czwartek, 22 listopada 2012

rozdział 7 ♥♥♥♥♥♥♥


Gdy byliśmy już w klubie, Naill zaciągną od razu Alkę na parkiet. Chyba przypadli sobie do gustu. W sumie ładnie ze sobą wyglądają. Ja siadłam razem z chłopakami do stolika. Miałam szanse właśnie poznać ich dziewczyny. Weszły zaraz po nas. Zrobiły takie wejście smoka. Co mnie z dziwiło, że są trzy. A parzcież Liam, Harry, ani Naill nie chwalili się dziewczynami. Harry zauważył, że patrzę się na dziewczynę w kręconych włosach, nachylił się nad mim uchem i powiedział tak, aby nikt nie usłyszał:
-to byłą dziewczyna Liama
-jak była, to czemu…?
-bo oni się bardzo kochali, kochają, ale nie mogą być razem. Mieli za mało czasu dla siebie i się przez ostatni czas bardzo kłócili. Do tego media mówiły, że Liam ją zdradza. Ona tego nie kupiła, ale i tak się rozstali. Zostali przyjaciółmi.
-aa, już kapuję. A  wy chcecie ich spiknąć. haha
-dokładnie. Bystra jesteś młoda.
-dzięki.
 W tym czasie dziewczyny podeszły do naszego stolika. Przywitały się z chłopakami. Widziałam tą chemię między Liamem a tą dziewczyną, nawet w ciemnym klubie. Podeszłą do mnie zgrabna brunetka. Nie wiedziałam jak się zachować. Wstałam więc:
-jestem Eleanor Calder. Dziewczyna Lou
-miło mi. Jestem Laura.- ciepło się do niej uśmiechnęłam a ona to odwzajemniła. Kurde jaka ona jest ładna …chowam się przy niej. Ja przy niej to szara myszka. Podeszłą do mnie teraz „dziewczyna” Liama:
- Danielle Peazer. Miło cię poznać. Chłopcy zdążali mi o tobie już opowiedzieć.
-Laura. Miło cię poznać. Mam nadzieję, że nie przedstawili mnie jako czarownicy.- powiedziawszy to ostatnie, usłyszałam śmiechy reszty.
-hahah nie, nie skąd. Same pozytywy
Na koniec podeszłą blondynka.
-Perrie
-Laura miło mi.
Uśmiechnęłam się do niej najbardziej promiennie, ale ona zrobiła grymas męczennicy na twarzy i zajęła  miejsce obok Malika. Wtuliła się w niego. Ja usiadłam na moim wcześniejszym miejscu. Nie powiem trochę mnie szokowało jej zachowanie. Dan I El emitują taką pozytywną energią, a Perrie mnie chyba nie polubiła, chociaż mnie nie zna. No szkoda. Czułam się nie swojo w towarzystwie chłopaków i dziewczyn. Wstałam i chciałam pójść jak najdalej.
-gdzie idziesz Laura?- usłyszałam ciepły głos Hazzy.
-Em…idę zaczerpnąć świeżego powietrza.
-aha. Dobrze nie zatrzymuję, tylko wracaj szybko.
-jasne.- rzuciłam do niego tylko i wyszłam.  Zaraz za mną przyszłą Al.
-hej czemu się nie bawisz?
-a tak jakoś nie swojo się czuję w towarzystwie dziewczyn.
-oj przestań, na pewno są super. Muszę je poznać.- dała mi buziak w polik i wbiegła do środka. No tak Al. Zawsze była towarzyska. Ja byłam trochę wkurzona, ale na siebie. No nic. Wzięłam telefon. Odeszłam kawałek. Zadzwoniłam do rodziców.
(M-mama, L-Laura)
L: cześć mamuś!
M: kochanie, cześć. Jak tam u was?
L: oh. Mamuś jest genialnie. Poznaliśmy nowych znajomych. Są to sąsiedzi cioci.
M: to świetnie. A nie robicie cioci kłopotów?
L: nie skąd. Jeszcze pomagamy. Opiekunka do dzieci się rozchorowała i teraz my się nimi zajmujemy.
M: To świetnie. A jak Michał?
L:  a dobrze. Nie skarży się, że jest tylko z dziewczynami. Jak mówiłam poznaliśmy sąsiadów Kasi i są to naprawdę mili chłopcy.
M: chłopcy powiadasz?
L: tak mamo, ale no weź…!
M: no przecież nic nie mówię.
L: ale pewnie myślisz i teraz się chytrze uśmiechasz.
M: wcale nie.
L: jak nie jak tak. Jest ich piątka, z tego trzej są zajęci i Naill chyba zarywa do naszej Alki.
M: i jeden dla ciebie?
L: nie mamo. Proszę.
M: dobrze ,dobrze.
L: mamuś ja kończę. Pogadamy jutro na skype. Papa
 Nie czekając, aż mama odpowie rozłączyłam się. Zawsze tak robię i pewnie wszystkich tym irytuję, ale mnie to trochę bawiło. Zadowolona odwróciłam się gwałtownie i chciałam wrócić do klubu, ale wpadłam na jakiegoś chłopaka. Dobrze, że mnie przytrzymał, bo inaczej byśmy obydwoje runęli.
-oj przepraszam,. Nie zauważyła.
-nic się nie stało. Jestem Logan.
-Laura. Miło cię poznać. Jeszcze raz przepraszam.
Oddaliłam się od chłopaka i weszłam do klubu. Reszta była już na tyle piana, że film się pewnie urywa. Oh, będzie kac. Tylko Liam i Dan się trzymali. Li chyba wypił tylko jednego drinka. Poszłam do stolika. Wszyscy byli oprócz Harrego. Zdziwiło mnie to ,poszłam go poszukać. Znalazłam go dopiero po 15 minutach. Siedział w kącie. Podeszłam bliżej. Nie był sam. Całował się z jakąś blond Barbie. Łzy mimowolnie napłynęły mi do oczu. Wybiegłam z klubu. Przebiegłam przez ulicę. po drugiej stronie był park. Usiadłam na jakieś ławce. Zalałam się łzami. Co ja sobie w ogóle myślałam? Ale jestem głupia. Gdzie ja ,taka szara myszka mogłabym się mu spodobać. A mam to gdzieś. Otarłam zły, poprawiłam szybko nieład na mojej twarzy i powolnym, krokiem ruszyłam do klubu. Weszłam do klubu, jak gdyby nigdy nic. Usidłam z resztą. Byłam zła na siebie coraz bardziej. W końcu nie wytrzymała. Dopiłam swojego drinka, którego uprzednio  przyniósł mi Zayn. Alka bawiła się świetnie. Zresztą Michał też znalazł jakąś dziewczynę. Ale wracając do Alice to nigdy nie widziałam jej takiej wyluzowanej. Ale to dobrze. Wypiłam drinka do końca. Zbliżyłam się do Malika, widziałam tą złość w oczach tej nadętej blondyny, ale mam na nią wyjebane.
-hej Zayn!
-hej mała. Co jest?
-a coś musi być?
-yy…no nie wiem- powiedział trochę zmieszany.
-mam sprawę.
-wal śmiało.- powiedział i się wyszczerzył.
-bo ja wiem, że palisz.
-no i co w związku z tym?
-no i ja potrzebuję jednego.- powiedziałam mu na ucho. Widziałam, że jego blond zaraz pęknie ze złości. W sumie to nie wiem co jej zrobiła.-a wiesz nie mogę sobie sama kupić.- to był jedyny mój pomysł, żeby się wyluzować.
-oj nie wiem, czy mogę. Jesteś nie letnia- powiedział uśmiechając się cwanie.
-no nie, drinka mi kupujesz, a fajki nie dasz?
-nie, nie…nie do końca.
-co?
-…
-to dasz mi?
-jasne, że tak. Tylko się droczę.
-super. Dzięki wielkie.- Dałam mu całusa i ładnie  podziękowałam. I bum jego Barbie się już wkurzyła. Wiedziałam, że jak mnie Al. Albo Michał złapią to będzie ze mną kiepsko. Wyszłam przed klub i odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się.
- o kurde jakie mocne- powiedziałam do siebie.
-nie wiedziałem, że palisz-powiedział dość znajomy głos, ale i tak się wystraszyłam. Odwróciłam się. Był to Harry
-bo nie palę.
-widzę.- powiedział tak oschle, jak nie Harry.
-yhy.- w tym samym czasie podeszła Alka. O nie! już się boję
-CO TY WYPRAWISZ LAURA!!- wydarła się chyba na pół Londynu
-yy…nic, nic.
-a to?!- okazałą na papierosa
-to? A to. To tylko na rozluźnienie.
-dawaj!- wyrwała mi go i rzuciła na ziemie gasząc go przy tym.- nie ma!
-ok., ok.
-od kogo go masz?
-yy od nikogo.
-od Malika. On takie pali- wtrącił Harry. Zgromiłam go wzrokiem. Nie chciałam go wydać, ale ten przygłup musiał wkopać go i mnie.
-ja sobie z nim pogadam jutro!- oburzyła się Al. Ona jest przewrażliwiona na tym punkcie. Kiedyś jak w Polsce paliłam to nie odzywała się do mnie prawie trzy tygodnie. Nie tolerowała tego, bo jej kuzyn zmarł parę lat temu na raka płuc, bo za dużo palił. Biedny. Alka się wtedy załamała. Wszystko się komplikowało, Harry był dla mnie oschły, do tego jeszcze Al. Jest na mnie zła, a jeszcze jak się Michał dowie. Nie chce wiedzieć co będzie. Wkurzyłam się.
-wiecie co ?!dajcie mi spokój.!- krzyknęłam już wkurzona. Złapałam pierwszą lepsza taksówkę. Wsiadłam do niej. Przez otwarte okno powiedziałam do oszołomionej Alki:
-miłej zabawy, ja jej już nie psuję. Nie wracaj tylko za późno.- przerzuciłam wzrok na Hazzę, posłałam mu smutne spojrzenie i kierowca ruszył.

***perspektywa Harrego***
Te smutne oczy. Nie wytrzymam. Tak mi na niej zależy. Znamy się parę dni, a ja wiem, że jest wyjątkowa. Jest inna. Nie leci na naszą sławę, ani na naszą kasę. Jest po prostu sobą. A ta dziewczyna co się z nią całowałem w klubie? Nie znam jej. Przyczepiła się podczas tańca. Potem usiadłem z nią, a ta się rzucił na moje usta. Wiedziałem, że Laura gdyby to zobaczył, to na pewno by się ze mną nie umówiła. Mm…ale czemu była tak smutna i tak oschła dla mnie? Nie wiem. Spytam El ,ona się zna. Razem z Al. Wróciliśmy do klubu. Gdy otrząsnęła się z szoku. Chyba tak akcja to jednorazowy wybryk Laury, bo Alice wygląda na zdezorientowaną. Przy stoliku siedział tylko Naill  Lou i El. Blondyn jak zobaczył Al. Porwał ją w tany, a ja usiadłem obok El. Zacząłem rozmowę:
-słuchaj El mam sprawę. Do czasu jak tu [przyjechaliśmy Laura była wesoła i ciepła. W klubie coś jej się stało i była wkurzona. Zaczęło się od papierosa, potem wydarła się na swoją najlepszą przyjaciółkę, wsiadał tak nagle do taksówki i pojechała do domu, przed odjazdem posłałam mi smutne spojrzenie a do tego była taka….taka oschła.
 -widziałam jak wybiega. Raz była chyba bliska płaczu. Może widziała jak się całowałeś?- o nie, nie, nie tylko nie to. To zepsułem misję. Kurde. Ale jej zachowanie? El wyczuła moje zmieszanie.
-widać, że jej się podobasz. Widać również to, że na nią lecisz- El rozwiała właśnie moje wątpliwości.
-serio?
-jasne. Iskrzy między wami jak cholera.- uśmiechnęła się do mnie,. El to jest to . Jest moją kumpelką, najlepszą. Zawsze mi doradzi.
-ale co mam zrobić teraz, żeby się z nią umówić?
-nie wiem jeszcze, ale pomyślę.
-dziękuję ci bardzo. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił- przytuliłem ją
-też nie wiem- zaśmiała się dźwięcznie. Mam już pewien plan. Koło 1 w nocy zebraliśmy się do naszego domu. Al., Mi i dziewczyny spali u nas. Nie byliby chyba wstanie dojść do swoich domów. Liam zapakował nas wszystkich do auta i odjechał. No tak tylko on był w stanie powadzić. Nie pije, więc kieruję. Hehe reszta była nieźle wstawiona, a Malik szczególnie. W domu rzuciłem się na łóżko i myśląc o Laurze, odpłynąłem w świat kolorowych snów. 

****************************************************************************
Podoba się? Pisany na szybkoo . :P
Mam nadzieję, że was nie zanudzam. KOCHAM Vicki

                               LAURA:




Alice:





ONE DIRECTION:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz