak tu przyjadą możesz załagodzić sytuację. ?
-postaram się z nimi pogadać ,ale cudów nie obiecuję.
-dzięki. – przyszedł lekarz do nas.
-panie Styles jeśli pan chce to może pan wejść na chwile do panny Laury, jej stan jest na razie stabilny. Ale tylko chwilę.
-dobrze dziękuję . – Loczek zniknął za szklanymi drzwiami. Obserwowaliśmy go zza  szyby.

***perspektywa  Harrego***
Podszedłem do łóżka, na którym leżała moja kruszynka. Była bardzo blada, wyglądała tak krucho. Usiadłem na krześle koło jeje łóżka i delikatnie chwyciłem za rękę.
-witaj kochanie, wiem, że pewnie mnie nie słyszysz, ale wiedz, że jestem przy to tobie i bardzo cię kocham. – kolejny raz tego nieszczęsnego dnia płakałem, pocałowałem leciutko dłoń mojego Skarbka. Siedziałem z nią i zapewniałem jak bardzo ją kocham. Nagle zaczęły maszyny przeraźliwie piszczeć, nie wiedziałem co się dzieje. Do Sali wbiegli lekarze i mnie wyprosili. Reanimowali moją Laurę, a ja nie mogłem nic zrobić, jedynie patrzeć jak powoli ją tracę. PO chwili wyszedł lekarz.
-mam dla państwa, niezbyt dobrą wiadomość. Musieliśmy wprowadzić Laurę w śpiączkę farmakologiczną. Jej stan jest stabilny i nic nie zagraża jej życiu.
-a ile będzie w śpiączce?
-wydaje mi się, że ok. . tygodnia, chyba, że jej stan nam nie pozwoli na to.
Opadłem bezsilnie na podłogę. 

**********************************************************************************
proszę o komentarze. :D

kocham was :*

1 komentarz: