Gdy byliśmy
już w klubie, Naill zaciągną od razu Alkę na parkiet. Chyba przypadli sobie do
gustu. W sumie ładnie ze sobą wyglądają. Ja siadłam razem z chłopakami do
stolika. Miałam szanse właśnie poznać ich dziewczyny. Weszły zaraz po nas.
Zrobiły takie wejście smoka. Co mnie z dziwiło, że są trzy. A parzcież Liam,
Harry, ani Naill nie chwalili się dziewczynami. Harry zauważył, że patrzę się
na dziewczynę w kręconych włosach, nachylił się nad mim uchem i powiedział tak,
aby nikt nie usłyszał:
-to byłą
dziewczyna Liama
-jak była,
to czemu…?
-bo oni się
bardzo kochali, kochają, ale nie mogą być razem. Mieli za mało czasu dla siebie
i się przez ostatni czas bardzo kłócili. Do tego media mówiły, że Liam ją
zdradza. Ona tego nie kupiła, ale i tak się rozstali. Zostali przyjaciółmi.
-aa, już
kapuję. A wy chcecie ich spiknąć. haha
-dokładnie.
Bystra jesteś młoda.
-dzięki.
W tym czasie dziewczyny podeszły do naszego
stolika. Przywitały się z chłopakami. Widziałam tą chemię między Liamem a tą
dziewczyną, nawet w ciemnym klubie. Podeszłą do mnie zgrabna brunetka. Nie
wiedziałam jak się zachować. Wstałam więc:
-jestem
Eleanor Calder. Dziewczyna Lou
-miło mi.
Jestem Laura.- ciepło się do niej uśmiechnęłam a ona to odwzajemniła. Kurde
jaka ona jest ładna …chowam się przy niej. Ja przy niej to szara myszka.
Podeszłą do mnie teraz „dziewczyna” Liama:
- Danielle
Peazer. Miło cię poznać. Chłopcy zdążali mi o tobie już opowiedzieć.
-Laura.
Miło cię poznać. Mam nadzieję, że nie przedstawili mnie jako czarownicy.-
powiedziawszy to ostatnie, usłyszałam śmiechy reszty.
-hahah nie,
nie skąd. Same pozytywy
Na koniec
podeszłą blondynka.
-Perrie
-Laura miło
mi.
Uśmiechnęłam
się do niej najbardziej promiennie, ale ona zrobiła grymas męczennicy na twarzy
i zajęła miejsce obok Malika. Wtuliła
się w niego. Ja usiadłam na moim wcześniejszym miejscu. Nie powiem trochę mnie
szokowało jej zachowanie. Dan I El emitują taką pozytywną energią, a Perrie
mnie chyba nie polubiła, chociaż mnie nie zna. No szkoda. Czułam się nie swojo
w towarzystwie chłopaków i dziewczyn. Wstałam i chciałam pójść jak najdalej.
-gdzie
idziesz Laura?- usłyszałam ciepły głos Hazzy.
-Em…idę
zaczerpnąć świeżego powietrza.
-aha.
Dobrze nie zatrzymuję, tylko wracaj szybko.
-jasne.-
rzuciłam do niego tylko i wyszłam. Zaraz
za mną przyszłą Al.
-hej czemu
się nie bawisz?
-a tak
jakoś nie swojo się czuję w towarzystwie dziewczyn.
-oj
przestań, na pewno są super. Muszę je poznać.- dała mi buziak w polik i wbiegła
do środka. No tak Al. Zawsze była towarzyska. Ja byłam trochę wkurzona, ale na
siebie. No nic. Wzięłam telefon. Odeszłam kawałek. Zadzwoniłam do rodziców.
(M-mama,
L-Laura)
L: cześć mamuś!
L: cześć mamuś!
M:
kochanie, cześć. Jak tam u was?
L: oh.
Mamuś jest genialnie. Poznaliśmy nowych znajomych. Są to sąsiedzi cioci.
M: to świetnie.
A nie robicie cioci kłopotów?
L: nie
skąd. Jeszcze pomagamy. Opiekunka do dzieci się rozchorowała i teraz my się nimi zajmujemy.
M: To
świetnie. A jak Michał?
L: a dobrze. Nie skarży się, że jest tylko z
dziewczynami. Jak mówiłam poznaliśmy sąsiadów Kasi i są to naprawdę mili
chłopcy.
M: chłopcy
powiadasz?
L: tak
mamo, ale no weź…!
M: no
przecież nic nie mówię.
L: ale
pewnie myślisz i teraz się chytrze uśmiechasz.
M: wcale
nie.
L: jak nie
jak tak. Jest ich piątka, z tego trzej są zajęci i Naill chyba zarywa do naszej
Alki.
M: i jeden
dla ciebie?
L: nie
mamo. Proszę.
M: dobrze
,dobrze.
L: mamuś ja
kończę. Pogadamy jutro na skype. Papa
Nie czekając, aż mama odpowie rozłączyłam się.
Zawsze tak robię i pewnie wszystkich tym irytuję, ale mnie to trochę bawiło.
Zadowolona odwróciłam się gwałtownie i chciałam wrócić do klubu, ale wpadłam na
jakiegoś chłopaka. Dobrze, że mnie przytrzymał, bo inaczej byśmy obydwoje
runęli.
-oj
przepraszam,. Nie zauważyła.
-nic się
nie stało. Jestem Logan.
-Laura.
Miło cię poznać. Jeszcze raz przepraszam.
Oddaliłam
się od chłopaka i weszłam do klubu. Reszta była już na tyle piana, że film się
pewnie urywa. Oh, będzie kac. Tylko Liam i Dan się trzymali. Li chyba wypił
tylko jednego drinka. Poszłam do stolika. Wszyscy byli oprócz Harrego. Zdziwiło
mnie to ,poszłam go poszukać. Znalazłam go dopiero po 15 minutach. Siedział w
kącie. Podeszłam bliżej. Nie był sam. Całował się z jakąś blond Barbie. Łzy
mimowolnie napłynęły mi do oczu. Wybiegłam z klubu. Przebiegłam przez ulicę. po
drugiej stronie był park. Usiadłam na jakieś ławce. Zalałam się łzami. Co ja
sobie w ogóle myślałam? Ale jestem głupia. Gdzie ja ,taka szara myszka mogłabym
się mu spodobać. A mam to gdzieś. Otarłam zły, poprawiłam szybko nieład na
mojej twarzy i powolnym, krokiem ruszyłam do klubu. Weszłam do klubu, jak gdyby
nigdy nic. Usidłam z resztą. Byłam zła na siebie coraz bardziej. W końcu nie
wytrzymała. Dopiłam swojego drinka, którego uprzednio przyniósł mi Zayn. Alka bawiła się świetnie.
Zresztą Michał też znalazł jakąś dziewczynę. Ale wracając do Alice to nigdy nie
widziałam jej takiej wyluzowanej. Ale to dobrze. Wypiłam drinka do końca.
Zbliżyłam się do Malika, widziałam tą złość w oczach tej nadętej blondyny, ale
mam na nią wyjebane.
-hej Zayn!
-hej mała.
Co jest?
-a coś musi
być?
-yy…no nie
wiem- powiedział trochę zmieszany.
-mam sprawę.
-wal
śmiało.- powiedział i się wyszczerzył.
-bo ja
wiem, że palisz.
-no i co w
związku z tym?
-no i ja
potrzebuję jednego.- powiedziałam mu na ucho. Widziałam, że jego blond zaraz
pęknie ze złości. W sumie to nie wiem co jej zrobiła.-a wiesz nie mogę sobie
sama kupić.- to był jedyny mój pomysł, żeby się wyluzować.
-oj nie
wiem, czy mogę. Jesteś nie letnia- powiedział uśmiechając się cwanie.
-no nie,
drinka mi kupujesz, a fajki nie dasz?
-nie,
nie…nie do końca.
-co?
-…
-to dasz
mi?
-jasne, że
tak. Tylko się droczę.
-super.
Dzięki wielkie.- Dałam mu całusa i ładnie podziękowałam. I bum jego Barbie się już
wkurzyła. Wiedziałam, że jak mnie Al. Albo Michał złapią to będzie ze mną
kiepsko. Wyszłam przed klub i odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się.
- o kurde
jakie mocne- powiedziałam do siebie.
-nie
wiedziałem, że palisz-powiedział dość znajomy głos, ale i tak się wystraszyłam.
Odwróciłam się. Był to Harry
-bo nie
palę.
-widzę.-
powiedział tak oschle, jak nie Harry.
-yhy.- w
tym samym czasie podeszła Alka. O nie! już się boję
-CO TY
WYPRAWISZ LAURA!!- wydarła się chyba na pół Londynu
-yy…nic,
nic.
-a to?!-
okazałą na papierosa
-to? A to.
To tylko na rozluźnienie.
-dawaj!-
wyrwała mi go i rzuciła na ziemie gasząc go przy tym.- nie ma!
-ok., ok.
-od kogo go
masz?
-yy od
nikogo.
-od Malika.
On takie pali- wtrącił Harry. Zgromiłam go wzrokiem. Nie chciałam go wydać, ale
ten przygłup musiał wkopać go i mnie.
-ja sobie z
nim pogadam jutro!- oburzyła się Al. Ona jest przewrażliwiona na tym punkcie.
Kiedyś jak w Polsce paliłam to nie odzywała się do mnie prawie trzy tygodnie.
Nie tolerowała tego, bo jej kuzyn zmarł parę lat temu na raka płuc, bo za dużo
palił. Biedny. Alka się wtedy załamała. Wszystko się komplikowało, Harry był
dla mnie oschły, do tego jeszcze Al. Jest na mnie zła, a jeszcze jak się Michał
dowie. Nie chce wiedzieć co będzie. Wkurzyłam się.
-wiecie co ?!dajcie mi spokój.!- krzyknęłam już wkurzona. Złapałam pierwszą lepsza taksówkę.
Wsiadłam do niej. Przez otwarte okno powiedziałam do oszołomionej Alki:
-miłej
zabawy, ja jej już nie psuję. Nie wracaj tylko za późno.- przerzuciłam wzrok na
Hazzę, posłałam mu smutne spojrzenie i kierowca ruszył.
***perspektywa
Harrego***
Te smutne
oczy. Nie wytrzymam. Tak mi na niej zależy. Znamy się parę dni, a ja wiem, że
jest wyjątkowa. Jest inna. Nie leci na naszą sławę, ani na naszą kasę. Jest po
prostu sobą. A ta dziewczyna co się z nią całowałem w klubie? Nie znam jej.
Przyczepiła się podczas tańca. Potem usiadłem z nią, a ta się rzucił na moje
usta. Wiedziałem, że Laura gdyby to zobaczył, to na pewno by się ze mną nie
umówiła. Mm…ale czemu była tak smutna i tak oschła dla mnie? Nie wiem. Spytam
El ,ona się zna. Razem z Al. Wróciliśmy do klubu. Gdy otrząsnęła się z szoku.
Chyba tak akcja to jednorazowy wybryk Laury, bo Alice wygląda na
zdezorientowaną. Przy stoliku siedział tylko Naill Lou i El. Blondyn jak
zobaczył Al. Porwał ją w tany, a ja usiadłem obok El. Zacząłem rozmowę:
-słuchaj El
mam sprawę. Do czasu jak tu [przyjechaliśmy Laura była wesoła i ciepła. W
klubie coś jej się stało i była wkurzona. Zaczęło się od papierosa, potem
wydarła się na swoją najlepszą przyjaciółkę, wsiadał tak nagle do taksówki i
pojechała do domu, przed odjazdem posłałam mi smutne spojrzenie a do tego była
taka….taka oschła.
-widziałam jak wybiega. Raz była chyba bliska
płaczu. Może widziała jak się całowałeś?- o nie, nie, nie tylko nie to. To
zepsułem misję. Kurde. Ale jej zachowanie? El wyczuła moje zmieszanie.
-widać, że
jej się podobasz. Widać również to, że na nią lecisz- El rozwiała właśnie moje
wątpliwości.
-serio?
-jasne.
Iskrzy między wami jak cholera.- uśmiechnęła się do mnie,. El to jest to . Jest
moją kumpelką, najlepszą. Zawsze mi doradzi.
-ale co mam
zrobić teraz, żeby się z nią umówić?
-nie wiem
jeszcze, ale pomyślę.
-dziękuję
ci bardzo. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił- przytuliłem ją
-też nie
wiem- zaśmiała się dźwięcznie. Mam już pewien plan. Koło 1 w nocy zebraliśmy
się do naszego domu. Al., Mi i dziewczyny spali u nas. Nie byliby chyba wstanie
dojść do swoich domów. Liam zapakował nas wszystkich do auta i odjechał. No tak
tylko on był w stanie powadzić. Nie pije, więc kieruję. Hehe reszta była nieźle
wstawiona, a Malik szczególnie. W domu rzuciłem się na łóżko i myśląc o Laurze,
odpłynąłem w świat kolorowych snów.
****************************************************************************
Podoba się? Pisany na szybkoo . :P
Mam nadzieję, że was nie zanudzam. KOCHAM Vicki ♥
LAURA:
Alice:
ONE DIRECTION:





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz