sobota, 15 grudnia 2012

rodział 11


Przez kolejne trzy dni bawiliśmy się w najlepsze. Praktycznie nie było nas w domu (tzn. u Kasi. Na te trzy dni przeprowadziłam się z al. I Michałem do chłopaków). Byliśmy na imprezie, w wesołym miasteczku, kinie,  mieliśmy wieczór horrorów itd. Bawiłam się super. Czas spędzony z moimi przyjaciółmi był bezcenny. Tak, myślę, że mogę nazwać ich moimi prawdziwymi przyjaciółmi. Gdy będę w potrzebie wiem, że mi pomogą. Mogę na nich liczyć. Mimo, że znamy się dość krótko, zżyliśmy się jak nie jedni przyjaciele po kilkunastu latach. Wiem, że dla mnie zrobili by wszystko o co bym poprosiła. Kocham każdego za coś innego: Liam- poważny, starszy brat, który wysłucha cię i poradzi, jest poważny, ale umie się zabawić. Louis- duże dziecko, umie wszystkich rozbawić, ale jeśli potrzebuję szczerej rozmowy zawszy służy swoim ramieniem, umie być poważny, choć woli być duszą towarzystwa. Niall- wiecznie głodny blondynek, jest miły, kochany, starszy brat, który służy pomocom. Zayn- zabawny, troskliwy braciszek, z którym mogę o wszystkim pogadać, mamy wiele wspólnego, jest zawsze szczery, za to go uwielbiam, za bezpośredniość. Harry- mój skarb, kocham go nad życie. On moim życiem jest praktycznie, bez niego nie widzę swojej perspektywy życia. Za to wszystko kocham One Direction, za to kocham ich, moich przyjaciół, braci.

***dzień przed wyjazdem***

Jutro już wyjeżdżamy z Londynu. Jak o tym pomyślę, to łzy same się zbierają pod powiekami. Nie mogę uwierzyć, że już jutro muszę żegnać się z chłopakami na tak długo, właściwie nie wiem na ile. Siedzimy właśnie wszyscy w kuchni przy śniadaniu. Nikt się nie odzywa, wszyscy tępo patrzą się w jeden punkt. Nikt nie ma apetytu, nawet wiecznie głodny Niall nic nie je. W pewnym momencie samotna łza spłynęła po moim policzku, a zaraz za nią kolejna i kolejna. I właściwie nie wiem kiedy, ale płakałam. Wstałam z krzesła jak poparzona, pobiegłam do przed pokoju, szybko zarzuciłam kurtkę i wybiegłam z domu. Słyszałam jeszcze za sobą krzyk Harrego. Nie zatrzymałam się. Biegłam tak przed siebie, kiedy brakło mi sił usiadłam na jakieś ławce i zaczął padać śnieg, co w Anglii rzadko się zdarza. Nie wiedziałam dlaczego tak się zachowałam, nie umiałam tego wytłumaczyć. Bałam się chyba, że jak teraz wyjadę to nasz kontakt urwie się na dobre i skończy się ta więź.

***perspektywa Harrego***

Siedzieliśmy przy śniadaniu, nic się nie odzywając. Nagle Laura wstała i pobiegła gdzieś. Chwile później było słychać trzask drzwiami. Pobiegłem za nią, ale ona chyba mnie już nie słyszała, zaczął padać śnieg. Dzwoniliśmy do niej wszyscy na zmianę, ale ona uparcie nie odbierała telefonu. Zaczynałem się martwić.

***perspektywa Laury***

Siedziałam tak dobra godzinę. Postanowiłam wracać. Wiedziałam, że wszyscy się już o mnie niepokoją. W połowie drogi zadzwonił telefon o dziwo dzwoniła mama: (M-mama, L-Laura)
M :cześć Curuś. Jak tam? Spakowani już?
L: nie mamuś, nie mam nic spakowanego jeszcze wszystko się wala.
M: to leć się pakować, bo pewnie coś znowu zapomnisz.
L: dobrze mamo.
M: Laura kochanie, co się dzieje? Czemu jesteś taka przygnębiona? Chodzi o Harrego?- już się zdążyłam pochwalić mamię. Ona jedyna wie o wszystkim.
L: tak jakby, nie chcę stąd wyjeżdżać. Tu jest wspaniale. Tu jest Harry i całe one Direction.
M: wiem Curuś, ale musisz przyjechać. Nie możesz tam być na razie sama, a po za tym, żebyś tam mogła mieszkać, ja musze poznać TĄ całą bandę.
L: a dopuszczasz wgl, myśl, że będę tu mieszkać i chodzić do szkoły?
M: nie wiem czy dopuszczam, ale pogadamy w domu i zastanowimy się co zrobić z tym fantem.
L: dobrze, mama ja kończę, papa kocham
M: papa.  Ciebie też.
Może pójdzie łatwiej niż myślałam, z ta przeprowadzką tu i chodzeniem tu do szkoły. Ale byłoby super. Weszłam do domu i od razu chłopcy rzucili się na mnie.
-gdzie byłaś skarbie!? Martwiliśmy się- powiedział o dziwo Zayn.
-hej tylko ja mogę mówić do niej tak ładnie- oburzył się loczek. Ja zaczęłam się śmiać. Rozebrałam się i poszliśmy do salonu.
-byłam się przejść i przemyśleć to i owo.
-a Czemu tak nagle uciekłaś?- spytał Liam.
-bo Li boję się, że jak stąd wyjedziemy to stracę z wami kontakt.
-nie stracisz, obiecuje- powiedział Niall i się rzucili na mnie wszyscy.
-no właśnie rybeńko, będziemy często cie odwiedzać i ty nas w trasie, a na wakacje pojedziesz z nami w trasę po Ameryce.- powiedział Lou.
-Lou, łosiu, nie mów do mnie proszę rybeńko. To dziwne
-pff, a jak Hazza mówi do ciebie jakieś pieszczotliwe słówka to się nie odzywasz- powiedział z wyrzutem, ja się tylko zaśmiałam, podeszłam do niego, mocno przytuliłam.
-Laura, chodź się spakujemy już.- powiedziała Michał
-dobrzeeeeeeeeeee,- wcale nie chciałam iść.
-idzie ktoś z nami?- spytała Al. Z nadzieją, że Niall pójdzie jej pomóc, ale nie było chętny.
-dobra to my lecimy. To do jutra. Będziecie na lotnisku z nami?- spytałam z nadzieją.
-kochanie, myślałem, że śpicie dzisiaj u nas- mówiąc to Harry zrobił takie maślane oczka. Nie mogłam się oprzeć.
-dobrze, spakujemy się, pogadamy z Kasią i będziemy.- na odchodne  mocno pocałowałam mojego loczka i poszliśmy do domu obok. Pakowanie zajęło nam dwie godziny. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Wzięliśmy prezent dla Kasi i Adama, w ramach podziękowania, że nas gościli przez dwa tygodnie.
-Kasia, Adam moglibyśmy was prosić.?- krzyknęłam z salonu, aby wujostwo przyszło do nas z kuchni.
-jasne kochanie już idziemy.
-chcielibyśmy wam bardzo podziękować za gościnę.- zaczęłam ,,przemowę”
-za to, że znieśliście nas przez ten czas- dopowiedziała Alka
-i przeprosić za wszystkie wybryki i humorki, głównie Laury humorki, ale dobra-powiedział rozbawiony Misiek
-hej, nie tylko ja mam humorki łosiu.
-taaa.
-mniejsza z tym. To dla was.- daliśmy im kosz pełen słodyczy, owoców i megaa drogie wino.
-dzieci nie trzeba było. Nie macie za co przepraszać, a tym bardziej dziękować. To dla nas czysta przyjemność, że byliście  nami. Szkoda, że tak krótko, ale mam nadzieje, że nas jeszcze odwiedzicie.
-oczywiście, że jeszcze was nawiedzimy tu w Londynie. Ja chyba częściej, bo wybieram się tu do szkoły. Powiedziałam ,,rzuciłam” się na ciotkę.
-a gdzie dzieciaki, mamy dla nich też prezenty.- wyciągnęłam z torby wielkie miśki, które na brzuszku miały nasze wspólne zdjęcie, oczywiście zrobione prze Alice. Zrobiła masę zdjęć.
-a właśnie Kasia, mam dla ciebie zdjęcia twoich szkrabów, wasze i nasze. Proszę- Al. Wręczyła cioci chyba 300 zdjęć. Kasia zrobiła wielkie oczy.
-ja tyle zdjęć nie nazbierałam przez całe życie. – zaczęliśmy się śmiać.  

Wieczór spędziliśmy z chłopakami, dopiero koło 12 poszliśmy spać. Oczywiście ja spalam z Harrym w jego sypialni, Alka u blondynka, a Michał  z resztą zespołu zaszyła się w pokoju Liama i pili jakieś procenty i myśleli, że nie wiem. Łosie haha. Z Harrym przegadaliśmy prawie całą noc. Tematy nam się nie kończyły. Będę tęsknić za nimi, za nim.

***następny dzień, rano***

Wszyscy śpią. Nagle słyszę piosenkę „C’mon, C’mon” co oznacza, że ktoś do mnie dzwoni. Ledwo widziałam na oczy. Sięgnęłam na podłogę, gdzie leżał mój telefon i nie patrząc kto dzwoni odebrała.
-halo? –powiedziałam pół przytomna.
-hej córuś, jesteś już gotowa?- rozmawiałam z tatą.
-tak, tato jesteśmy już gotowi.
-to świetnie, czekamy już na was.
-oki. Tatku przepraszam pogadamy później- rozłączyłam się i spojrzałam na zegarek. 8.
-cholera jasna!! –krzyknęłam najgłośniej jak się da.
-co się stało?- spytał spanikowany loczek
-jest ósma. Co oznacza, że zaspaliśmy i mamy godzinę. \
-co?!
-no własnie, idź zrób jakieś szybkie śniadanie, ja obudzę resztę.
-ok.- Harry ubrał się szybko i zbiegł na dół. Ja najpierw poszłam do naszych gołąbeczków
-Al.!!- lekko nią potrząsnęłam- wstawaj Al. Zaspaliśmy. Mamy godzinkę.
-co?! Żartujesz.- od razu podniosła się jak oparzona.
-nie żartuje skarbie, budź Nialla, ja obudzę tych pijaków.
-dobra.- poszłam do pokoju Liama.
-wstawać lenie! Mamy godzinę.- zero reakcji- poszłam do liamowej łazienki, nalałam zimniej wody do kubeczka i wylałam na każdego trochę. Od razu się podnieśli.
-oszalałaś! Krzyknęli jednocześnie, lekko się zaśmiała.
-co się stało, że budzisz nas tak brutalnie ?- spytał Liam.
-bo wy moje pijackie mordeczki zaspaliście,, zresztą my też. Mamy godzinę, na dotarcie na lotnisko.- podnieśli się wszyscy, każdy zajął łazienkę. Ja też poszłam się ogarnąć do łazienki Harrego . Byłam gotowa, ponieważ miałam przygotowane ciuchy na wylot. Zeszłam na dół, a tam już na mnie czekali. Zjadłam na szybko grzankę i wyszliśmy. Najpierw poszliśmy do Kasi po walizki, ostatnie pożegnanie z nimi i weszliśmy do samochodów chłopców. Musieliśmy jechać, aż na dwa wozy.

***na lotnisku***
Zdążyliśmy w ostatniej chwili.
-będę tęsknić za tobą- powiedział Harry, całując mnie mocno,
-też będę tęsknić.
-Kocham cię słońce.
-ja ciebie loczuś  też, ja ciebie tęż.- i łzy już się polały. Podeszłam do każdego z osobna i mocno przytuliłam.
-To dla ciebie.- Harry wręczył mi małe pudełeczko, zauważyłam, że Al. I Michał też dotali podobne. Staliśmy tak i płakaliśmy.
-Otwórzcie dopiero w samolocie- powiedział Li.
       *pasażerowie lotu Londyn-Wrocław proszeni na odprawę*
-musimy już iść. Pa. Kochamy was.- ostatni buziak i już nas nie ma. Przeszliśmy odprawę i jak wchodziliśmy do samolotu, odwróciłam się jeszcze. Chłopcy stali zapłakani i machali na do nas. Nie zostaliśmy im dłużni. Siedzieliśmy już w samolocie. Otrzymaliśmy prezenty. Każdy z nas dostał bransoletkę. My z Al. Srebrną z zawieszkami, które symbolizowały  chłopaków: Liam-żółw, Louis-marchewka, Niall- koniczynka, Zayn-grzebień, Harry-kotek. Ja dodatkowo miała piękne czerwone serce z dedykacją „Kocham cię. Harry” rozpłakałam się. To najlepszy prezent jakikolwiek dostała, zawsze będę go nosić. Michał dostał męską bransoletę z wygrawerowanymi inicjałami chłopaków. Rozpłakałam się. Wyciągnęłam jeszcze telefon i napisałam smsa do loczka:
 „dziękuję, to najlepszy prezent jakikolwiek dostała. Podziękuj ode mnie chłopakom i mocno ich wycałuj (w przenośni, bo będę zazdrosna :*) Już TĘSKNIE, i bardzo kocham.Laura:**”
I wyłączyłam telefon.

***perspektywa Harrego***
I zostawiła mnie. Pojechała. Kocham ją i na pewno nie długo się zobaczymy. Wróciliśmy z chłopakami do domu. Nikt się nie odzywał, wszyscy zżyliśmy się z dziewczynami i Michałem.
-co robimy?- spytał marchewa.
-nie wiem, jakoś tak pusto bez nich- powiedział Li.
-noo- ja poszedłem do pokoju. Wszedłem do łazienki, a tam zobaczyłem, że Laura zapomniała swoich ubrań, które miała wczoraj. Wziąłem je i rzuciłem je pod poduszkę. Wszedłem ponownie, żeby wziąć prysznic. Zobaczyłem, że na lusterku czerwoną szminka napisane było:
„Na zawsze razem. Kocham Cię Harry.Laura :*”
Jaka ona kochana, pomyślałem. Nie zmyje tego chodźmy  nie wiem co. 

***********************************************************************
podoba mi się a wam. Czytajcie dalsze losy bohaterów.
 KOCHAM Vicki <3




Nasze kochane łosie. :** I love One Direction, I love Directiones 



3 komentarze:

  1. heej, super blog ogólnie, ale chciałam ci zwrócić uwage na jeden błąd: w podpisach w sms i na lustrze zamiast LAURA, dałaś NATALIE! mi to nie przeszkadza, ale troche mnie to zmyliło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo przepraszam, nie zauważyłam tego błędu. Zaraz to poprawię. :*

      Usuń
  2. Jak dla mnie to zajebista część :D pisz raz dwa nową :)

    OdpowiedzUsuń