czwartek, 14 lutego 2013

ROZDZIAŁ 17 ♥


Hej kochani.... Happy Valentines Day!! 

♥♥♥ 
i na walentynki macie chłopaków ode mnie :  ZAYN

LIAM

NIALL

LOUIS 

HARRY

ONE DIRECTION


***********************************************************************


Kilka miesięcy później…

Od ostatniej wizyty w Londynie widziałam się z Harrym i chłopakami kilka razy. Harry co jakiś czas przylatuje na weekend, bądź w tygodniu zależy jaki mają plan. Niall też często odwiedzał Al. Byłam szczęśliwa, że moja przyjaciółka znalazła sobie kogoś tak wspaniałego. Dzisiaj jest dzień zakończenia roku. Wyniki z testów już przyszły, więć w poniedziałek lecę do Londynu załatwić formalonosci związane ze szkołą, ponieważ moje osiągnięcia pozwalają na to, zresztą Alice też się wybiera do londyńskiej szkoły, ze względu na Niall’a. będziemy mieszkać u mojej cioci.
  Wstałam dzisiaj o godzinie 7. Byłam ,ega szczęśliwa, że dzisiaj zaczynają się wakacje. Razem z Hazzą stwierdziliśmy, że lipiec spędzimy razem w Londynie, a sierpień przesiedzę w domu, bo potem będę rzadko widywać rodzinę. A więc wracają, wstałam dziś wyjątkowo wcześnie, poszłam do łazienki, wykonać poranną toaletę , ubrałam się w galowy strój, składający się ze zwykłej szrej bluzki, kremowej spódnicy w kwiatki i pudrowej marynarki, spakowałam torebkę i zeszłam na dół.
-hej mamuś. –przywitałam się z mamą, która przyrządzała pyszne śniadanko.
-hej córuś, siadaj- usiadłyśmy razem do stołu zaraz szedł tata i razem zjedliśmy śniadanie.
-ojej , jak ja będę tęsknił za tymi śniadaniami z tobą , za tym „tato, spóźnię się noo!” – mój ojciec nagle posmutniał. Przytuliłam go mocno,
-tatuś, przecież ja nie lecę na koniec świata, będziemy się widzieć przynajmniej raz w miesiącu, obiecuję. Albo ja przyjadę tu, albo wy do mnie tam.
-eh. Widzieć córkę raz w miesiącu to nie jest za dobra perspektywa, ale dobrze no,
-kochany jesteś wiesz?
-wiem.
-dobra ja lecę bo się jeszcze spóźnię i co będzie. – podziękowałam za śniadanie i wyszłam z domu wolnym krokiem, z tego względu, że miałam mega wysokie szpile nie mogłam iść szybko. Po drodze zgarnęłam jeszcze Alkę i Michała. Podekscytowani weszliśmy do szkoły, o godzinie 9 zaczoł się apel. Dyrektor jak zwykle przynudzał, a mi nogi już odpadały i widziałam, że Ala też już nie wytrzymuje. Nagle dyrektor wyczytał moje nazwisko, co oznaczało, że musze wyjść na środek po nagrodę. I dopiero wtedy zauważyłaś, żę na miejscach dla rodziców stoi całe One Direction i ich dziewczyny, pomachałam do nich i słodko się uśmiechnęłam, Al. Zaraz do mnie dołączyła i też ich zauważyła, kiedy wręczali nam nagrody, to ta banda dzikusów najgłośniej się darła, przekrzykiwali wszystkich. Hah. Koniec apelu, czas na pożegnanie z klasą i panią. Zostaliśmy na boisku, na ławkach. Nie obyło się bez łez, bez przytulańców, na które Harry reagował sceptycznie. Kątem oka widziałam jego wyraz twarzy. W pewnym momencie się odwrócił, chłopcy się z niego śmiali, postanowiłam opuścić wszystkich i podejść do niego, pokazałam chłopakom, żeby byliu cicho i z zaskoczenia rzuciłam mu się na plecy, wisiałam na nim jak małpka słodko szepcząc:
-kocham cię wiesz?
-taak?- uśmiechnął się łobuzersko, ja zeskoczyłam z jego pleców i wtuliłam się w nie.
-uwielbiam kiedy tak jesteś o mnie zazdrosny.
-oo, co ty nie powiesz.
-heh. Chodź tu.- pociągnęłam go do siebie i mocno pocałowałam- teraz jestem cała twoja, cała.- Harry zaśmiał się pod noskiem, a reszta naszej „ekipy” zrobiła grupowe „uuu”.  Wróciliśmy do domu, pokazałam mamie świadectwo i poszłam się pakować . nie obyło się bez wygłupów, w pewnym momencie Niall rzucił we mnie poduszką.
-haha orient siostra!
-osz ty.- zamachnęłam się i rzuciłam….w Zayna.
-o nie daruję Ci.!- Zayn chwycił największą poduszkę i chciał mnie nią walnąć, ja szybko wstałam i schowałam się za loczka.
-Harry, kocie bądź moim Power rengersem i mnie broń- reszta już sikała ze śmiechu. Ale loczek naprężył mięsnie i mnie bronił jak rycerz.
-nie naprężaj tak tej klaty kędzierzawy bo ci dziewczyna zemdleje z wrażenia.
-teraz to dowaliłeś Lou- przybił żółwika z Niellem. I potem rozpętała się istna wojna. Pióra latały wszędzie. Poszliśmy spać bardzo późno. Poszłam do łazienki wziąć długą kąpiel, leżałam ta z pół godziny i nie miałam zamiaru wychodzić, Loczek się dobijał, ale ja to ignorowałam. W pewnym momencie nie wytrzymałam, wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam.
-czy ty do jasnej cholery nie dasz mi się wykopać?!- byłam wściekła.
-nie.- uśmiechnął się cwaniacka, a ja jeszcze bardziej się wkurzyłam, kipiałam.
-po co suszysz zęby?!- Hazza zbagatelizował to i poszedł do mnie. Wpił się w moje usta, delikatnie, ale stanowczo popychając mnie na ścianę. Błądził swoimi rękoma po całym moim ciele.  Hazza złapał mnie mocno w talii i nie odrywając się od siebie  przesunęliśmy się w okolice drzwi, gdy byliśmy dość blisko, Hazza zamknął je na klucz. Zerwał ze mnie ręcznik, a ja z niego ciuchy. Rano obudziłam się w świetnym humorze, wtulona w nagi tor mojego chłopaka. Przesunęłam delikatnie opuszkami palców po jego klacie, a on się delikatnie wzdrygnął.
-udajesz, że śpisz oszuście?
-ja|? Nie skąd.
-dobrze, dobrze,- dałam mu buziaka w policzek, ale mu było mało i wbił się w moje usta. Chciała wstać, ale Loczek mnie skutecznie przytrzymał.- puścisz mnie?
-nie.
-czemu? Chcę się ubrać i zrobić śniadanko.
-och no dobra, ale pod warunkiem.
-jakim?
-dostane buziaka.
-och, no chodź tu do mnie.- wstałam, owinęłam się w ręcznik, który leżał na podłodze i poszłam do łazienki.
 -nie musisz się chować pod tym ręcznikiem.
-tak, tak jeszcze ci mało?
-nooo.
Zaśmiałam się i weszłam pod prysznic, owinięta w ręcznik przebiegłam przez pokuj d garderoby, ubrałam krótkie, jeansowe szorty, czarną bokserkę i i dobrałam dodatki. Zeszłam na dół, i o dziwo wszyscy już tam byli i zajadali się.
-hej.-przywitałam się
-o a co ty ta szczęśliwa? Czyżby coś się w nocy wydarzyło?- dopytywał Lou, dziwnie machając brwiami.
-o a co się działo?- pytała mama. Zmroziłam marchewkę wzrokiem i miałam chęć go udusić. Mama była no nocnej zmianie, a tata był u kumpla, razem oglądali mecz, więc nie wiedzą co się wczoraj działo w domu.
-nic mamusiu, po prostu dobrze się bawiliśmy.
-aha,- uśmiechnęłam się do nas słodko.
-ta. Chyba aż za dobrze, tylko żeby z tej zabawy nic nie było- Lou dalej dążył. Nie ja go uduszę. Podeszłam do niego, chwyciłam go mocno za ucho i powiedziałam przez zęby.
-możemy pogadać Louis na osobności! – reszta pękała już ze ś miechu. A Lou kwiczał z bólu. Jego ucho było już czerwone, więc posłusznie wstał i niestety musiałam go puścić, bo był o wiele ode mnie wyższy. Poszliśmy do przedpokoju.
-Louis, bałwanie! Możesz przestać mnie wkopywać !
-haha pod jednym warunkiem.
-mów,
-zabierzesz do Londynu polskie marchewki.
-zgoda. A w ogóle skąd wiesz?
-mam najbliżej was pokój i razem z El wszystko słyszeliśmy.
- osz ty. Podsłuchiwałeś. – Lou zaczął się śmiać i poszedł do kuchni, ja stałam osłupiała, nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać. Zszedł Hazza, przytulił mnie i spytał:
-czemu ten idiota się tak śmieje?
-bo lubi nas pogrążać w oczach moich rodziców.
-co?
-podsłuchiwał i prawie nas wydał moim rodzicom.
-co?1 zabiję dziada kudłatego chyba.- zaczęłam się rechotać i oby7dwoje poszliśmy do jadalnie, ze względu na to, że nas było dużo, a stół był mały razem z Hazzą poszliśmy do salonu zjeść.
     Weekend spędziliśmy w POslce, a dzisiaj lecimy do Londynu. Pożegnałam się z rodzicami, którzy się rozkleili, zresztą tak jak ja i ruszyliśmy na lotnisko.  Wsiedliśmy do samolotu i pare godzin później byliśmy już w domu, moim nowym domu. Wszystko było idealnie. Hazza zrobił mi kilka wolnych półek w szafie i komodzie.
-kochanie, przecież obiecałam, że będę mieszkać  u cioci.
-ale możesz przelotnie mieszkać u mnie, więc zrobiłem ci miejsce żebyś nie musiała brać ze sobą ciuchów do mnie.
-oj jesteś kochany, ale obawiam się, że nie mam aż tak bogatej garderoby.
-nie martw się, nadrobimy to.
-hih spoko. Mogę skorzystać z twojego laptopa, bo mój jest w walizce chyba padł.
-no jasne nie pytaj się głuptasie tylko bierz, a ja zrobię nam coś do picia.
-spoko.
Weszłam sprawdzić fb, TT i inne stonki. Jak zwykle dużo fanów chłopaków. Skąd one wiedzą, przecież jeszcze się nie ujawnialiśmy. Masakra. Na TT była jakaś reklama One Direction, czy coś. Z ciekawości weszłam w to. Nie mogłam uwierzyć, tam było zdjęcie Hazzy z jakąś dziewczyną, nawet ładną. Do oczu napłynęły mi łzy. Znowu?!
-hej mała, może być…- Harry uciął, gdy zobaczył mnie w takim stanie. Przez przypadek opuścił szklanki z herbatą. Stał osłupiały. Ja z płaczem wybiegłam z pokoju.
-Laura !... to nie tak, daj sobie to wytłumaczyć!- krzyczał za mną. Wybiegłam z domu. Wbiegłam na ulicę , słyszałam tylko „Laura, stój. UWAŻAJ!” potem już tylko czarno przez oczami. 

************************************************************************************************
Mam nadzieję, że się podoba. :D 






1 komentarz:

  1. JEZUS MARIO! Po co ona tam wybiegała!! I pewnie znowu z Hazzą jakiś photoshop.. Ale dowiem się w następnym. Uwielbiam Niall'a i Lou! I śmiałam się jak nigdy xD Czekam na nexta xx

    OdpowiedzUsuń