niedziela, 25 listopada 2012

rozdział 8 ^^


Wstałam rano z nie dużym kacem. Ale za to płuca mnie strasznie bolały. Myślałam, że umieram. Wstałam po jakimś czasie zwijania się z bólu. Nie miałam w ogóle siły. Leniwie zeszłam z łóżka i powędrowałam do garderoby, po jakiś strój. Założyłam zwykłą różową bokserkę i szare dresy. Weszłam do łazienki, wzięłam prysznic, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Kasia o dziwo była w domu. Adam już dawno był w wytwórni i pewnie „znęcał” się nad jakimś zespołem.
-hej Kasia. A ty nie w pracy?
-a nie. Dzisiaj mam wolne. – uśmiechnęła się do mnie promiennie. Podała mi filiżankę kawy i usiadłyśmy przy stole.
-a gdzie jest Alka i Michał?
-u chłopaków. Nocowali nu nich.
-a ty nie chciałaś? Nie polubiłaś ich?
-ja nie mogłam. Bardzo ich polubiłam, nawet za bardzo.
-hej młoda co się dzieje?
-nie nic. Takie młodzieńcze rozterki.
-mów małą. Przecież ci pomogę.
-no bo podoba mi się chyba Harry.- powiedziałam pół szeptem i spuściłam głowę.
-ale to nic złego. To świetnie.
-nie do końca. On jest gwiazdą. Może mieć każdą. A po za tym nie jestem w jego typie chyba. Wczoraj całował się w klubie z jakąś sexy blondyną. A do tego wszystkiego ja i tak z tond nie długo wyjadę.
-och kochanie. Nie możesz tak mówić. Fakt jest gwiazdą, ale znam go dobrze i nie zachowuję się jak rozpieszczona gwiazdeczka. Stara się żyć naprawdę normalnie. Jest wspaniały, zresztą jak całe One Direction. Adam często przyprowadza jakieś gwiazdeczki do domu i muszę powiedzieć z ręką na sercu, że chłopaki to kompletne przeciwieństwo gwiazd. Oni cieszą się życiem, są pełni energii, szczęścia. Chwytają każdy dzień. A ich przyjaźń.? Jeden ma kłopot to reszta rzuca wszystko i są razem w złych i dobrych chwilach. A Harry jest naprawdę wrażliwym chłopcem. Może kiedyś pogubił się, dziewczyny zawróciły mu w głowie, ale teraz jest całkiem inny. Uwierz mi. A jeśli chodzi o ciebie, to jesteś śliczną laską. Nie pozwól, żeby jakikolwiek facet zniżył twoją samoocenę. Liczy się to co masz w głowie, to czy można ci zaufać, można szczerze pogadać na każdy temat. Ni jest ważne czy masz figurę modelki i coś w cyckach. I jeszcze jedno. Pogadaj z nim szczerze. To pomoże. Zaufaj mi.
-dziękuję Kasia za to. Dałaś mi dużo do myślenia- przytuliłam ją- muszę to wszystko na spokojnie poukładać.
-mądra dziewczynka. Dobra idę się ogarnąć, a ty zadzwoń do Alki i Michałą, gdzie są .
-dobrze.
Kasia poszła na górę, a ja wzięłam telefon. Wahałam się do kogo dzwonić. Al. Jest pewnie zła za moje zachowanie, Michał będzie na pewno krzyczał, że źle się zachowałam. Zachowuje się czasem jak mój starszy brat, którego nie mama, a tak naprawdę jest rok młodszy. Do kogo dzwonić? Hm…Wybrałam numer do Lou.
-heeej Lou.- powiedziałam nie pewnie
-Laura?
-yy. Tak?
-cześć. Jak miło cię słyszeć z samego rana. Co tam? Jak głowa?- zaczął świergotać mi do słuchawki.
-cześć Lou. Mam prośbę
-wal śmiało młoda.
-jest gdzieś koło ciebie Al., czy Mi?
-no jasne, są wszyscy. Jemy śniadanie. Już ci ją daję.
-niee- krzyknęłam od razu. Mam tylko nadzieję, że nie słyszał
-yy.
-nie ważne Lou. Powiedz i proszę, że Kasia się pyta o której wrócą i czy w ogóle wrócą dzisiaj.
-jasne
-Kasia się pyta czy wracacie dzisiaj do domu.- powiedział Lou po drugiej stronie
-nie my się zbieramy.- powiedziała Al
-hej a może zrobimy dzisiaj takie nocowanie? -powiedział szczęśliwy Harry
-to świetny pomysł.- krzykną chyba Naill
-a możemy zostać u was na noc? -spytała nie pewnie Al.
-nie skomentuję ok. Nie będę odpowiadał na takie głupie pytania.- powiedział śmiejący się Naill
-słyszałaś Laura?
-jasne. Powiem Kasi, że zostaną u was na noc. PA- rozłączyłam się nie dając mu nic powiedzieć. Zawsze tak robię, ale wiem, że będzie chciał mnie wyciągnąć. A ja na razie muszę wszystko poukładać, i jeszcze sprawa z Al. Wrr… życie jest do dupy.

***perspektywa Alice***
-i co ?
-nie wiem. Powiedziała, że słyszała, powie Kasi, że WY będziecie u na spać i się rozłączyła. Tak bez słowa.
-zawsze się tak rozłącza.
-aha?
-no, ale co z nocowaniem.?- spytał w pewnym momencie Harry
-znając ją to jest nieźle zła. I za pewne nie przyjdzie. – widziałam jak świecące oczy Hazzy tracą blask, a uśmiech z twarzy momentalnie zgasł. Szkoda mi go było. Widać , że leci na Lurę w promieniu kilometra.       Ta chemia?
-Harry możemy pogadać?
-jasne chodź do mnie.
-oki.- udaliśmy się Na górkę
-rozgość się.
-powiedz mi. Czujesz coś do Laury ?
-co?!
-nie udawaj. Mów mi tu szybko. Tylko szczerze. – posłałam mu zachęcający uśmiech.
-oki. Tak strasznie mi się podoba. Jest inna. Jest wspaniała. Nie wiem czy czuję coś do niej, ale lecę na nią jak mysz na ser.
-no i prawidłowo. A ja wiem, że ty jej się też podobasz- puściłam mu oczko. Lekko zarumienił się, oczy zalśniły, a w policzkach pokazały się dołeczki, ale zaraz oparł się o ścianę i schował głowę w ręce
-co jest?
-ja się wczoraj całowałem z jakąś blondynką. I najprawdopodobniej ona to widziała. Dlatego była taka zła.
-co zrobiłeś?!- krzyknęłam aż na niego
-ja nie chciałem.
-ale jak chcesz ją zdobyć ?
-nie wiem.
-teraz potrzebuje kilku dni, żeby sobie wszystko poukładać. Dajmy jej spokój.
-skoro tak mówisz.
-wszystko będzie dobrze.
-wiem.-zeszliśmy na doił.
Dzisiejszy dzień był pełen zabaw i gier. Najlepszy dzień w moim życiu. A do tego zbliżyłam się do blondynka. Jest taki słodki.

***perspektywa Laury***
Ten dzień był bardzo nudny. Siedziałam z dzieciakami, oglądałam, gotowałam i czytałam książkę. Takie też były kolejne dni.  Z Al. Praktycznie się mijałyśmy. Jak ona przychodziła do domu to ja zamykałam się w pokoju z Ipponem i słuchawkami. Gdy ona wychodziła do chłopaków dopiero wychodziłam. A o związku Al. Z blondynem dowiedziałam się dopiero teraz z Facebooka. L. To przykre bo t6o moja najlepsza przyjaciółka. Chłopaki też do mnie wydzwaniali, ale nie odbierała, często siedzieli na balkonie. Śmiali się, wygłupiali. Brakowało mi tego bardzo. Któregoś dnia, wieczorem też siedzieli i śpiewali swoje piosenki. Był tam Michał i Al. Bawili się świetnie. Harry cały czas parzył w moją stronę, widziałam ten smutek w jego oczach, ale czym on może być spowodowany? Z ukrycia obserwowałam  ich. Harry w końcu się chyba wkurzył i wyszedł z balkonu. Też postanowiła już się położyć. Chwilę później słyszałam jak ktoś dzwoni do drzwi. Pomyłam wtedy, ze Michał zapomniał kluczy. Słyszałam jak ktoś wchodzi po schodach i otwiera moje drzwi. Zapaliłam małą lampkę i odwróciłam się. W moich drzwiach stał/a…

***************************************************************
Akcja w końcu się rozkręci. Będą nowe związki ^^ 
 KOCHAM Vicki
 Laura:
 Alice:

czwartek, 22 listopada 2012

rozdział 7 ♥♥♥♥♥♥♥


Gdy byliśmy już w klubie, Naill zaciągną od razu Alkę na parkiet. Chyba przypadli sobie do gustu. W sumie ładnie ze sobą wyglądają. Ja siadłam razem z chłopakami do stolika. Miałam szanse właśnie poznać ich dziewczyny. Weszły zaraz po nas. Zrobiły takie wejście smoka. Co mnie z dziwiło, że są trzy. A parzcież Liam, Harry, ani Naill nie chwalili się dziewczynami. Harry zauważył, że patrzę się na dziewczynę w kręconych włosach, nachylił się nad mim uchem i powiedział tak, aby nikt nie usłyszał:
-to byłą dziewczyna Liama
-jak była, to czemu…?
-bo oni się bardzo kochali, kochają, ale nie mogą być razem. Mieli za mało czasu dla siebie i się przez ostatni czas bardzo kłócili. Do tego media mówiły, że Liam ją zdradza. Ona tego nie kupiła, ale i tak się rozstali. Zostali przyjaciółmi.
-aa, już kapuję. A  wy chcecie ich spiknąć. haha
-dokładnie. Bystra jesteś młoda.
-dzięki.
 W tym czasie dziewczyny podeszły do naszego stolika. Przywitały się z chłopakami. Widziałam tą chemię między Liamem a tą dziewczyną, nawet w ciemnym klubie. Podeszłą do mnie zgrabna brunetka. Nie wiedziałam jak się zachować. Wstałam więc:
-jestem Eleanor Calder. Dziewczyna Lou
-miło mi. Jestem Laura.- ciepło się do niej uśmiechnęłam a ona to odwzajemniła. Kurde jaka ona jest ładna …chowam się przy niej. Ja przy niej to szara myszka. Podeszłą do mnie teraz „dziewczyna” Liama:
- Danielle Peazer. Miło cię poznać. Chłopcy zdążali mi o tobie już opowiedzieć.
-Laura. Miło cię poznać. Mam nadzieję, że nie przedstawili mnie jako czarownicy.- powiedziawszy to ostatnie, usłyszałam śmiechy reszty.
-hahah nie, nie skąd. Same pozytywy
Na koniec podeszłą blondynka.
-Perrie
-Laura miło mi.
Uśmiechnęłam się do niej najbardziej promiennie, ale ona zrobiła grymas męczennicy na twarzy i zajęła  miejsce obok Malika. Wtuliła się w niego. Ja usiadłam na moim wcześniejszym miejscu. Nie powiem trochę mnie szokowało jej zachowanie. Dan I El emitują taką pozytywną energią, a Perrie mnie chyba nie polubiła, chociaż mnie nie zna. No szkoda. Czułam się nie swojo w towarzystwie chłopaków i dziewczyn. Wstałam i chciałam pójść jak najdalej.
-gdzie idziesz Laura?- usłyszałam ciepły głos Hazzy.
-Em…idę zaczerpnąć świeżego powietrza.
-aha. Dobrze nie zatrzymuję, tylko wracaj szybko.
-jasne.- rzuciłam do niego tylko i wyszłam.  Zaraz za mną przyszłą Al.
-hej czemu się nie bawisz?
-a tak jakoś nie swojo się czuję w towarzystwie dziewczyn.
-oj przestań, na pewno są super. Muszę je poznać.- dała mi buziak w polik i wbiegła do środka. No tak Al. Zawsze była towarzyska. Ja byłam trochę wkurzona, ale na siebie. No nic. Wzięłam telefon. Odeszłam kawałek. Zadzwoniłam do rodziców.
(M-mama, L-Laura)
L: cześć mamuś!
M: kochanie, cześć. Jak tam u was?
L: oh. Mamuś jest genialnie. Poznaliśmy nowych znajomych. Są to sąsiedzi cioci.
M: to świetnie. A nie robicie cioci kłopotów?
L: nie skąd. Jeszcze pomagamy. Opiekunka do dzieci się rozchorowała i teraz my się nimi zajmujemy.
M: To świetnie. A jak Michał?
L:  a dobrze. Nie skarży się, że jest tylko z dziewczynami. Jak mówiłam poznaliśmy sąsiadów Kasi i są to naprawdę mili chłopcy.
M: chłopcy powiadasz?
L: tak mamo, ale no weź…!
M: no przecież nic nie mówię.
L: ale pewnie myślisz i teraz się chytrze uśmiechasz.
M: wcale nie.
L: jak nie jak tak. Jest ich piątka, z tego trzej są zajęci i Naill chyba zarywa do naszej Alki.
M: i jeden dla ciebie?
L: nie mamo. Proszę.
M: dobrze ,dobrze.
L: mamuś ja kończę. Pogadamy jutro na skype. Papa
 Nie czekając, aż mama odpowie rozłączyłam się. Zawsze tak robię i pewnie wszystkich tym irytuję, ale mnie to trochę bawiło. Zadowolona odwróciłam się gwałtownie i chciałam wrócić do klubu, ale wpadłam na jakiegoś chłopaka. Dobrze, że mnie przytrzymał, bo inaczej byśmy obydwoje runęli.
-oj przepraszam,. Nie zauważyła.
-nic się nie stało. Jestem Logan.
-Laura. Miło cię poznać. Jeszcze raz przepraszam.
Oddaliłam się od chłopaka i weszłam do klubu. Reszta była już na tyle piana, że film się pewnie urywa. Oh, będzie kac. Tylko Liam i Dan się trzymali. Li chyba wypił tylko jednego drinka. Poszłam do stolika. Wszyscy byli oprócz Harrego. Zdziwiło mnie to ,poszłam go poszukać. Znalazłam go dopiero po 15 minutach. Siedział w kącie. Podeszłam bliżej. Nie był sam. Całował się z jakąś blond Barbie. Łzy mimowolnie napłynęły mi do oczu. Wybiegłam z klubu. Przebiegłam przez ulicę. po drugiej stronie był park. Usiadłam na jakieś ławce. Zalałam się łzami. Co ja sobie w ogóle myślałam? Ale jestem głupia. Gdzie ja ,taka szara myszka mogłabym się mu spodobać. A mam to gdzieś. Otarłam zły, poprawiłam szybko nieład na mojej twarzy i powolnym, krokiem ruszyłam do klubu. Weszłam do klubu, jak gdyby nigdy nic. Usidłam z resztą. Byłam zła na siebie coraz bardziej. W końcu nie wytrzymała. Dopiłam swojego drinka, którego uprzednio  przyniósł mi Zayn. Alka bawiła się świetnie. Zresztą Michał też znalazł jakąś dziewczynę. Ale wracając do Alice to nigdy nie widziałam jej takiej wyluzowanej. Ale to dobrze. Wypiłam drinka do końca. Zbliżyłam się do Malika, widziałam tą złość w oczach tej nadętej blondyny, ale mam na nią wyjebane.
-hej Zayn!
-hej mała. Co jest?
-a coś musi być?
-yy…no nie wiem- powiedział trochę zmieszany.
-mam sprawę.
-wal śmiało.- powiedział i się wyszczerzył.
-bo ja wiem, że palisz.
-no i co w związku z tym?
-no i ja potrzebuję jednego.- powiedziałam mu na ucho. Widziałam, że jego blond zaraz pęknie ze złości. W sumie to nie wiem co jej zrobiła.-a wiesz nie mogę sobie sama kupić.- to był jedyny mój pomysł, żeby się wyluzować.
-oj nie wiem, czy mogę. Jesteś nie letnia- powiedział uśmiechając się cwanie.
-no nie, drinka mi kupujesz, a fajki nie dasz?
-nie, nie…nie do końca.
-co?
-…
-to dasz mi?
-jasne, że tak. Tylko się droczę.
-super. Dzięki wielkie.- Dałam mu całusa i ładnie  podziękowałam. I bum jego Barbie się już wkurzyła. Wiedziałam, że jak mnie Al. Albo Michał złapią to będzie ze mną kiepsko. Wyszłam przed klub i odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się.
- o kurde jakie mocne- powiedziałam do siebie.
-nie wiedziałem, że palisz-powiedział dość znajomy głos, ale i tak się wystraszyłam. Odwróciłam się. Był to Harry
-bo nie palę.
-widzę.- powiedział tak oschle, jak nie Harry.
-yhy.- w tym samym czasie podeszła Alka. O nie! już się boję
-CO TY WYPRAWISZ LAURA!!- wydarła się chyba na pół Londynu
-yy…nic, nic.
-a to?!- okazałą na papierosa
-to? A to. To tylko na rozluźnienie.
-dawaj!- wyrwała mi go i rzuciła na ziemie gasząc go przy tym.- nie ma!
-ok., ok.
-od kogo go masz?
-yy od nikogo.
-od Malika. On takie pali- wtrącił Harry. Zgromiłam go wzrokiem. Nie chciałam go wydać, ale ten przygłup musiał wkopać go i mnie.
-ja sobie z nim pogadam jutro!- oburzyła się Al. Ona jest przewrażliwiona na tym punkcie. Kiedyś jak w Polsce paliłam to nie odzywała się do mnie prawie trzy tygodnie. Nie tolerowała tego, bo jej kuzyn zmarł parę lat temu na raka płuc, bo za dużo palił. Biedny. Alka się wtedy załamała. Wszystko się komplikowało, Harry był dla mnie oschły, do tego jeszcze Al. Jest na mnie zła, a jeszcze jak się Michał dowie. Nie chce wiedzieć co będzie. Wkurzyłam się.
-wiecie co ?!dajcie mi spokój.!- krzyknęłam już wkurzona. Złapałam pierwszą lepsza taksówkę. Wsiadłam do niej. Przez otwarte okno powiedziałam do oszołomionej Alki:
-miłej zabawy, ja jej już nie psuję. Nie wracaj tylko za późno.- przerzuciłam wzrok na Hazzę, posłałam mu smutne spojrzenie i kierowca ruszył.

***perspektywa Harrego***
Te smutne oczy. Nie wytrzymam. Tak mi na niej zależy. Znamy się parę dni, a ja wiem, że jest wyjątkowa. Jest inna. Nie leci na naszą sławę, ani na naszą kasę. Jest po prostu sobą. A ta dziewczyna co się z nią całowałem w klubie? Nie znam jej. Przyczepiła się podczas tańca. Potem usiadłem z nią, a ta się rzucił na moje usta. Wiedziałem, że Laura gdyby to zobaczył, to na pewno by się ze mną nie umówiła. Mm…ale czemu była tak smutna i tak oschła dla mnie? Nie wiem. Spytam El ,ona się zna. Razem z Al. Wróciliśmy do klubu. Gdy otrząsnęła się z szoku. Chyba tak akcja to jednorazowy wybryk Laury, bo Alice wygląda na zdezorientowaną. Przy stoliku siedział tylko Naill  Lou i El. Blondyn jak zobaczył Al. Porwał ją w tany, a ja usiadłem obok El. Zacząłem rozmowę:
-słuchaj El mam sprawę. Do czasu jak tu [przyjechaliśmy Laura była wesoła i ciepła. W klubie coś jej się stało i była wkurzona. Zaczęło się od papierosa, potem wydarła się na swoją najlepszą przyjaciółkę, wsiadał tak nagle do taksówki i pojechała do domu, przed odjazdem posłałam mi smutne spojrzenie a do tego była taka….taka oschła.
 -widziałam jak wybiega. Raz była chyba bliska płaczu. Może widziała jak się całowałeś?- o nie, nie, nie tylko nie to. To zepsułem misję. Kurde. Ale jej zachowanie? El wyczuła moje zmieszanie.
-widać, że jej się podobasz. Widać również to, że na nią lecisz- El rozwiała właśnie moje wątpliwości.
-serio?
-jasne. Iskrzy między wami jak cholera.- uśmiechnęła się do mnie,. El to jest to . Jest moją kumpelką, najlepszą. Zawsze mi doradzi.
-ale co mam zrobić teraz, żeby się z nią umówić?
-nie wiem jeszcze, ale pomyślę.
-dziękuję ci bardzo. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił- przytuliłem ją
-też nie wiem- zaśmiała się dźwięcznie. Mam już pewien plan. Koło 1 w nocy zebraliśmy się do naszego domu. Al., Mi i dziewczyny spali u nas. Nie byliby chyba wstanie dojść do swoich domów. Liam zapakował nas wszystkich do auta i odjechał. No tak tylko on był w stanie powadzić. Nie pije, więc kieruję. Hehe reszta była nieźle wstawiona, a Malik szczególnie. W domu rzuciłem się na łóżko i myśląc o Laurze, odpłynąłem w świat kolorowych snów. 

****************************************************************************
Podoba się? Pisany na szybkoo . :P
Mam nadzieję, że was nie zanudzam. KOCHAM Vicki

                               LAURA:




Alice:





ONE DIRECTION:




wtorek, 20 listopada 2012

rozdział 6



Obudziłam się z samego rana, koło ósmej. Nie wiedziałam gdzie jestem. Byłam dość oszołomiona. Byłam w obcym pokoju, a do tego nie było przy mnie dzieci. Zerwałam się na równe nogi, ubrałam buty i czym prędzej wybiegłam z sypialni. Zbiegłam po schodach, prawie się wywracając. Chwyciłam swój telefon, który leżał na stoliku. I zadzwoniłam do Michała:
- Michał do jasnej cholery, gdzie wy jesteście?
-jak to gdzie? W domu.- i wybuch śmiechem
-śmieszy cię to? Gdzie dzieci?- dopiero teraz zorientowałam się że jestem u chłopaków.- a dobra już chyba kojarzę co było.
-taa. Zasnęłaś wczoraj z dzieciakami, Hazza nie pozwoli nam ciebie obudzić, więc zabraliśmy śpiące dzieci i wróciliśmy do domu, żeby Kasia się nie martwiła za długo.
-a dobra spoko. Zaraz będę w domu. Pa- rozłączyłam się. Najpierw poszłam do łazienki ogarnąć się. Wyszłam zrobiłam chłopakom śniadanie i poszłam do domu.

***perspektywa Harrego***
Wstałem o 9. jak dla mnie to wcześnie. Zaszedłem do swojego pokoju. Lury tam nie było. Alice oszczekała, że to ranny ptaszek, ale że aż tak. Tak wcześnie wstała, nawet w ferie. Wziąłem świeże ciuchy i poszedłem do łazienki doprowadzić się do porządku. Zszedłem na dól, ale tam też mojej nowej sąsiadki nie było. Na stole tylko było naszykowane śniadanie na środku mała karteczka.

Dziękuję, Harry, że udostępniłeś mi pokój. Mam nadzieję, że plecy ok.?. Życzę smacznego śniadanka , mam nadzieję, że będzie smakować.
                                                                                           Laura – OXOXOX”
Czytając ten liścik, na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. W tym czasie zeszli chłopcy.
-a ty co się szczerzysz?- zapytał półprzytomny Zayn.
-zrobiłeś nam śniadanie.?- zapytał zdziwiony Naill.
-nie ja tylko Laura.
-aa. A gdzie ona jest?- zapytał już w miarę ogarnięty Liam.
-musiała się zmyć rano.
-aaa…-zrobili zbiorowe ,aa”. Chłopcy zasiedli do stołu, a ja w tym czasie wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do Laury.
-cześć, jak tam?
-cześć Harry. U mnie bardzo dobrze. Masz bardzo wygodne łóżko.
-haha tak wiem. Dziękujemy za śniadanko,  było bardzo pyszne.
-to ja dziękuję, za przenocowanie mnie.
-nie ma za co. Cała przyjemność po mojej stronie. A właśnie idziemy dzisiaj z chłopakami do klubu. Wybierzesz si…yy…to znaczy zabierzecie się z nami?
-y no nie wiem. Może spytam się tych leni i napisze cie sms-em?
-jasne.
-a właśnie skąd masz mój numer? Nie przypominam sobie żebym Ci go dawała.
-y no bo…ten…no ja wziąłem od Alice. Przepraszam, nie powinienem.
-haha oj przestań. Przecież nic się takiego nie stało.
-uff. Ulga.
-wiesz co pogadamy później. Ja kończę, bo Nadia się obudziła.
-jasne, nie przeszkadzam. Papa – rozłączyła się. Poszedłem do chłopaków. Z śniadanie już nic nie zostało. Wziąłem miskę, płatki i mleko. Zjadłem śniadanie i poszedłem do chłopaków, którzy grali już na Xbox. Dostałem sms-a;

„ Z przyjemnością się wybierzemy z wami do klubu. Laura :D”
świetnie, o 20 będziemy po ciebie…po was :D”
„haha. Jasne. Do zobaczyska:”

-hej chłopaki Laura idzie z nami!!
-o super, a Alice?- zapytał Niall.
-no tak tak . Oni też Idą. – powiedziałem to i pobiegłem wybrać ubrania.

***perspektywa Laury***

Ale będzie super. Nie mogę się doczekać. Ubrałam Nadię. Zrobiłam wszystkim śniadanie. Pobiegłam na górę wybrać jakieś ciuszki. Mam nadzieję, że się spodobam Hazzie. Oj co ja piepsze. Nigdy mu się nie spodobam taka szara myszka jak ja. On jest sławny, a ja. A zresztą za półtora tygodnia wyjadę i zapomni o mnie. Ale kiedy widzę te jego zielone oczy, porostu się rozpływam. Oh, może źle, że z nimi idę.? Nie dobrze, chociaż się rozerwę. Tylko muszę uważać, żeby nie przesadzić. Nie mam głowy.

Wieczorem :
 Dochodziła siedemnasta, Kasia wróciła do domu i pozwoliła nam wyjść. Znała chłopaków i wiedziała jacy są. Wskoczyła jako pierwsza do łazienki. Napuściłam pełną wannę gorącej wody, wlałam olejki eteryczne i wskoczyłam do wanny.  Siedziałam tak długo, aż pomarszczyłam się jak stara rodzynka. Wyszłam z wody, wysuszyłam włosy i owinęłam się ręcznikiem. Wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół, by zrobić sobie kawę. Z filiżanką pełnego cappuccino wróciłam do pokoju. Była już 19.30. ubrałam się w czarną sukienkę z ćwiekami. Zrobiłam leciutki makijaż i była gotowa. Poszłam do Alki.
-hej kochanie, ja gotowa a Ty?
-niee.
-daj, pomogę ci.- Al. Ubrała sukienkę koloru kawa z mlekiem, żakiet i szpilki pod kolor. Wyglądała pięknie. Zrobiła jej makijaż i była gotowa.
-no … nie opędzisz się od chłopaków.
-taa. A ty od Harrego coo?
-co?! Niee. Bredzisz.
-oj nie oszukujmy się.
-no dobra…pogadamy innym razem. chodź bo już 20.
W tej samej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzył Michał.
-siemaa – krzyknęli chórem
- no hej.
-wooo- powiedzieli wspólnie.-wyglądacie pięknie.
-dzięki- odpowiedziałyśmy równo.
-a właśnie będą z nami Perri i Eleonor. Nie macie nic przeciwko?- spytał Liam
-nie jasne, że nie. Z przyjemnością poznamy wasze dziewczyny.
 Wsiedliśmy do aut i ruszyliśmy na podbój klubów.


***************************************************************
Taki kiepski wiem, ale nie miałam weny :((
przepraszam....
KOCHAM  Vicki :**



poniedziałek, 19 listopada 2012

Przepraszaaaam ^^

Przepraszam was kochanni, że dzisiaj nie ma rozdziału, ale miałam tyle na głowie, że zapomniałam o rozdziale. Jutro będzie na 100000% :*

KOCHAM
Vicki <3

sobota, 17 listopada 2012

rozdział 5. ;DD


Po powrocie, zrobiłam obiad dzieciakom. W tym czasie Alice robiła fotki bawiącym się dzieciom i nawet mi w kuchni. Wyglądałam dość komicznie. Po obiedzie poszłam najpierw położyć Nadię.

-śpij królewno. –powiedziałam do małe całując ja w czółko i okrywając kołdrą. Zajrzała jeszcze do Alexa. Te też już prawie spał. Zeszłam na dół. Alka właśnie zaparzyła nam zieloną herbatę. Włączyła jakąś komedię. Dla mnie nie była zbyt ciekawa, ale Alce się podobała.

-ty tu leszczyku oglądaj, a ja upiekę ciasteczka. Dzieciaki się ucieszą, a i cioci i wujkowi będzie miło.-wstała i kierowałam się w stronę kuchni

-spooko.


W tym samym czasie w domu One Direction :

 

 Siedzieliśmy  sobie w domu i obijaliśmy się.

-Nareszcie wolne!- krzyknął zadowolony Louis.

-tak, jestem już trochę zmęczony- przyznał Zayn

-ja też, ale i głodny. Idę po kanapkę.- powiedział oczywiście wiecznie głodny Naill

-ja też chcę- krzyknęliśmy w tym samym czasie

-nie zbieram zamówień. Sory- wychylił się zza drzwi kuchni blondyn. Jednak nie chciało się nam wstawać.

-zamówimy pizzę- wpadł na pomysł Lou. Nagle do domu wpadł jak porażony Harry. Na twarzy miał ogromny uśmiech, a w ręku chyba z cztery reklamówki.

-po co ci tyle reklamówek? Wgl co ty tam masz?- spytałem lekko zdziwiony

-no bo Liam wiesz…hmm pamiętasz tę dziewczynę co wdzialiśmy ją na balkonie?- spytał lekko rozmarzony loczek

-ta brunetka? –spytał ciekawy Zayn, bo on rano był z nami na balkonie

-dokładnie ta. Okazało się, że przyjechała tu na ferie do cioci, czyli Katie i Adama.

- o to super. !- zawalał zadowolony i z pełną buzią Naill.

- no wiem. - odpowiedziałem

-to może zrobimy coś do żarcia?- wstał szybko Lou. No tak on chyba najlepiej z nas gotuje.

-spoko. Ja mam tu chipsy, popcorn i takie tam i napoje.- powiedział stawiając już zakupy na blacie kuchennym.

-O której będą?- zapytał Zayn.

-o koło 18. – powiedział Hazz rozpakowując zakupy

-aha- Wstał poszedł do siebie. Coś mi się wydaję, albo się nie ucieszył , albo ma zły dzień. Nie rozumiem go czasem.

Oczami Lury:

Gdy wrócił Michał powiedziałyśmy mu, że jesteśmy zaproszeni do sąsiadów. Nie cieszył się tak jak ,ale się zgodził, bo jak to ujął: „ bo przecież ci ja będę robił sam w domu ”Dochodziła 17, więc trzeba było się powoli ogarniać. Weszłam pod prysznic, ubrałam się w ciemne jeansy, biały sweterek w niebieskie paski, czarne conversy, dobrałam dodatki i  zrobiłam lekki makijaż. Zostało pół godziny . Alice siedziała jeszcze w łazience. Ubrałam jeszcze dzieciaki, bo muszą iść z nami, bo Adam miał awarię w pracy i zostaje na nockę, a Kasia będzie dopiero koło 20. Misiek i Al. Byli gotowi, dzieciaki też już ubierały kurtki, Wyszliśmy punkt 18. Podeszliśmy pod bramę.

-Kto dzwoni? – spytał Misiek

-ja- nie zastanawiał się i zadzwoniła. Po chwili odezwał się przyjemny, męski głos

-cześć Laura, wchodzie. – zorientowałam się, że to Harry, bo przecież tylko on nas znał.

-dzięki.- powiedział, ale chyba do siebie. Stał i nie mogłam się ruszyć. Trema? Nie wiedział co się dzieje. Chyba się bałam. Z moich rozmyśleń wydarł mnie głos Michał;

-idziesz mała. ?

-tak tak. A gdzie dzieciaki?

-już w środku.

-aha. – przeszłam ten kawałek nie wiedząc co mnie spotka w środku. Ich dom był dwa razy większy od domu cioci. Był piękny. Było bardzo dużo przestrzeni. Harry przywitał nas ciepły uśmiechem. Najpierw uściskiem przywitał Al. Potem Michała

-cześć, jestem Michał, sorki, że się wpraszam, ale te jaszczurki mnie zaciągnęły.- powiedział śmiejąc się Mi(skrót od Michała)

-spoko. Fajnie, że jesteś. Im nas więcej tym lepie.- powiedział Harry i uścisnął rękę z Michałem. –cześć dzieciaki.- krzyknął tak głośno karłowaty, że myśłałm, że mi bębenki pęknął.

-ceść Haly- pisnęła tak słodko mała, że na mojej twarzy mimo wolnie pojawił się uśmiech.

-a ty Laura nie przywitasz się ze mną?- spytał Hazz powoli do mnie podchodząc.

-a tak przepraszam- powiedział lekko zmieszana- cześć Harry. Dzięki za zaproszenie.

-cała przyjemność po mojej stronie- podszedł do mnie i mnie przytulił. Pachniał tak pięknie. Rozpływałam się po prostu. Gdy się od siebie odsunęliśmy popatrzył mi głęboko w oczy i się czarująco uśmiechnął. Ta zieleń i te dołeczki w policzkach spowodowały dziwną reakcję mojego organizmu.

-zapraszam do salonu- powiedział i wziął moją kurtkę. Jak prawdziwy gentleman odwiesił ją na wieszak i ruchem ręki wskazał drogę. Podążał tuż za mną. W salonie byli już wszyscy. Pogrążeni byli pogawędką. Dzieciaki siedziały koło Mulata i blondyna i wesoło rozmawiali. Michał i Al. Też już zdarzyli się zapoznać z chłopakami.

-chłopaki, już chyba poznaliście Michała I Alice …kurde jak ciężko wypowiedzieć- mruknął pod nosem loczek, zaczęłam chichotać.

-po prostu mów  MI.

-o dzięki . a to jest Lura- teraz zwrócił się do chłopaków

-y…cześć miło was poznać.

-hej- powiedzieli równo i wstali. Podeszli do mnie.

-Jestem Liam. A to jest Louis, Naill i Zayn.- przedstawił siebie i resztę. Podałam sobie z każdym rękę. A Lou cały czas na mnie patrzył  takim śmiesznym wzrokiem

-ym, coś nie tak Louis? –spytałam w pewnym momencie już trochę zdezorientowana.

-paski. – odpowiedział. Wszyscy wybuchli śmiechem, tylko ja stałam osłupiała, bo do końca nie wiedziałam o co mu chodzi. Popatrzyłam pytająco na resztę, po tem przeniosła wzrok na Lou.

-One są moje.- tera nie wytrzymałam i składałam się z resztą ze śmiechu .

-To nie śmieszne- powiedział Lou jak się trochę opanował.

-Przepraszam cię bardzo Lou. Poprawię się następnym razem . – usiadłam razem z resztą na sofie. Na stoliku przed nami leżało pełno chipsów i takich dupereli. Napisałam jeszcze do Kasi, że jesteśmy z dzieciaki u sąsiadów, żeby się nie martwiła.

-to może jesteście głodni?- zapytał Liam

-no jasne- powiedział za wszystkich Naill, a oczy aż mu się zaświeciły.

-nie ciebie pytałem Naill- powiedział rozbawiony Li.

-to ja przyniosę – powiedział Harry.

-pomóc Ci?- spytałam

-jasne chodź.- udaliśmy się do kuchni Harry wyciągnął z piekarnika tortille. Ja miałam za zadanie wyciągnięcie talerzy i szklanek. Długo musiałam się naszukać, żeby znaleźć cokolwiek w tej ogromniej kuchni.  Gdy już ogarnęłam wszystko. Wyjęłam tackę ułożyłam na niej szklanki i talerze, sztućce. Hazz wziął przygotowane danie a ja tackę z naczyniami. Wszyscy jedli, aż im się uszy trzęsły

-mm. Było naprawdę bardzo dobre. Gratulacje dla kucharza. – powiedziałam oblizując usta.

-ja nim jestem- powiedział Lou dumnie wypinając pierś.

-a więc dziękuję Lou, za pyszne tortille.

-to co teraz robimy?- zapytał Zayn chyba pierwszy raz od kad. przyszliśmy do nich odezwał się.

-może obejrzymy film?

-jasne. – odpowiedzieli wszyscy równo. Postawiliśmy na horrorze. Dzieciaki grzecznie bawiły się w jadalni. Ale wiedziałem, że zaraz będziemy się musieli zwijać bo maluchy są już zmęczone. Harry zauważył, że przyglądam się im.

-chodź położymy je w moim pokoju. Będą mogły sobie spokojnie spać.

-naprawdę, nie będzie to problem?- zapytał żeby się upewnić

-ależ skąd. Już nie raz u nas spały. Parę razy jak Adam był w pracy, a Kasia była akurat w Polsce, czy szli na jakiś bankiet to dzieciaki były u nas.

-a więc ok. to chodźmy. – powiedział. Harry wstał pierwszy i wyciągnął po mnie rękę, żeby mi pomóc. Był taki uroczy i wychowany.

-hej maluchy chodźcie spać. – powiedział wesoło Harry. Wziął Alexa za rękę i prowadził ku klatki schodowej. Ja natomiast wzięłam Nadię. Weszliśmy do jego pokoju. Był on naprawdę bardzo ładny. Wszystko było czarno-białe.

-ale tu ślicznie. –powiedziałam, stawiając małą na ziemi

-dziękuję, sam to urządzałem.

-ślicznie- gdy ja zachwycałam się pokojem, dzieci już skakały po łóżku.

-hej, maluchy nie wolno skakać

-daj spokój, niech skaczą

-o nie, bo nie zasnął.

Dzieciaki położyły się już grzecznie. My z Harrym siedzieliśmy i cicho rozmawialiśmy. W pewnym momencie mała Nadia się odwróciła.

-co jest słoneczko? Czemu nie śpisz?- podeszłam do nie i pocałował m czółko.

-nie mogę zasnąć. –przyznała mała- Haly pośpiews mi ?- zapytała i zrobiła takie słodkie oczka.

-oczywiście królewno.- Harry wziął gitarę Naill’ a i zaczął grać „Littre Things” uwielbiałam tę piosnkę. Efektem tego usypiania Nadii, sama pogrążyłam się w śnie.

Oczami Harrego:

Tak słodko wyglądała. Była taka krucha, taka bezbronna. Pocichł odłożyłem gitarę i wyszedłem z pokoju. Na dole w najlepsze oglądali film.

-gdzie masz Laurę?- spytała się Alice.

-jak usypialiśmy dzieci, to sama zasnęła.

-biedactwo- powiedział Lou-pewnie musiała być zmęczona

-mhm.- mruknąłem tylko i usiadłem na fotelu. Film się skończył. Dochodziła 22.

-to my będziemy się zbierać.- opowiedział Mi

-już?

-tak i tak jest już późno. Pewnie Kasia się martwi o nas o dzieciaki.

-a tak.

-to Harry zaprowadzisz nas do swojego pokoju. Zabierzemy dzieci.

-jasne, chodźcie.- poszliśmy do mojego pokoju. Tam spały sobie słodko maluchy i Laura. Mi wziął śpiącego Alexa a Al. Nadię i poszli do domu. 

********************************************************************************
mam nadzieję, że wam się podoba. :D
KOCHAM Vicki ♥






LAURA:

ALICE:

1D:





czwartek, 15 listopada 2012

rozdział 4. *-*



Na balkonie po drugiej stronie stał taaki przystojniak. Był wysoki, dobrze zbudowany, miał brązowe, kręcone włoski. Stał w siwych dresach i bez koszulki. Zimowe słońce idealnie rozświetlało jego pięknie zbudowaną klatę. Zastanawiałam się, czy mu nie zimno? (:P). Skapnęłam się, że gapie się w niego dopiero gdy do mnie pomachał. Zawstydzona, z wielkimi rumieńcami odmachałam mu i uśmiechnęłam się ciepło. Odwzajemnił uśmiech i się schowałam się w pokoju. Ogarnęłam się jeszcze na szybko. Poprawiłam makijaż i zeszłam na dół na obiad. Przy stole brakowało tylko mnie. Siedzieliśmy przy stole bite dwie godziny. Tak się zagadaliśmy, że straciliśmy rachubę czasu. Rozmawialiśmy o wszystkim. Kasia z Adamem opowiedzieli jak się zadomowili w Anglii, my też opowiedzieliśmy co wydarzyło się w naszym życiu odkąd wujostwo się przeprowadziło. Wieczorem wybraliśmy się na spacer do pobliskiego parku. Wieczorem było tam tak pięknie. Już wiedziałam, że pokocham to miejsce najbardziej. Do domu wróciliśmy koło 22. byłam padnięta. Wskoczył do wanny, wzięłam relaksującą kąpiel, ubrałam piżamkę i poszłam do łóżka. Nałożyłam słuchawki, włączyłam muzykę i zastanawiałam się skąd znam tego kolesia z balkonu. Dam sobie rękę uciąć, że gdzieś go widziałam. Z taką myślą zasnęłam. Obudziłam się koło 10. zdziwiłam się, bo przecież są ferie. Wylazłam z wyrka i poczłapałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam owinięta ręcznikiem zaczerpnąć świeżego powietrza. Jakież było moje zdziwienie jak na balkonie naprzeciwko zobaczyłam trzech na prawde seksownych facetów. Strzeliłam dwa wielkie rumieńce na policzkach i szybko uciekłam do pokoju. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy i wbiegłam do łazienki ubrać się. Przebrałam się w jeansy, różową bluzkę ze snopy’ m, siwy sweterek z trzy czwartym rękawem i trampki pod kolor. Gotowa, wybiegłam z pobiegłam do Alice. Opowiedziałam jej co spotkało mnie z samego rana. Najpierw się nie odzywała, a gdy skończyłam mówić wybuchła takim śmiechem, że myślałam, że zaraz pęknie. Poszłam do Alexa i pomogłam mu wybrać ciuchy. Ubrał się i zszedł na dół. Potem zaszłam do Nadii. Ubrałam ją w różową sukieneczkę i wziąwszy ją na ręce zeszłyśmy na dół. Kasia właśnie naszykowała śniadanie.
-Dziewczynki mam do was prośbę, ja musze być zaraz w pracy, a opiekunka do dzieci zachorowała, mogłybyście się nimi zająć. Zadzwonię do Adama żeby był wcześniej.
-Kasia z wielką przyjemnością zajmiemy się tymi aniołkami. To dla nas przyjemność. Nie dzwoń do Adama, damy sobie świetnie radę. I nie szukaj żadnej opiekunki, my możemy się nimi zajmować do końca naszego wyjazdu- powiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Uwielbiałam te dzieciaki, a perspektywa opieki nad nimi dawała mi ogromna radość i Al. Też.
-dziewczynki nie chcę was aż tak obciążać. Obiecuję, że jutro już kogoś załatwię.
-ale nie ma mowy. My się nimi zajmiemy. Im dłużej tym lepiej.-odpowiedziała ALICE
-dziękuję wam. Naprawdę jesteście bardzo kochane.
-oj daj spokój. Leć do pracy, bo się spóźnisz! – powiedziała Alka. Ciocia nas jeszcze wyściskała, zanim zdążyła wyjść dała nam całą instrukcję obsługi do dzieci. Śmiałyśmy się troszkę z niej, ale tylko troszkę. Kiedy tylko wyszła ubrałyśmy dzieciaki i poszłyśmy do parku. Misiek w tym czasie poszedł na obchód miasta w poszukiwaniu jakieś rozrywki ^^. W parku dzieci bawili się w najlepsze. Szczerze mówiąc to my „stare” baby też ganiałyśmy jak nienormalne z tymi maluchami. W pewnym momencie wybuchła wojna na śnieżki. I w pewnym momencie moja śnieżka poleciała tam gdzie nie powinna. Chciałam rzucić w Al., ale ta się schyliła i moja kulka ze śniegu trafiła prosto w jakiegoś chłopaka. Ten zaskoczony nie wiedział co się dzieje. W te pędy podbiegłam do niego;
-najmocniej Cie przepraszam! Bawiłyśmy się z dziećmi i zamiast w moja przyjaciółkę to śnieżka trafiła w ciebie- zaczęłam tłumaczyć, a reszta mojej załogi śmiała się za plecami. Miałam czerwone policzki i uwierzcie nie tylko z zimna.
-nic się nie stało.- odpowiedział rozbawiony chłopak
-naprawdę bardzo przepraszam
-nic się nie stało, naprawdę. Chwila czy my się nie znamy?- spyatał w pewnej chwili brunet.
-nie chyba nie. Jestem tu dopiero od wczoraj. Razem z przyjaciółmi przyjechałam do mojej cioci na ferie.- odpowiedziałam ciepło się do niego uśmiechając.
-już wiem! –krzyknął zadowolony- to ty byłaś wczoraj na balkonie i dzisiaj w samym ręczniku. – mówiąc to zarumienił się lekko i serdecznie uśmiechnął się do mnie.- jestem Harry,
-Laura. Milo mi
-mi również.
-już wiem skąd cię kojarzę. Czy ty przypadkiem nie jesteś w tym zespole …One Direction?
-tak to ja. Fanka?- spytał zalotnie ruszając brwiami
-no w sumie lubię waszą muzykę. Od tygodnia- Harry się dźwięcznie zaśmiał.
-miło. Może byś chciała do nas dzisiaj wpaść.? –spytał po chwili
-no nie wiem. Nie chcę się narzucać. Pewnie jesteście bardzo zajęci.
-przestań. Nie narzucasz się. Dzisiaj jesteśmy wolni i jutro ido końca ferii.
-to ok. będziemy. Będę?
-będziecie. Przepraszam zapomniałem o przyjaciółce. – zrwócił się do Alki i pomachał jej. Al. Wzięła dzieci i do nas podeszła.
-cześć Harry
-Alice.
-o cześć Nadia, siema Alex.- Harry Nadie wziął na ręce i dał jej soczystego buziaczka w polik, a z Alexem przybił piątkę. Zrobiłam tylko wielkie oczy a Harry się zaśmiał.
-no co:? Witam się tylko z sąsiadami.- uderzyłam się z otwartej ręki w czoło. Zapomniałam, że mam  śnieg i teraz cała moja twarz była pokryta białym puchem. Wszyscy się roześmiali.
-zapomniałam, że jesteście sąsiadami. – chwilę wpatrywaliśmy sobie w oczy, aż Nadia nie krzyknęła, że jej zimno.
-to co idziesz z nami ?-spytała Alka.
-nie muszę zrobić zakupy- powiedziawszy to puścił mi oczko. Zarumieniłam się.
-dobrze, a więc do wieczora. – pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domu. 

************************************************************************
Tak pisany na szybki. mam nadzieję, że wam się podoba. Bardzo się staram, żeby was nie zanudzić. 

I nareszcie One Direction wkracza w akcję !!

KOCHAM  Viki  <3

wtorek, 13 listopada 2012

rozdział 3 ♥♥


Położyłam się spać baardzo późno. Zasnęłam koło 2 w nocy, a o 6 musiałam wstać L. A raczej jestem, śpiochem i nie lubię wcześnie wstawać. O godzinie 5.30 usłyszałam dźwięk mojego telefon. Otworzyłam jedno oko, sięgałam ręką pod poduszkę po telefon i odebrałam;
-zabiję tego kogoś co mnie obudził.- powiedziałam  na dzień dobry ochrypłym głosem.
-Oj nie narzekaj tylko wstawaj dzisiaj zaczynają nam się ferie i wyjeżdżamy do ANGLII!! – wyćwierkała mi do ucha Alice.
-oooj co ja z tobą mam!
-WSTAWAJ kochanie !
-noo już!- rozłączyłam się, rzuciłam telefon na łóżko i baaardzo leniwie wstałam. Ledwo widziałam na oczy. Wzięłam ciuchy i poczłapałam do łazienki. Wzięłam pobudzający, szybki prysznic, umyłam włosy.  Ubrałam się w niebieskie jeansy, czarny sweterek, do tego buty na wysokim koturnie ( J ) kilka bransoletek, torebkę. Wysuszyłam włosy i lekko je skręciłam. Jeszcze makijaż i gotowa. Wyszłam z łazienki, dopakowałam jeszcze kilka drobiazgów i o 6.30 ktoś zadzwonił do drzwi. To była oczywiście, cała w skowronka Alice i uśmiechnięty Michał.
-haay!- krzyknęła Al.
-cześć- powiedział Michał. Wpuściłam ich do środka i poszłam za nimi do kuchni.

-cześć, a ty już na angielski się przestawiłaś? – zapytam rozbawiona tym powitanie Al.
- a jak! Przecież za parę godzin będziemy w UK.!- krzyknęła mi prosto do ucha moja przyjaciółka. Ubrana była w brązowe jeansy, dżinsową koszulę, czarne buty i do tego miała brązową torebkę. Wyglądała całkiem, całkiem. Blond włosy opadały jej bezwładnie, a makijaż podkreślał jej śliczne oczy. Michał ubrany był w : czarne spodnie, beżowe wysokie buty, biały T-T-shirt i niebiesko białą bluzę z adidasa. Zjedliśmy jeszcze  śniadanie, bo te sierotki z tego podekscytowania zapomniały i obudziliśmy mojego tatuśka, bo znając go już tyle to zapewne by zaspał. Bo w końcu kto by chciał wstawać o 6 czy 7 jak się pracuję na 10, lub czasem w domu? No ale prawnicy już tak mają nie. A właśnie chyba zapomniałam dodać, że mój tata jest prawnikiem, a mama lekarzem, dlatego właśnie nie narzekam na małe kieszonkowe i na brak ubrań, jak niektóre nastolatki w moim wieku. A rodzice Alice są znajomymi z pracy mojej mamy. Pracują razem już prawie 16 lat, a my się również tyle przyjaźnimy. Można powiedzieć, że razem się wychowałyśmy.
  Gdy mój tata się ogarnął już, zapakowaliśmy się do auta, pożegnałam się jeszcze z mamą i ruszyliśmy na lotnika. Niestety najbliższe lotnisko było we Wrocławiu, więc jakieś 100 km od naszej miejscowości, więc musieliśmy jechać prawie 2 godziny. Nasz samolot odlatywał o 11 więc spokojnie się wyrobiliśmy. Dobiegła 10.30 i zostaliśmy poproszeni na odprawę. Uściskałam jeszcze tatę:
-do zobaczenia za dwa tygodnie. Będę tęsknić !- powiedziałam i nie wiem dlaczego, ale moje oczy zrobiły się lekko wilgotne.
-ja też będę mała tęsknił. Tylko bądź grzeczna, nie pyskuj, słuchaj się cioci i przede wszystkim nie przynieście jej żadnych kłopotów i nie w pakujcie się w nic- to ostatnie to już powiedział do wszystkich.
-tatku ja zawsze jestem grzeczna – zrobiłam maślane oczka ,a mój „kochany” tata mnie wyśmiał. No normalnie foch .. . Pff. Żarcik ! kocham go za to przecież. Pomachałam ostatni raz i udaliśmy się we wskazane miejsce. Po odprawie siedzieliśmy już w samolocie. Wystartowaliśmy. Na szczęście miejsca mieliśmy koło siebie. Ja siedziałam przy oknie, Michał na środku, a Al. Przy przejściu. Przez pierwszą godzinę lotu rozmawialiśmy, ale potem włączyłam sobie muzykę. Na początku leciał moja playlista z Taylor Swift, ale potem  One Direction. Ci chłopcy byli na prawdę genialni. Jakiś tydzień temu na facebook’u koleżanka wstawił ich piosenkę na tablicy. Gdy przesłuchałam ją kilka razy , naprawdę ich polubiła. Teraz mam ich wszystkie piosenki i chyba jestem ich fanką, ale nie taką zwariowaną. Zresztą Alice też ich polubiła. Wsłuchując się w ich głosy, usnęłam. Obudził mnie dopiero Michał i kazał zapiąć pasy, ponieważ już lądowaliśmy. Gdy wysiedliśmy z samolotu, udaliśmy się po nasze bagaże. Wyjęłam jeszcze telefon i napisałam do moich, Michała I Alki rodziców, bo te łośki na pewno by tego nie zrobiły. Rozglądaliśmy się z Michałem za ciocią, ale nigdzie jej nie było. Dopiero jak zrobiło się luźniej na lotnisku odnalazłam ją wzrokiem. Rzuciłam torbę i pobiegłam do niej.
-heej ciociu!- krzyczałam tak, że chyba pół lotniska mnie słyszało.
-cześć mała. Jak tam podróż?
-a doobrze. – w tym czasie Misiek wziął mój bagaż i razem z Alice podeszli do nas i przywitali się z ciocią. Udaliśmy się na parking i szukaliśmy auta naszej ciociuńki. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Nagle ciocia podeszła do pięknego czerwonego volvo to, aż zaniemówiłam.„ o cholewka, ale się cioteczka dorobiła” powiedziałam do siebie w myślach . Aż sama parskałam śmiechem. Reszta załogi się na mnie dziwnie popatrzyło a ja wzruszyłam tylko ramionami. Wsiedliśmy do auta i udaliśmy się do naszego tymczasowego domu.
-hej dzieciaki. Co tam u was? już tak dawno się nie widzieliśmy.
-oj tak. Nawet nie wiesz ciocia ile mamy nauki.- powiedziałam do niej z meega uśmiechem, na mordeczce.



-po pierwsze kochani nie mówcie do mnie ciocia, nie jestem taka stara, po prostu Kasia. I zdaje sobie z tego sprawę, że macie dużo na głowie, dlatego na tych farjach macie nieźle wypocząć i się rozerwać. A powiem wam tylko jedno, żeby nie zepsuć niespodzianki. Mój domek leży w takiej dzielnicy, że na pewno nudzić się nie będziecie. Same przystojniaki- powiedziała Kasia a my z Al. Wybuchłyśmy śmiechem Michał tak śmiesznie za-chrząkał.
-a tak no i ładne dziewczyny. – dopowiedziała ciocia.  Po jakieś czterdziestu minutach byliśmy na miejscu. Gdy wysiadaliśmy z auta kompletnie nas wmurowało. W tej dzielnicy były same ogromne wille i pewnie mieszkają w nich sami bogacze. O jacie. Byłam w szoku. Ciocia wskazała nam swój „domek” jak to ujęła w samochodzie. Wyszedł jeszcze wujek i przywitaliśmy się z nim. Razem z Michałem wzięli nasze bagaże i weszliśmy do domu.

-rozgłoście się proszę, czujcie się jak u siebie w domu. Na górze macie swoje sypialnie, są one koło siebie. Naprzeciwko waszych pokoi jest łazienka pokój Nadii i Alexa oraz pokoje gościnne i nasza sypialnia jest na końcu korytarza. Tu na dole macie salon z kuchnią i jadalnią, toaletę i wyjście na taras. Rozejrzyjcie się i chodźcie na obiad. Dobrze?
-tak jest- powiedzieliśmy równo- Kasia z Adamem (tak nazywał się wujek) zaśmieli się i poszli do kuchni. Ze schodów zbiegł najpierw Alex. Alex jest to przesłodki sześciolatek, który ma nie stwierdzone ADHD, wszędzie go pełno, ma w sobie tyle energii, że przebija całą reprezentację w piłce nożnej na boisku. Nadia ma trzy latka i jest tak strasznie słodka, że jak ją widzę smutną to aż mi się płakać chce, a jak jest radosna to na jej widok moje usta same układają się w wielgachny uśmiech. Jak Al. Je zobaczyła to aż jej się oczy zaświeciły.
-o nie. Ja muszę im zrobić sesję zdjęciową!- krzyknęła podekscytowana. – no tak ta tylko zdjęcia by pstrykała. Haha .oj za tą ją uwielbiam. Alka robi najlepsze zdjęcia na świecie.
-dobra chodźmy zobaczyć nasze pokoje- powiedział i na wyścigi ruszyliśmy do pokoi. Pokoje były tak jak mówiła Kasia obok siebie. Na drzwiach wisiały tabliczki z naszymi imieninami. Ja wzięłam różowy pokój, Al. Niebieski, a Misiek dostał brązowy. Były śliczne. Mieliśmy wspólny balkon. Był duży i był widok na ogród z basenem i sąsiednią wille. Gdy się przebrała w jakieś wygodne dresy wyszłam na nasz „taras” i na balkonie w willi na którą mieliśmy widok zobaczyłam(;o)…. 


******************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się podoba...:* 
Piszcie woje opinie w komentarzach :D
KOCHAM Vicki

***********************************************************************************/********

 LAURA: 



ALICE:


MICHAŁ: 



CIOCIA KASIA I WUJEK ADAM :