specjalnie dla Patrycji, żeby nie zeszła mi na zawał. :* ♥
Przepraszam, że taki słaby,ale nie miałam weny za wiele.
********************************************************
-co…co ty tu robisz?-
zdziwiłam się, Jak on się tu znalazł, skąd?
-jak to co stoję.
-jak to co stoję.
-tsa, ale skąd wiedziałeś,
że jestem właśnie tu?
-nie wiedziałem,
przyjechaliśmy do Nowego Yorku, bo mamy jutro tu koncert, chciałem się przejść,
a ten park jest najbliżej. Usłyszałem twój dzwonek i zorientowałem się, że tu
jesteś. No wiesz, nie wszyscy mają moją solówkę, którą sama nagrałaś na
dzwonku- uśmiechnął się zadziornie.
-no tak.
-skoro cię już znalazłem, to
wrócisz ze mną do domu? I powiesz mi o
co w tym wszystkim chodzi?- spytał lekko się uśmiechając, widziałam tę
ciekawości w jego zielonych oczach. Spojrzałam na Katie. Ona tylko się
uśmiechała i kiwała głową.
-jasne, widzę, że Katie ma
mnie już dość.- zaśmialiśmy się tylko.
-Laura, nigdy nie będę mieć
ciebie dość- podeszłą do mnie moja przyjaciółka i mocno mnie przytuliła.- to do
zobaczenia później.
-tak, na razie- pomachałam
tylko odchodzącej Katie i spojrzałam na loczka. – przepraszam, że uciekłam, tak
bez wyjaśnienia, ale ja na prawdę nie wiedziałam co mam zrobić w tej sytuacji.-
spuściłam głowę.
-ale o jaką ci sytuację
chodzi? Ja nic nie wiem.- pytał zdezorientowany i trochę zniecierpliwiony
Harry.
-może nie tu, chodźmy
gdzieś, gdzie będziemy sami.
-dobrze, chodźmy do hotelu.
-jasne- kierowaliśmy się
wolnym krokiem do tymczasowego miejsca zamieszkania chłopaków, rozmawiając co
się działo u chłopaków przez ten tydzień. Tzn. ja wszystko wiedziała, bo
kontaktowałam się z Naillem. One jedyny o wszystkim wiedział. Doszliśmy po
jakiś pół godzinie. Weszliśmy do pokoju lokersa. Na szczęście nie spotkaliśmy
żadnego z chłopaków. Rozgościłam się w pokoju Hazzy .
-a więc…?-zaczął
niecierpliwy Hazza
-ale ty jesteś cholernie
niecierpliwy.
-noo wiem
-no więc…usiądź, może
lepiej, bo upadniesz z wrażenia jeszcze.
-Lauraa no nie przeciągaj.!
-dobra dobra, już mówię. A
więc wyjechała z Londynu, żeby sobie wszystko przemyśleć, prawdę mówiąc miałam
już od ciebie odejść, żeby nie mniszyć waszej kariery- kiedy to mówiłam
Harry’emu powiększały się tylko oczy.- Harry, bo ja… jestem w ciąży- to
ostatnie powiedziałam prawie szeptem, a głos mi się załamywał. Harry „upadł” na
krzesło.
-możesz powtórzyć?- zapytał
zdziwionym Harry
-jestem w ciąży-
powiedziałam już donośnym głosem. Cisza. Głucha cisza.
-harry powiedz coś?-
błagałam go, w głowie miałam już same czarne scenariusze,.
-będę ojcem- powiedział
cicho, tak jakby do siebie- będę ojcem-!!- teraz się już darł. Podskoczył z
krzesła i zaczął skakać jak poparzony drąc się niemiłosiernie.- jeeeeeej!-
rzucił się na mnie, zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się jak opętana,
krzycząc,żeby mnie puścił. Brzuch już mnie bolała od śmiechu. Na pewno pół
hotelu nas słyszało.
-harry proszę, puść mnie
już!- odsunął się lekko ode mnie i namiętnie mnie pocałował.
-głuptasie, to
najwspanialsza wiadomość na świecie. Jak mogłaś coś takiego zrobić, w ogóle
pomyśleć. Ty i dzidziuś jesteś ważniejsi od kariery, ważniejsi od wszystkiego
-naprawdę?
-jasne.- i znów zachłannie
wpił się w moje usta. Nagle do pokoju wpadli chłopcy. Oderwaliśmy się od siebie
i gapiliśmy na nich jak na debili, a oni na nas.
-LAURA!!!- krzyknęli nagle i
rzucili się na łóżko, na którym leżałam, tuląc mnie z całej siły.
-dobra, bo się duszę-
wykrztusiłam.
-wróciłaś do nas, wreszcie!-
krzyknął Li.
-wróciłąm i na razie się
nigdzie nie wybieram. – uśmiechnęłam się ślicznie do nich.
-ale czemu Harry ty tak
krzyczałeś?! -spytał Lou- krzyczałeś na Laurę! Ty bydlaku!- histeryzował Lou,
gadał jak opętany, ja się składałam ze śmiechu, zresztą Harry też.
-on na mnie nie krzyczał.
-to na kogo?- zdziwił się
marchewkowy.
-raczej ze szczęścia, więc
nie masz się o co martwić- uśmiechnęłam się do niego i poklepałam go po
ramieniu.
-a co go tak uszczęśliwiło.?
-chcesz wiedzieć? – spytała
zadziornie ruszając brwiami.
-no chcę.
- na pewno?
-tak.
-ale jesteś pewien ?
-no mów!- zniecierpliwił
się.
-dobra…. Więc Harry jest
szczęśliwy, bo…. Harry powiemy mu?!- odwróciłam
się do Loczka, który tylko stał i się przysłuchiwał, naszej
inteligentnej wymianie zdań.
-no nie wiem- odpowiedział
mi , siadając za mną i całując delikatnie w szyję.
-no mówcie!- krzyknęli
wkurzeni chłopcy.
-no dobraaa.
-Laura jest w ciąży!!-
krzyknął Harry. Chłopcy osłupieli.
Pomachałam im przed twarzami. Jak się wybudzili z transu, rzucili się na
nas, w końcu wylądowaliśmy na podłodze. Był wielki krzyk i chaos. W końcu się
podnieśliśmy z podłogi. Grzecznie nam pogratulowali.
-już sobie wyobrażam nas
Harry w parku z wózkami!- krzyczał Lou.- ale będzie fajnie.
-o a ja widzę rodzinny
piknik One Direction. Dużooooooo jedzenia i nas grających w piłkę, dziewczyny latające za dziećmi. No może oprócz
Perrie i Ali, bo nam się jeszcze chyba nie spieszy. – zaśmiał się rozmarzony
blondynek. Wzięłam poduszkę i walnęłam go w łeb.
-a za co to?- spytał
zdziwiony.
-za chęć do życia i miłości
do ojczyzny- powiedział do niego po polsku.
-co ? co to ma znaczyć?- nawijał po polsku do
mnie.
-eh nic.
-dobra wynocha z pokoju,
chcę pobyć sam z moją dziewczyną- wyrzucił ich Harry z pokoju.
-a co będziecie robić? –
poruszył zadziornie brwiami Lou
-a nie twoja sprawa. –
odgryzł mu się loczek
-w sumie nie musze się o was
bać, bo co mieliście zrobić to zrobiliście- wystawił nam język, złapałam druga
poduszkę i chciałam niego rzucić, ale uciekł skubany. Harry złapał mnie w pasie
i zaczął całą obcałowywać. Postanowiłam się z nim pobawić. Odsunęłam się od
niego.
-hej co jest? – spytał
podchodząc do mnie.
-nie chce mi się nic.-
rzuciłam się na sofę włączają TV.
-no weź, musiałem tydzień
wytrzymać.
-Harry|! Ty erotomanie
jeden!- krzyknęłam, śmiejąc się jednocześnie. Loczek zrobił tylko oczka jak kot
ze Shrek. Nie miałam serca z nim się droczyć. Uległam jego urokowi.



.jpg)



.jpg)







.jpg)


