. Wybiegłam z domu. Wbiegłam
na ulicę , słyszałam tylko „Laura, stój. UWAŻAJ!” potem już tylko czarno przez
oczami. Czułam tylko jak fala ciepła przepływa po moim ciele. Słyszałam głos Loczka jak prze mgłę.
Panikował. Potem już odleciałam.
***oczyma Harrego***
-Laura, nie, proszę obudź
się. Kochanie nie zostawiaj mnie!!!!- krzyczałem na cały głos. Nie reagowała.
Histeryzowałem. Nie wiedziałem co się dzieję ze mną, nie zauważyłem nawet tłumu
ludzi, który się zebrał wokół nas. Kierowca samochodu, który potrącił mojego
Skarbka zadzwonił na pogotowie.
-proszę pana, proszę odejść,
musimy ją szybko przewieź do szpitala.- mówiła do mnie sanitariuszka, ale ja
nie reagowałem, płakałem, tępo wpatrując się w zakrwawione ciało mojej kochanej
Laury,
-proszę pana!- krzyknęła mi
do ucha. Nic. Zero reakcji. W końcu Jakiś koleś mnie odepchnął.
-cholera, zatrzymanie pracy
serca! RKO szybko!- usłyszałem, od razu się ocknąłem. Jeszcze bardziej się
rozpłakałem. Podeszłą o mnie jedna z sanitariuszek, chyba ta sama, która próbowała
mnie odciągnąć od mojej małej
-wszystko będzie dobrze,
proszę się uspokoić jest w dobrych rękach.- mówiła spokojnie. Podała mi jakieś
tabletki.
-proszę to wypić, to leki na
uspokojenie- posłuszni wypiłem to co mi podała, zapakowali szybko Laurę do ambulansu,
kobieta, która dała mi leki, spytała jeszcze szybko:
-jedzie pan z nami?
-oczywiście.!- szybko
wskoczyłem do karetki . W środku, jeszcze utrzymywali parametry życiowe Laury.
Ja schowałem twarz w rękach i płakałem. Uświadomiłem sobie, że mogę ją stracić.
Dojechaliśmy do szpitala. Laurę od razu przewieźli na blok operacyjny. Ja
usiadłem przed nim i płakałem. Czas się
niemiłosiernie dłużył, sekundy były jak minuty, minuty jak godziny. . . koło
godziny 23 zadzwonił do mnie Niall. (N-Niall, A- Ala, H-Harry, L-Louis)
N: Hazza gdzie wy jesteście,
gołąbeczki?- miał bardzo dobry humorek, ja tylko płakałem do telefonu, nie
byłem w stanie nic powiedzieć.
A: co się stało Harry?-
spytała AL. Pewnie Niall dał na głośno mówiący.
N i A: Harry?!- spanikowali
H: jestem w szpitalu, Laura
miała wypadek i jest na bloku. – wyjąkałam do telefonu. Słyszałem jak Ala się
rozpłakała,
N: c…co? – wydukał Niall.
H: …
L: w którym szpitalu jesteś?
H: na Harly Street. -
rozłączyli się. Ja dalej siedziałem. Chwilę później byli przy mnie moi
przyjaciele. Pierwsza w objęcia rzuciła
mi się Al.
-Harry będzie dobrze prawda?
Ona przeżyje. ?!- widać, że biedna to przeżywa.
-Al., będzie dobrze
zobaczysz.- uspokajał ją blondynek, który też płakał.
Siedzieliśmy tak wszyscy w milczeniu całą
noc. Wszyscy spali oprócz mnie i Al.
-Harry chodź może po jakąś
kawę- zaproponowała Al., która była opuchnięta od płaczu. Żal mi mi jej robiło.
Biedactwo może stracić najlepszą przyjaciółkę przeze mnie.
-dobrze. – poszliśmy do
automatu na końcu korytarza.
-Harry, jak w ogóle doszło
do wypadku?- spytała, no to teraz będzie źle ze mną. Zaczęły od nowa lecieć mi
łzy.
-Laura siedziała przy kąpie
i przeglądała TT. Jakaś fanka wysłał jej moje zdjęcie z jakąś dziewczyną, nie
widziałem dokładnie tego zdjęcia, ona wybiegła z domu, nie chciała mnie
słuchać, wbiegła na ulicę, a ja nie zdążyłem dobiec. – rozpłakałem się na
dobre, zresztą Ala też płakała.- wiem Al. Że teraz uważasz mnie za skończonego
dupkiem, o to moja wina, ale ja na prawdę jej nie zdradziłem, na pewno nie
kolejny raz za bardzo ją kocham,. – ku mojemu zdziwieniu Ala mnie przytuliła.
-nie martw się, będzie
dobrze, nie musisz się obwiniać, wiesz jaka jest Laura narwana, wszystko ocenia
pochopnie.
-dzięki Al. Ale i tak czuję
się winny.
-nie obwiniaj się dobrze?
-spróbuję, kupujemy tę kawę?
-jasne. Chodź .-kupiliśmy
sobie po kawie i wróciliśmy do reszty. Koło 5 nad ranem wyszedł lekarz z Sali
operacyjnej. Szybko się zerwałem i podbiegłem do niego.
-panie doktorze, co z Laurą?
-a pan jest kimś z rodziny?
-jestem jej chłopakiem.
-zapraszam do gabinetu. –
udałem się za lekarzem. Pokazałem tylko laurze, żeby obudziła wszystkich.
***oczyma Ali***
Obudziłam wszystkich,
podczas kiedy Hazza poszedł do gabinetu lekarza.
-Niall, kochanie, obudź się
proszę
-co jest kochanie? Co się
stało? Coś z Lau?!- od razu się ocknął.
-nie wiem właśnie Harry
poszedł z lekarzem – wtuliłam się w jego pierś i płakałam.
-kochanie wszystko będzie
dobrze zobaczysz,- dobrze, że był przy mnie , taki chłopak to skarb.
-możesz obudzić wszystkich,
ja pójdę to toalety.
-jasne,
Kiedy wróciłam wszyscy już
siedzieli z kubkiem kawy.
-jedźcie do domu, nie ma
sensu, żebyście tu siedzieli.- powiedziałam do reszty
-nie ma mowy, zostajemy-
oburzył się Zayn.
-Zayn, ale dam wam znać
jakby co, jedźcie się wyspać.
-Al. Proszę to nasza
przyjaciółka musimy tu zostać, musimy przy niej być. Bynajmniej ja
zostaje-powiedział Lou , stanowczo.
-ja też zostaje- zapewniła
reszta.
-jak chcecie., wiecie co,
cieszę się, że razem z Lau poznałyśmy tak wspaniałych przyjaciół. Jesteście
kochani.
-to my się cieszymy, że was
poznaliśmy- powiedział Niall całując mnie delikatnie w policzek.
-nawet nie wiecie, jak Lau
szalała za wami w Polsce.
-czyli jesteście jednak
Directioners.
-no jasne. TRU DIRECTIONERS
– zebrało mi się na wspomnienia,
-hej to świetnie. – mówił
Louis. Jak Lau wyjdzie ze szpitala to musimy was przedstawić fankom, najlepiej
na naszym koncercie, - Louis się fascynował.
-o ile w ogóle z tego
wyjdzie- szepnęłam pod nosem tak, żeby mnie nikt nie słyszał, ale niestety
Niall był za blisko.
-kotku, nie bądź pesymistką,
będzie dobrze zobaczysz. Po około pół godzinie, przyszedł Harry, bardzo
zapłakany. Zerwałam się na równe nogi.
-Harry co z nią?- loczkowi
ugięły się kolana, oparł się o ścianę i zjechał w dół po niej. – Hazza, proszę
powiedz mi. – klęknęłam przy nim .
-Lau miała krwawienie
wnętrze, bo pękła jej śledziona, na szczęście udało się wszystko zatamować, ale
ma też poważny uraz głowy- i tu uciął , dusząc się Łazami.
-Hazza?
-i uraz kręgosłupa-
zamilkłam.
-co jej grozi?- spytał jak
zwykle racjonalnie myślący Liam.
-może stracić sprawność w
nogach.
-c…co? – spytał Zayn.
-przecież ona się załamie,
nie będzie mogła biegać i tańczyć.- powiedział załamany Niall- to ją zabije. –
[płakaliśmy wszyscy.
- to moja wina, wszystko
przeze mnie.
-nie obwiniaj się już!-
wrzasnęła na nie Ala.
-ej a dzwoniliście do Kasi i
rodziców Lau?- spytał Li. Wszyscy zrobili oczy jak pięciozłotówki. Wszyscy
zapomnieli o poinformowaniu rodziny.
-ja pojadę do Kasi, pewnie
słyszał coś, przecież to koło niej było.
-ja zadzwonię do rodziców
Laury- zaoferował się Harry. Odszedł kawałek i wybrał numer. Rozmawiał dość
długo z nimi, a z oczu lały mu się łzy.
-co powiedzieli?- spytałam
jako pierwsza.
-spytali jak mogłem do tego
dopuścić, przecież miałem się nią opiekować.
Będą tu niedługo. Byli
bardzo zrozpaczeni
-ojej ale co się dziwisz to
jest ich jedyna córka, oczko w głowie.
-wiem, zawiodłem, najgorsze
będzie, jak nie pozwolą jej . – razem z Niellem pojechaliśmy do Kasi, ona też
nie przyjęła tego najlepiej. Poszliśmy jeszcze do domu po jakieś rzeczy dla
Laury. Wróciliśmy do szpitala. Kasia już była na miejscu, uspokajała Hazzę.
Chłopcy z dziewczynami pojechali do domu, odświeżyć się i przespać chwilę ,
będą później. Zostałam tylko ja z Niellem i oczywiście loczek.
-Kasia, możemy pogadać. ?-
-jasne, mała.
-bo wiesz, jak Loczek
dzwonił do rodziców Lau oni go obwiniają, a to nie jego wina, jak tu przyjadą
możesz załagodzić sytuację. ?
-postaram się z nimi pogadać
,ale cudów nie obiecuję.
-dzięki. – przyszedł lekarz
do nas.
-panie Styles jeśli pan chce
to może pan wejść na chwile do panny Laury, jej stan jest na razie stabilny.
Ale tylko chwilę.
-dobrze dziękuję . – Loczek
zniknął za szklanymi drzwiami. Obserwowaliśmy go zza szyby.
***perspektywa Harrego***
Podszedłem do łóżka, na
którym leżała moja kruszynka. Była bardzo blada, wyglądała tak krucho. Usiadłem
na krześle koło jeje łóżka i delikatnie chwyciłem za rękę.
-witaj kochanie, wiem, że
pewnie mnie nie słyszysz, ale wiedz, że jestem przy to tobie i bardzo cię
kocham. – kolejny raz tego nieszczęsnego dnia płakałem, pocałowałem leciutko
dłoń mojego Skarbka. Siedziałem z nią i zapewniałem jak bardzo ją kocham. Nagle
zaczęły maszyny przeraźliwie piszczeć, nie wiedziałem co się dzieje. Do Sali
wbiegli lekarze i mnie wyprosili. Reanimowali moją Laurę, a ja nie mogłem nic
zrobić, jedynie patrzeć jak powoli ją tracę. PO chwili wyszedł lekarz.
-mam dla państwa, niezbyt
dobrą wiadomość. Musieliśmy wprowadzić Laurę w śpiączkę farmakologiczną. Jej
stan jest stabilny i nic nie zagraża jej życiu.
-a ile będzie w śpiączce?
-wydaje mi się, że ok. .
tygodnia, chyba, że jej stan nam nie pozwoli na to.
Opadłem bezsilnie na
podłogę.
**********************************************************************************
proszę o komentarze. :D
kocham was :*
kocham was :*
Oooo .. xd
OdpowiedzUsuń